Antidote Bike Park w Kasinie Wielkiej – relacja z otwarcia

W ostatnim czasie byliśmy zalewani wiadomościami o otwarciu Antidote Bike Parku w Kasinie Wielkiej. Postanowiliśmy więc skorzystać z zaproszenia i wybrać się w ten weekend do Kasiny i sprawdzić czy szumne zapowiedzi pokrywają się z rzeczywistością.

Na miejsce dotarliśmy w czwartek wieczorem, dzień przed otwarciem. Nasza wesoła redakcyjna ekipa (Tomas i Tina) oraz nasz kolega Patryk, cały czwartek spędziła jeżdżąc w Rużomeberoku, więc mieliśmy nastawienie, że ciężko będzie zaspokoić nasze żądze porządnych tras. Postanowiliśmy wybrać się na drobny rekonesans. Zmęczeni po dniu jazdy dotarliśmy piechotą ledwie do pierwszego lasu, czyli przeszliśmy ostatnich 100-150m trasy. To co zobaczyliśmy nie nastawiło nas pozytywnie, wręcz stwierdziliśmy, że „tyle szumu o nic”, ale wyszliśmy z założenia, że trasa zawsze wygląda inaczej na piechotę, a inaczej na rowerze.

W nocy z czwartku na piątek lało, więc gdy wstaliśmy rano, to nasze morale opadło jeszcze bardziej – będzie mokro, zimno i w ogóle do d… No ale co robić, ogarnęliśmy się i ruszyliśmy do Bike Parku. W tym miejscu jeszcze wspomnę, że polecony nam nocleg „U Michała” przez ekipę z Bike Parku naprawdę był super! Więc z czystym sumieniem i my polecamy! Wracając do otwarcia… Przebraliśmy się, złożyliśmy rowery i stanęliśmy w ogonku do kasy po karnety. Szybkie podpisanie oświadczenia i migiem na wyciąg. Ten niestety nie jest demonem prędkości, na górę wiózł nas ponad 12 minut, więc w sumie chyba nie tak źle? Po drodze spoglądaliśmy na trasy z góry i im wyżej… tym lepiej! Nasze morale rosło! Okazało się, że po deszczu nie było ani śladu, a pogoda z godziny na godzinę robiła się co raz lepsza i można było w końcu zdjąć bluzy.


Antidote Race Line

W Antidote Bike Parku podczas otwarcia były dostępne cztery trasy: Biotop Blue Line, Antidote Race Line, Ram Gravity DH oraz Jaws Sweet Line. Oczywiście wybraliśmy się na każdą z nich, by mieć pełen przegląd tego, co w Kasinie piszczy ;)

Nasz pierwszy przejazd pokierował nas na trasę Biotop Blue Line. Mieliśmy wrażenie, że ta trasa jest kompletnie nieprzygotowana, nieotaśmowana i przede wszystkim nieskończona. Zjechaliśmy na dół, nasze morale spadło na tyle, że jeżeli nie znajdziemy fajnej trasy, to zwijamy się do domu… ale… Wjechaliśmy ponownie na górę, sprawdziliśmy kolejne trasy i zaczęliśmy żałować, że niestety nie zabawimy tu dłużej niż jeden dzień!!! Kluczem do sukcesu w Kasinie było po prostu poznanie tras oraz rozjeżdżenie się na nich, w końcu wszystkie były kompletnymi nowościami. Warto wspomnieć też, że każdemu z nas do gustu przypadła inna trasa (Tomas: Jaws Sweet One, Tina: Antidote Race Line, Patryk: Biotop Blue Line). Przede wszystkim podobało nam się to, że każda trasa oferuje kompletnie co innego i każdy znajdzie tam coś dla siebie. W miarę upływu czasu organizatorzy poprawiali także otaśmowanie, oznaczenie tras, a także poszczególne elementy, które ulegały degradacji. O ile oznaczenie trudniejszych elementów jest w Europie standardem, to u nas spotkałem się z tym chyba po raz pierwszy, za co naprawdę należy się duży plus. Choć momentami można by popracować nad tym oznaczeniem, aby było lepiej widoczne…


Biotop Blue Line

Spróbujmy opisać każdą trasę po kolei:

  • Biotop Blue Line – trasa bardzo płynna, z dużą ilością małych hopek z naturalnymi lądowaniami oraz ogromną ilością ściółki. Pierwszy przejazd był dla nas tragiczny, ale każdy kolejny był super i mieliśmy sporo frajdy na tej trasie. Niestety znaleźliśmy także kilka słabych elementów jak hopka z drewnianym stolikiem (i dziurą w nim!) czy wystające na sztorc kije tuż przed lądowaniem na innym gapie. O ile gałęzie zostały usunięte, to dziura w stoliku niestety jest słabym pomysłem. Niby to tylko pół metra, ale dla mniej zaawansowanych to aż pół metra, zwłaszcza, że hopka nie miała objazdu.

