iXS Puchar Europy DH #5 w Leogang oczami naszych Juniorów

Jak już pewnie wiecie z naszej wcześniejszej relacji, na finałową edycję iXS Downhill Cup do austriackiego Leogang wybrało się również dwóch naszych zawodników – Kriss Kaczmarczyk i Tomasz Raszyk. Co prawda w Polsce ścigają się wspólnie w jednej kategorii – Junior, to jednak w Pucharze Europy z racji różnicy wieku trafili do dwóch oddzielnych – odpowiednio U17 i U19. Oto jak ich oczami wyglądały zawody w malowniczym Leogang.

Krzysztof „Kriss” KaczmarczykGORIDE Racing Team

Na mój wyjazd do Leogang’u czekałem z wielką niecierpliwością przez całe wakacje. Miał to być mój pierwszy start w zawodach IXS Downhill Cup, więc zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Mimo to jechałem tam z bardzo dobrym nastawieniem, ponieważ jeździłem tam już półtora miesiąca wcześniej podczas moich wakacji więc sama trasa nie była mi zupełnie obca. Jest ona bardzo szybka, ale zawiera tylko kilka bardzo trudnych elementów. Swój pobyt rozpocząłem od szybkiej przejażdżki enduro po mieście, a potem od górskiej przechadzki z rodzicami, którą zakończyłem przysłowiowym trackwalk’iem – bardzo przyspieszonym z powodu wichury i nisko przewalających się chmur.


W piątek rano dokonałem formalności związanych z zapisami, a później był już oficjalny trackwalk. Wraz z Tomkiem Raszykiem poobczajaliśmy różne fragmenty trasy i raźno ruszyliśmy na treningi. Pierwszy przejazd w słoneczku na spokojnie, ale płynnie. Z drugim już było trochę gorzej, bo w dolnej części trasy się wywróciłem i całym impetem uderzyłem głową w pniak. Lekko oszołomiony zjechałem na dół ale zaraz z powrotem wyjechałem na górę na kolejną rundkę. Tego dnia zrobiłem tak w sumie 10 zjazdów. Oprócz tej jednej gleby jeździło mi się bardzo płynnie i dość szybko, jednak nie zdążyłem pojechać swoich wszystkich linii. Mimo to byłem z tego dnia bardzo zadowolony. Wieczorem, przed spaniem zmieniłem jeszcze opony na nowe Minion’y (bo śmigałem na takich już nieco styranych) i przygotowałem rower na następny dzień ostrych jazd.



W sobotę rano obudziłem się ciut chory, więc zacząłem dzień od nafaszerowania się lekami na zbicie gorączki i pozbyciu się kataru. Nieco rozbity wyruszyłem na stok odbyć kilka zjazdów treningowych przed moim seeding’iem. Jako że całe rano padał deszcz musiałem jeszcze zmienić koła na te z Shorty’ami. Mimo mych dolegliwości i błocka na trasie jeździło mi się bardzo dobrze i czułem się w stu procentach gotowy na przejazd mierzony. Niestety sobotni seeding run nie poszedł mi tak jak chciałem. Na najtrudniejszym odcinku trasy wypadłem z linii i zupełnie się pogubiłem tracąc bardzo dużo czasu, przez co zająłem tylko 10 miejsce…

Sfrustrowany wróciłem na nocleg i zacząłem przygotowywać wszystkie rzeczy na następny dzień. Cały wieczór ślęczałem na telefonie oglądając RAWy z przejazdów innych zawodników i szukając recepty na ściankę, która mi tyle problemów sprawiła.

W niedziela rano wstałem z nastawieniem bojowym jak nigdy! Nie mogłem się już doczekać kiedy wjadę na trasę. Zrobiłem 4 przejazdy treningowe podczas których ogarnąłem nowe linie na bardzo błotniste warunki. Jeździło mi się jednym słowem wyśmienicie, dawno nie czułem się tak dobrze na rowerze! O dziwo w ogóle się też nie stresowałem, więc na start wyruszyłem z bardzo pozytywnym nastawieniem.

