Relacja z zawodów Downhill Dzikowiec 2012 – 29 lipiec 2012

   Przygotowania, budowa nowej trasy, oczekiwanie na ten dzień i już po: zawody Downhill Dzikowiec 2012 już za nami. Po 5 latach przerwy znów spotkaliśmy się w Boguszowie-Gorcach na zboczu góry Dzikowiec, żeby ścigać się o miejsce na podium i spędzić czas w zjazdowym gronie. Kolejna 4 edycja, tym razem na dłuższej, bardziej zróżnicowanej i wymagającej trasie. Tylko tutaj są odcinki, na których grawitacja działa tak mocno, że albo zjedziesz albo pakujesz rower do auta i mówisz „powaliło ich, to nie dla mnie”. Inni sprowadzają rowery ale po kilku zjazdach załapują o co chodzi i jadą pewniej. Może dlatego jeszcze żadna kobieta nie wystartowała, a szkoda bo te które u nas jeździły dawały radę. Wracając do imprezy: zaczęliśmy treningi w piątek, na suchej trasie, w upale, który utrzymał się do soboty wieczorem. Wtedy spadł ulewny deszcz z gradem, i było pewne że rano zmieniamy opony. Mnie jako osobę pomagającą przy organizacji martwiły zapowiadane na niedzielę grzmoty, które lubią celować w okolice rampy startowej i „wyciąg”. Na szczęście pogoda przez noc się wyszalała i deszcz wpadł tylko na chwilę. Ze względu na błoto skróciliśmy trasę, przez co meta znalazła się w bardziej widowiskowym i przystępnym miejscu: po dużej hopie na skrzyżowaniu. Po lekkim chaosie organizacyjnym doliczyliśmy się 57 zawodników płci brzydkiej ;) w tym trzech zawodników z Czech :) Miła i fachowa obsługa Race Timing o godzinie 12 puściła pierwszy z 2 przejazdów na czas. Start co minutę z czego ostatecznie liczy się lepszy.Pierwsza wystartowała kategoria hardtail w której niestety zanotowaliśmy największego dzwona (Łukaszowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowia). Pozdrawiamy też obstawę trasy, szczególnie Pana Emila łokitoki ;) Po nich mastersi, hobby full i elita. Pomimo lekkiego błota prędkości były spore, a publiczność nawoływała do puszczania klamek co często było praktykowane. Największy doping był na „pionie”, i dwóch drewnianych hopach niżej. Po drugim przejeździe który zaczął się o 14, udaliśmy się w okolice sceny na której odbyła się dekoracja, w tym wręczenie dyplomów za 1 miejsce od końca, największego dzwona i dla Pirata za najlepszy styl jazdy. W hardtail wygrał Adam Surowiec z czasem 2:19:64, Czech Jan Winter dojechał 2,21 sek później, zaraz po nich Mateusz Zelek. W Mastersach najszybciej dojechał ten co to pisze, budowniczy trasy, emeryt downhillowy, nielot (dopiero na zawodach skakałem hopy, śpieszyło mi się bo musiałem coś załatwić) , drugi był Rafał Sobiesiak znany jak Pirat (człowiek legenda), któremu w drugim przejeździe spadł łańcuch. Za nim na 3 miejscu Jarosław Pogoda (najpogodniejsza osoba imprezy). Paweł Puzoń wygrał w fullach z czasem 2:05:17 przed Czechem Michałem Winterem i Sławkiem Batorem nazwanym przez spikera Arka Grudnia: Ułan Bator. W elicie zwyciężył sąsiad zza granicy Jakub Grezo z najlepszym czasem zawodów 2:04:25. Kacper Albrzykowski prawie go dogonił, a jego prawie dogonił Adam Łukaszewski (wschodząca gwiazda polskiego dh). Z rąk Burmistrza Waldemara Kujawy wręczone zostały dyplomy, statuetki i nagrody. Na koniec 10 osób które startowały otrzymały kupon rabatowy na zakup opon Maxxxis od sklepu MPBikes. W tym miejscu podziękowania dla sponsorów i tym którzy znacząco pomogli przy organizacji tj: sklep rowerowy MPBikes, Piotrowski Bikes, Stanislawski Race Timing, Nadleśnictwo Wałbrzych, dziewczynom z Red Bull za moc, 43ride, Szok.it, DH-zone, Wojtkowi Dąbrowskiemu, pracownikom Ośrodka Dzikowiec i OSiRu, obstawie trasy w tym strażakom, GOPRowi, Paramedykowi i tym którzy pomagali budować trasę. Nie będę ich wymieniał z imienia i nazwiska ponieważ nie ma na to tu miejsca. My wiemy że oni wiedzą, że my pamiętamy, że oni to robili ;) Jeśli kogoś pominąłem niech czuję się nie pominięty. Organizatorem był OSiR Boguszów-Gorce i ZGM-OSR „Góra Dzikowiec”. Jako osoba częściowo odpowiedzialna za organizację nie będę chwalił swojej imprezy, ale słyszałem opinie że było fajnie i mega. Dobry klimat Dzikowca powrócił. Do zobaczenia następnym razem i dziękujemy za to że byliście.  Pozdrawiam Grzegorz Wójcik

tekst: Grzegorz Wójcik

Skomentuj

Komentarze