Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!

Za nami 3. edycja spod znaku Local Series of Downhill, gdzie zamówiona pogoda sprawdziła się w 110%. Edycję tę można określić jednym słowem- BAGNO jednak na dalszy plan wysuwają się tezy takie jak „jestem hardkorem” czy „JA NIE ZJADĘ?!”.

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcie: Mariusz Matuszek

Po naprawdę pięknym, słonecznym tygodniu, jak to w tradycji LSD bywa, w sobotę i niedzielę zaczął padać deszcz i tak sobie padał… przez blisko 30 godzin. W związku z tym trasa zamieniła się w bagnisty raj dla zawodników, spora część zrezygnowała a wystartowali tylko Ci najtwardzsi! Wielki szacun dla nich! Pokazaliście, że downhill to nie rurki z kremem!

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon! LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcia: Mariusz Matuszek

Tradycyjnie, sobota to luźne treningi pod znakiem zmiennej pogody, do wczesnego popołudnia aura była wręcz idealna, jednak późniejsze godziny sprawiły, że aura zmieniła się diametralnie. Niedziela to przejazdy mierzone, które wystartowały punktualnie o 12:00, również to nasz stały punkt programu, jakim jest „twój szczęśliwy numerek” gdzie tym razem było do rozdania blisko ponad 20 fantów od naszych partnerów! A są nimi:

  • Diverse
  • 7Anna
  • NS Bikes
  • Aljot
  • MAD PIG
  • Olek Motocykle
  • 100%
  • Leatt

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

W tych jakże amazońskich warunkach, najlepsi okazali się:

KOBIETY:

1. Durcakova Dominika [ROCKBIKE CZ] – 2:10.29

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

HARDTAIL:

1. Biegun Dawid – 1:44.34
2. Bukowiec Marcin – 1:45.84
3. Raszka Szymon Bystra – 1:50.06

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

FULL:

1. Pekar Jakub [ROCKBIKE CZ] – 1:31.81
2. Piekara Robert [Kross Rowerowe Podhale Skład] – 1:34.24
3. Macura Sebastian [ABC – Arek Bike Camp] – 1:34.31

LSD Local Series of Downhill 2017 #3: błotny armagedon!
zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

Błotne kąpiele już za nami, miejmy nadzieję, że ostatnie w tym sezonie, już teraz pragniemy was gorąco zaprosić na kolejną edycję, finałową, do Brennej gdzie będziemy się ścigać, bawić i hałasować na Starym Groniu! Pamiętajcie aby zapisać się na race-timing.pl!

To co? Widzimy się na przełomie września i października! Do zobaczenia rowerowe świry!

Wyniki oraz klasyfikację generalną można znaleźć w tym miejscu.

Krzysztof „Kriss” Kaczmarczyk, GORIDE Racing Team:

Po dość długiej przerwie od ścigania przyszła pora na kolejną, już trzecią edycję LSD odbywającą się w słowackich Grunikach.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, zaczęliśmy od rejestracji i od rozbijania team’owego namiotu. Po tym poszedłem jeździć i ogarniać trasę. Pierwsze zjazdy nie szły mi najlepiej, ponieważ po przerwie od zjazdówki czułem się jak przysłowiowe drewno ;). Na szczęście, po kilku rundach zacząłem jeździć w miarę tak jak potrafię. Korzystając z dobrej pogody jeździłem ile się tylko dało, ponieważ wszyscy straszyli, że o ok. 14 ma zacząć padać. Tak jak mówili, tak się stało. Punkt 14 zaczęło lać. Szczerze mówiąc odechciało mi się wtedy jeździć. Przesiedziałem w namiocie ok. godziny czekając aż deszcz w końcu przestanie padać. Niestety nie przestał, tak więc zmieniłem koła na błotne i poszedłem jeździć. Tego dnia zjechałem jeszcze 3 razy, które dały mi zajęcie na następne kilka godzin (pranie wszystkich rzeczy…)

W niedziele rano znowu deszcz, w zasadzie padał bez przerwy od soboty. Nastawienie do startu miałem niezbyt bojowe… Przejazdy treningowe szły całkiem spoko, nawet nie było bardzo ślisko, ale za to bardzo wolno. Pierwszy przejazd mierzony zepsułem totalnie. Zaraz po starcie wypięły mi się nogi z pedałów i prawie wyleciałem z trasy, w środku trasy po rockgarden’ie znowu prawie wypadłem z zakrętu. Po pierwszym przejeździe byłem 6, więc nie źle jak na taki przejazd. Wiedziałem, że w drugim mogę sporo urwać i poprawić swój wynik. Jadąc na drugi przejazd, na dojazdówce do wyciągu urwałem łańcuch, więc nie miałem innego wyjścia, jak wystartować na mojej endurówce. Tej trasy nie zjechałem na niej ani razu, miałem w niej też założone jednościankowe opony na suche więc było jeszcze ciekawiej ;). Przez to zamieszanie, na górę dojechałem jako ostatni zawodnik. Mimo tego poprawiłem swój czas o 2 sekundy i zająłem 5 miejsce, a mój Kross Moon spisał się znakomicie!

Ogólnie z zawodów jestem dość zadowolony, ale jednak mam nadzieję, że były to już ostatnie zawody w takiej pogodzie w tym roku.


Zdjęcia: Mariusz Matuszek facebook.com/mariuszmfotografia, Jacek Kaczmarczyk jacekslonik.pl

Skomentuj

Komentarze