Po rozgrzewce na trenażerze na szczycie zacząłem się już w stu procentach przygotowywać na start i tu się okazało, że zapomniałem ochraniacza karku :/ . No nic, stwierdziłem, że nie odczuję różnicy jadąc bez niego. Nie pozostało mi nic innego jak stanąć w bramce startowej i zjechać jak najszybciej tylko potrafię. Pierwsze zakręty szły mi bardzo dobrze i szybko, wiedziałem, że jeśli utrzymam tępo do końca, to coś może z tego być. Po przejechaniu pechowego odcinka z soboty wiedziałem, że zostało mi jeszcze jakieś 200m po grząskiej, niepewnej nawierzchni, a potem do samego dołu już będzie spokojniej. Właśnie pod koniec tego elementu odjechały mi koła i zaliczyłem upadek… Pozbierałem się tak szybko jak tylko mogłem, ale z racji, że było to tuż przed długą, dość płaską prostą, to straciłem bardzo dużo czasu. Zanim odzyskałem swoją prędkość minęło wiele cennych sekund :/ Mimo to do mety dojechałem z czasem o 12s lepszym niż z seeding’u! Ostatecznie zająłem 15 miejsce w kategorii Pro U17. Co ciekawe – na pomiarze prędkości uzyskałem drugi rezultat w swojej kategorii.

Jako, że był to mój pierwszy start w tej rangi zawodach, to jestem pod wielkim wrażeniem organizacji. Przez 3 dni nie było dosłownie żadnej obsuwy i wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jedyne co mi ciut przeszkadzało, to konieczność odbycia trackwalk’a w piątek rano, przez co treningi mogły zacząć się dopiero o godz. 12:00.

Mimo wszystko ten długi weekend uważam za dość udany. Dzięki tym zawodom wiem jak rzeczywiście potrafię jeździć, jak wypadam na tle europejskich zawodników i jeśli tylko następnym razem dopisze mi odrobina więcej szczęścia, to wiem, że sporo namieszam w ich stawce!

A oto co powiedział nam drugi z polskich zawodników – Tomasz RaszykBorn2Bike:

Wyjazd na IXS był moim pierwszym spotkaniem z trasą w Leogangu. Tamtejsza trasa jest szybka, trudna oraz wymaga bardzo dobrego technicznego przygotowania. Leogang przywitał nas piękną pogodą, więc treningi odbyły się na świetnie przygotowanej trasie w niesamowicie pięknej górskiej scenerii . Niestety pogoda nie była tak hojna podczas eliminacji do Pucharu Europy. Intensywny deszcz oraz przeszywające zimno nieco pokrzyżowały plany wielu zawodników, jednak dla mnie ten dzień zakończył się happy endem- kwalifikacją do niedzielnych zawodów. Jednak nie obyło się bez dozy niepewności i dużej dawki stresu, ponieważ podczas eliminacyjnego przejazdu padł mi napęd. Pogoda spowodowała bardzo trudne warunki na trasie, jednak bardzo dobra organizacja zawodów oraz malowniczość scenerii sprawiały, że jazda stawała się przyjemna nawet w trudnych warunkach . Nadszedł czas finałów! Trasa mocno się zmieniła po sobotnich opadach, leiste błoto zalepiejące bieżnik sprawiało niespodzianki wielu zawodnikom. Podczas finałowego przejazdu popełniłem błąd na jednej ze ścianek, wypadłem z linii i niestety zatrzymałem się do zera, co spowodowało utratę wielu bardzo cennych sekund. Pomimo tego incydentu wynik końcowy, nie był najgorszy, ponieważ zająłem 10 pozycję. Będzie lepiej i na pewno wrócę do tej malowniczej krainy!

Zdjęcia: Jacek Słonik Kaczmarczyk

Skomentuj

Komentarze