  • Antidote Race Line – bardzo szybka trasa i podczas piątkowego otwarcia zdecydowanie najpopularniejsza. Znaleźliśmy tu chyba wszystko czego potrzeba, kamienie, korzenie, hopki, mnóstwo band i różnych „przeszkadzaczy”.

  • Ram Gravity DH – płynna i techniczna trasa przypominająca epickie single tracki, tyle że pośród drzew ;) Na trasie znajdziemy także dwa konkretne gapy, które bardziej zaawansowanym sprawią mnóstwo przyjemności. Poza tym w pełni przejezdna dla słabszych, choć momentami miałem wrażenie, że przydałoby się ją czymś urozmaicić.

  • Jaws Sweet One – bardzo dobra trasa freeride’owa zbudowana przez Bartka „Szczęki” Krzysztonia. Duże stoliki, duże bandy oraz mnóstwo hopek. Zdecydowanie dla bardzo zaawansowanych, ponieważ hopki często nie pozwalają na błąd, a jeden popsuty element sprawia, że przejazd możemy praktycznie spisać na straty. Pytanie tylko czy taka trasa jest potrzebna w Bike Parku? Hm… jak dla mnie jak najbardziej, ale przydałoby się ją miejscami dostosować do słabszych riderów, bo lepszy sobie poradzi, a gorszy będzie miał po prostu fun z jazdy. Szkoda tylko, że na chwilę obecną są to dwa oddzielne odcinki, ale chodziły słuchy o połączeniu ich w jedną długą trasę FR.


Szczęki na trasie Jaws Sweet One

Podsumowując, trasy w Kasinie Wielkiej bardzo nam się spodobały, były różnorodne i każdy z nas znalazł coś dla siebie. Miejscami mocno przeszkadzał fakt, że to pierwszy dzień jazdy i po prostu trasy nie były do końca ubite, a przede wszystkim było bardzo sucho i miejscami bardzo ślisko. Brakowało mi też jakiegoś porządnego rock gardena, ale z drugiej strony jego brak rekompensowały mi wszędobylskie kamienie i kamyczki. Trasy muszą się rozjeździć i ułożyć, więc z każdym dniem może być tylko lepiej. Bardzo spodobał nam się fakt, że ekipa budowniczych reagowała bardzo szybko na wszelkie uwagi, tu brakowało taśmy, tam oznaczenia, w bandzie zrobiła się piaskownica – na jednym z takich miejsc zrobiło się bardzo ślisko czego efektem było moje bliskie spotkanie z drzewem (oczywiście kamera była wtedy wyłączona). Na szczęście wszystkie uwagi i usterki były usuwane na bieżąco i bardzo sprawnie, przez co mogliśmy skupić się tylko na jeździe i zabawie. I nawet wprowadzający co chwilę nowe zasady jazdy na wyciągu pan nie popsuł nam dobrych humorów.


Antidote Race Line oraz Ram Gravity DH w wykonaniu ArturGreen’a

W Antidote Bike Parku spędziliśmy tylko jeden dzień, ale był to pierwszy dzień działania i tym samy mieliśmy możliwość jeżdżenia po „dziewiczych” trasach. Z pewnością jeszcze tu wrócimy i sprawdzimy czy organizatorzy dalej rozwijają się w dobrym kierunku i czy przede wszystkim biorą pod uwagę zdanie jeżdżących po parku osób – zarzekali się, że będą brali pod uwagę zdanie riderów tak, aby wszystkim nam jeździło się dobrze. Jak dla nas, aktualnie jest to miejsce nr 1 w Polsce i mamy nadzieję, że tak pozostanie.

Fotki pochodzą z facebook.com/AntidoteBikePark

Skomentuj

Komentarze