Floou Jam Słomniki – relacja

Dzień jak co dzień, sobota, 6.30 nad ranem. Z grymasem na twarzy otwiera jedno oko, potem drugie. Zza cienkiej ściany w salonie, gdzie ktoś słodko pochrapuje z głową w miednicy, nie trudno usłyszeć, dobiegający skrzecząco bulgoczący, przepełniony po brzegi smutkiem i niezrozumieniem dla brutalnej, pachnącej księżycówką rzeczywistości głos, w porywach przybierający postać słowo podobnych jęków, które po bardzo niewielkim ocenzurowaniu mogłyby brzmieć otóż tak: „o żesz kurka, ja cież kręcę… dzisiaj ten jam…”. Że organizatorzy, bo właśnie o nich tu mowa, (a przynajmniej jeden z nich) życia łatwego nie mają, toteż na porządku dziennym jest, że czasem trzeba się dla społeczeństwa dwukołowców poświęcić i niczym fundacja Polsatu czy jak kto woli Caritas zorganizować jakieś fajowe przedsięwzięcie.

Floou Jam Słomniki - relacja

Tym razem na wysokości zadania stanęli choleryk Brynek, generał BoB i nieogar Kaczor, przygotowując tego dnia dla wszystkich mniej czy bardziej rowerowych towarzyszy pierwszą edycję Bike Floou Jam’u, która odbyła się w megalopolis Słomniki aka Słomianki aka Słominki ( w różnych częściach kraju różnie bywają nazywane). Już na godzinę 8 na park w SŁO przybył pierwszy nadgorliwy organizator ku zaskoczeniu którego zamiast obrazkowego pustego placu ze ślicznymi przeszkodami, stał jeden wielki, ogromny stragan gdzie babcie z rękawami pełnymi chwytów marketingowych sprzedawały, co po niektórym bardziej naiwnym, magiczne kiszone ogóry czy bezołowiowe skarpety wielofunkcyjne na każdą stopę. Nie to jednak najbardziej wstrząsnęło ojcem dyrektorem lecz fakt, który gdyby nie upośledzone od dziecka serce z niedorozwiniętym prawym przedsionkiem zapewne rychło spowodowałby jego przedwczesną śmierć, a był to mianowicie fakt, iż jedna z babci, z opasłym brzuchem nierównym wąsem i świecącą łysinką na głowie, urządziła sobie pośrodku skateparku salon meblowy… Salon meblowy, który jak się okazało, na mocy prawa stragańsko cygańskiego miał zostać spakowany do podręcznej przyczepy dopiero o 12. Czas płynął i płynął, odmierzany w sprzedanych kanapach ( w sumie sprzedało się może pół kanapy ale mniejsza o to).

Floou Jam Słomniki - relacja

Punkt dwunasta, gdy ostatni ze sprzedawczyków odjechał w siną dal ze swoim dobytkiem na plecach, wyczarowaliśmy przy skateparku w pół godziny, z niewielką pomocą Harrego Pottera, byczych rozmiarów namiot Red Bulla z uwięzionym pośrodku dj’em, który zawadiacko zaczął przygrywać fikuśne kawałki na swoim sprzęcie, a także powiewające chorągiewki Dartmoora. Próbowaliśmy jeszcze prócz tego, z pomocą naszego czarującego kolegi z hugłartu zmajsterkować grindbox i wybicie do 180, ale jak można było dostrzec, ciągłe zabawy z Hermioną przerzuciły się na kiepawe wyniki w nauce czarusia i tym samym zakompleksiona chłopaczyna czmychnęła gdzieś między krzaki na swoim nimbusie No. pincettysiency pozostawiając nas na lodzie bez jakże upragnionych przez wszystkich przeszkód… Po dwóch godzinach jazdy, gdzie każdy prawie miał już okazję w ramach rozgrzewki zaryć głową o asfalt rozpoczęto zapisy. Każdy kto podpisał klauzulę odpowiedzialności, dostawał gratis talonik na pyszną parówę z sałatką i napojem (ot to jest właśnie marketing!). Koło 15 uroczystym przemówieniem jednej z radnych MIASTA Słomniki, które liczy – bagatela – aż 4 tysiące mieszkańców, zainaugurowano oficjalnie pierwszą edycję Bike Floou Jam’u. Tuż po mowie pani z urzędu do majka dorwał się nijaki Karpiu, którego żarcidła choć początkowo pozostawiające „delikatny” niesmak wśród publiczności ostatecznie doprowadzały ją do chronicznych napadów śmiechu.

