Stacy Kohut: jazda na czterech kołach jest szybsza niż na dwóch

Będąc w Kanadzie siedem lat temu miałem okazję spotkać bohatera poniższego tekstu. Spędziliśmy z nim cały dzień nie tylko na rowerze, ale także podczas rozmów i wywiadów. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że Stacy Kohut to jedna z najciekawszych osób jakie spotkałem w swoim życiu, a jeśli poznacie jego historię, to z pewnością będzie to również jedna z najbardziej inspirujących postaci. Mój pierwotny tekst o nim znajdziecie w naszym archiwum PDF, ale wczoraj dostałem od Stacy’ego maila z materiałem, który przygotował wspólnie z amerykańskim portalem Red Bulla, więc postanowiłem ponownie przybliżyć Wam jego postać.

Stacy Kohut: jazda na czterech kołach jest szybsza niż na dwóch

Stacy Kohut:

Jako osoba sparaliżowana i jeżdżąca na wózku jestem odpowiedzialny… by wyjść na dwór i zrobić najlepszy przejazd jaki mi się tylko uda!

Stacy dorastał w rodzinie, która związana była z wyścigami dragsterów, a jako młody chłopak ścigał się i jeździł na wszystkim – BMX, deskorolka, motocross, narty. Jednak wypadek w 1992 roku zmienił jego życie i prawie wszystko zakończył… Dziś, Kohut przekłada tamte doświadczenia na walkę z własnoręcznie zbudowanym i zaprojektowanym czterokołowcem. Podobnie jak unikalna jest jego maszyna, tak i on stał się jednym z najbardziej unikalnych sportowców w tym sporcie.

Co roku Stacy Kohut bierze udział w jednym z najbardziej rozpoznawalnych wyścigów na świecie – Crankworx Air Downhill, który odbywa się na słynnej A-Line w kanadyjskim Whistler.

Red Bull: Na początek opowiedz o swoim rowerze.

Stacy Kohut: Jest to czterokołowy rower z pełnym zawieszeniem o skoku ~16.5cm. Pierwszą sztukę zbudowałem w sierpniu 1999 roku. Cała konstrukcja zbudowana jest ze stali, więc jest dość giętki w porównaniu do aluminium. Projekt został zrobiony tak, bym mógł pompować na nim oraz przyspieszać bez większego wysiłku. Gdy nim jedziesz, to zachowuje się bardzo przewidywalnie – to nie jest ATV bez silnika, zdecydowanie jeździ jak rower. Moje podejście jest takie, że sprzęt musi mieć odpowiednią wagę, gięcia i czucie, ponieważ musisz mieć możliwość czucia konkretnych części roweru, bardziej niż na motocyklu.

Dorastając jeździłeś na wszystkim – co było kluczowe w opanowaniu tak unikalnej maszyny?

Nieważne czy jeździsz na trójkołowcu, zjazdówce z Pucharu Świata czy samochodową rajdówką. Kokpit, w którym się znajdujesz musi być odpowiedni dla Ciebie. Mój rower układa moje ciało w naturalnej „pozycji atakującej”. Mogę go wprawić w ruch z minimalnym wysiłkiem. Z początku stosowałem koła 24″ z przodu lub w całości, ale jednak preferuję ustawienie z 20″ na przodzie i 26″ na tyle. Takie ustawienie pasuje mi najbardziej. Jeśli chcę wejść w lewy zakręt, to wystarczy że przechylę się delikatnie i cała energia, którą wkładam w taki ruch kumuluje się na wtedy prawym przednim kole i rower jedzie tam gdzie chcę.

Jaka jest technika skakania na czterokołowcu?

Pomyśl o tym jak o zawodniku MX wyjeżdżającym z wolnego zakrętu 180 stopni, a tuż za nim musisz skoczyć potrójną hopę. Nie masz prędkości by to zrobić, więc musisz odpowiednio odbić się od tych rzeczy, jak jakiś maniak! Musisz siedzieć na wybiciu, a na samym jego końcu musisz złapać rower swoim tyłkiem – który nie ma czucia, bo jestem sparaliżowany od pasa w dół – a następnie musisz się wpasować w lądowanie. Lot z nosem w dole jest najlepszy w większości przypadków, pomaga Ci kontrolować wagę i sam proces lądowania.

Ciągle startujesz i porównujesz swoje czasy z normalnymi rowerami. Jakie były Twoje cele i czasy w porównaniu do światowej czołówki?

Wolę określenie „przydział czasowy” w stosunku do prosów. Znam zwycięskie czasy z ubiegłych lat, podobnie jak czasy Jill Kintner czy wielu wschodzących gwiazd w kategorii pro czy junior – zapisuję je wszystkie i staram się je pobić. Wszystko sprowadza się do wejścia w odpowiednią strefę, gdzie mogę poprawić moje umiejętności. Chciałbym, żeby rywalizowało ze mną stu innych zawodników na czterokołowcach, ale niestety jestem jedynym w swojej kategorii. Więc staram się zbliżać do czasów najlepszych na dwóch kółkach. Nieważne czy jest to Crankworx, Puchar Kolumbii Brytyjskiej czy lokalne środowe ściganki, zawsze daję z siebie wszystko by poprawić swoje czasy.

Jesteś znany z tego, że bardzo często jeździsz w sezonie. Jak często odwiedzasz trasy w Whistler?

Podczas sezonu rowerowego staram się wykonywać 3 do 12 przejazdów dziennie, trzy lub cztery dni w tygodniu. Jeżdżę kiedy się da, z wyjątkiem deszczowych dni. Przez pierwsze lata, gdy sprowadziłem się do Whistler starałem się pokonać sto dni jazdy, ale dopiero w tym sezonie udało mi się osiągnąć ponad 80 dni. Wcześniej sprzęt nie dawał rady..

Jakie jest zużycie Twojego sprzętu?

Nie psuję zbyt często roweru, ale jakieś zużycie jest. Zużywam cztery zestawy kół z oponami, dwie kierownice, osiem zestawów klocków hamulcowych, dziesięć par rękawiczek, kilka kasków, jerseyów czy spodni – jestem bardzo wdzięczny moim sponsorom, ponieważ bez ich pomocy byłoby bardzo trudno ogarnąć to wszystko. Jednak w tym samym czasie sporo osób patrzy co robię i dzięki temu tu jestem: świetnie się bawię, a przy okazji sprawiam, że innym chce się jeszcze bardziej jeździć.


Źródło: redbull.com
Zdjęcie: Clint Trahan /Crankworx

Skomentuj

Komentarze