Floou Jam Słomniki - relacja

Wszystkich hartkorów podzielono na dwie kategorie: mtb oraz bmx. Eliminacje odbyły się w formie półgodzinnego jam’u, wpierw tych na małych kółeczkach później tych na nieco większych, następnie spośród startujących przechodziło po 5 kaskaderów do finałów, gdzie każdy miał po dwa jednominutowe przejazdy, w których mógł, stawiając na szali swoje życie, zyskać przychylność loży szyderców. Loża jak loża – drewniana ława i stół, ale była – z reszta nie ważne z czego a kto w niej zasiadał, ba! A zasiadał nie byle kto, gwiazdy rangi światowej: Łój Łeb, Brynki Hałk oraz Krizz Rajnolc.

Floou Jam Słomniki - relacja

Ale teraz wypadałoby napisać co nieco o tym co działo się na przeszkodach. Chłopaki elegancko się nawzajem buzowały pokazując raz po raz, co raz to lepsze sztuczki.. Dwoma słowy – ostra sieczka. Kogo nie było, niech żałuje. Już na samym początku poszły w obroty barspiny, tajlłipy, bekflipy, o trzy-szóchach nie wspominając, Wybór kogo przepchnąć do finałów nie był łatwy, lecz co potem było widać doskonale, cytując naszą kochaną krakowską firemkę – trafny NA 100%, jp, jp, mma, mma.. (Popek daj jeszcze pożyć!) Pojawiły się również różne ciekawe propozycje mierzone grubością koperty, ale po krótkim rachunku zysków i strat puszczono te niecne oferty w niepamięć.

Floou Jam Słomniki - relacja

Czas na finały – to co tutaj zobaczyliśmy przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich. I bynajmniej, zbłądził straszliwie każdy kto sądzi, iż tyczy się to tylko kategorii bmx, i „..Bóg dokona srogiej pomsty w zapalczywym gniewie, na tych, którzy chcą zatruć i zniszczyć moich braci” na mtb! Zacznijmy jednak właśnie od 20”calówek. Przedstawienie rozpoczęło się od arcyślicznego przejazdu Leszcza, który wykorzystał chyba wszystkie z przeszkód na parku sypiąc wszędzie różnymi kombochami z barspinem, tejlami oraz wszelkiej maści rotacjami na quoterach , piramidzie i jump boxie. Następnie przyszła kolej na Drożdża który zadziwił niesamowitym stylem, oldschoolami na spinie, łipami, a także mega wysokimi lotami nad coping. Uśkowski z Tychów z kolei dał popis ślicznymi Flipami z turndownem czy canem, trzyszóstką z turndownem na spajnie, double tejlem oraz flarą,którą zapewnił sobie drugie miejsce na podium oraz spadające z każdej strony niczym gromy z jasnego nieba kwiki i piski dziewoji, które za to by móc go dotknąć dałyby pewnie więcej niż głowę. Następnym, któremu życie niemiłe był Zientek wpisując się w historię Jamu’ eleganckim bar to tap to bar outem na quoterze. Na koniec, swoje 5 groszy musiał dołożyć jeszcze Patryk robiąc podwójnego tejla, Flipa oraz 360 łipa. Pomiędzy jam’ami odbył się jeszcze Big Air na Quoterku, który bez precedensów i jednogłośnie wygrał Drożdżu wybijając się nad rurkę na taką wysokość, że tylko czarną plamkę na niebieściutkim niebie było widać. Kto nie wierzy niech spojrzy na zdjęcie!

Floou Jam Słomniki - relacja

W kategorii mtb główna rywalizacja toczyła się między braćmi szamanami, którzy uraczyli nas szoł godnym kina aj max 3d, wciskając w każdy możliwy profil tejle, bary, rotacje i trudno by tu orzec co jeszcze. Najbardziej zdumiał jednak otaczającą publiczność 36 tejl starszego brata czy też 36 bar młodszego, nie wspominając już o precyzji i o tym jak idealnie dopracowane były to sztuczki w ich wykonaniu. Kolejnym wariatem toczącym fele po parku był Zychu, który pozytywnie zaskoczył swoim flou robiąc piękne, dopracowane bary z różnymi rotacjami i łipami. Ostatniim w finale mtb był Thomas z Bielska ze swoimi podwójnymi śmigiełkami, a także 36 barem na jump boxie. Po oficjalnym zakończeniu Bike Floou Jam’u, zgodnie z obietnicą, udaliśmy się na after do burżujskiego klubu Enso przy karmelickiej 52, gdzie nie jedna zbłąkana duszyczka sprzeniewierzyła całe swoją swoją pensję, oszczędności czy prezent od biednej babuni. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Niesamowity klimat w krwisto czerwonych podziemiach rodem z piekła, piękne kelnerki (jak kto lubi kelnerzy też) , a także lejący się hektolitrami przyprocentowany złoty napój bogów. Na swoim odjechanym sprzęcie do czerwoności rozgrzewał winyle, okazjonalnie także fajne dziewczyny na parkiecie poniżej, ziomal Zeppy Zep. Co tu dużo gadać, odwalił chłopak kawał dobrej roboty. Wiadomo, zawsze znajdzie się jakiś skończony malkontent, któremu nuta nie siądzie, ale cóż poradzić. Świat nigdy sprawiedliwym nie był, kto twierdzi inaczej znaczy, że albo zbyt mocno walnął głową o beton albo nie pochodzi z zadupia zwanego ziemią. Na następną edycję przygotowana zostanie już w pogotowiu wypożyczalnia odtwarzaczy empetrzy. Wracając do meritum sprawy. Tuż po 23 odbyło się rozdanie nagród poprowadzone przez umierającego ze zmęczenia i głodu Brynka, który z resztą potem w kiblu nam prawie zemdlał. Nagrody nie byle jakie, bo za dwa pierwsze miejsca ramki, a wręczały je całkiem zgrabne panie hostessy zatrudnione sekundę wcześniej przez komandosa Boba (na ile on je zatrudnił, a na ile one same się zatrudniły trudno ocenić – kobiety przejmują władzę, tyle wam powiem!). I tak poniżej, oficjalne wyniki:

BMX:
-Leszczyk
-Uś
-Patryk

MTB:
-Szaman
-Szamanek
-Zychu

Floou Jam Słomniki - relacja

Po rozdaniu wszyscy wrócili do wcześniejszych zajęć Jedni oddali się gawędzeniu, inni obracaniu szklanek z piwem w dłoniach, a jeszcze inni obracaniu, ale już zupełnie czego innego. Ogółem bardzo udany after, który na długo pozostanie wszystkim w pamięci, i który NA 100% utrwalony zostanie jeszcze niedługo raz kolejny. Jedyny minus dla organizatorów to wcześniej obiecany występ czirliderek z bliskiego wschodu, który jednak z niewiadomych względów nie odbył się.

Floou Jam Słomniki - relacja

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim sponsorom:

Velo Dartmoor, Sport Serwis, miejsko gminne centrum kultury w Słomnikach, Destroyer i Enso, które było na tyle milo by użyczyć nam klubu

Pozdro pincetpindziesiont, elo, rap i do zobaczenia już niebawem!

P.S. Serdecznie przepraszam jeśli kogoś uraziłem ową relacją, użyłem zbyt dosadnych sformułowań, czy też w ostateczności bla bla bla…

Skomentuj

Komentarze