Tomasz Tlałka: Drzewo już posadziłem, a na dom i syna jeszcze przyjdzie czas

Zbliżają się Mistrzostwa Polski, więc czas na przybliżenie Wam kolejnego zawodnika z teamu High Five Racing. Tym razem nie kopiący, nie po kontuzji, ale.. chwilę przed spełnieniem marzenia każdego rowerzysty. Panie i Panowie – Tomek Tlałka.


Zdjęcie: Ewa Kania

Justyna John, 43RIDE: Cześć, jakoś nie mam szczęścia do przepytywania High Fivów pod kątem zawodów. Mistrzostwa za pasem, a Ty też nie będziesz startował. O co chodzi?

Tomasz Tlałka, High Five Racing Team: Hej! Niestety los najwidoczniej chce, żebym na pierwszy start w krajowych zawodach musiał czekać co najmniej do września. Początek sezonu skutecznie uniemożliwiły mi obowiązki związane z uczelnią, teraz powód mojej absencji jest zdecydowanie przyjemniejszy i mam nadzieję, że wszyscy mi wybaczą te nieobecność. 12-go lipca 2017 roku wylatuję do kanadyjskiego Whistler, gdzie przez niespełna dwa miesiące będę płakał ze szczęścia, jeździł na rowerze, a lokalne trunki zapijał syropem klonowym. Na placu boju zostawiam jednak starszego z braci Tlałka, który mam nadzieję, jak zwykle będzie nas godnie reprezentował podczas Mistrzostw Polski DH na Górze Żar.


Zdjęcie: Ewa Kania

Zazdroszczę Ci tej Kanady. Też miałeś marzenie wybrać się do Whistler?

Jeszcze w czasach kiedy w domu tylko Marek jeździł na rowerze, a ja miałem go za totalnego szaleńca płacącego ponad 200 zł za kierownicę, oglądałem z nim filmy na Extreme Sports Channel. To właśnie tam pierwszy raz zobaczyłem na ekranie rowerową mekkę jaką jest Whistler. Wraz z upływem czasu, gdy złapałem rowerowego bakcyla na dobre, wyjazd w to miejsce oraz start w największym rowerowym festiwalu Crankworx stał się moim wielkim marzeniem oraz punktem nr 1 na liście rzeczy do zrobienia. Drzewo już posadziłem, a na dom i syna jeszcze przyjdzie czas.


Zdjęcie: Przemek Kita

Należysz do osób kopiących? Zamierzasz podpatrzeć kanadyjskie patenty i wcielić je na Polski grunt?

Jedynym zapalonym kopaczem w naszej wesołej drużynie jest Banan. Ja jednak postaram się być jego oczami i uszami, a i po powrocie z przyjemnością będę patrzył jak urzeczywistnia moje kanadyjskie wspomnienia na naszym podwórku. Chociaż nigdy nie wiadomo, może też dam się namówić do złapania za łopatę?


Zdjęcie: Ewa Kania

Pion logistyczny – to rozumiem! A co po powrocie?

Jak wrócę, niestety nie zostaną mi już żadne poważne zawody, do których bym się specjalnie przygotowywał. Na pewno będę się starał jak najwięcej czasu spędzić na rowerze ze znajomymi, żeby ponadrabiać zaległości i dowiedzieć, co tam się działo beze mnie na polskiej scenie. Czeka mnie też tradycyjne zakończenie sezonu na Harendzie oraz ostatnie zawody LSD w Brennej, na które już teraz wszystkich serdecznie zapraszam.


Zdjęcie: Ewa Kania

A poza tym, co dobrego w wielkim świecie?

W wielkim świecie wszystko idzie powoli, ale w dobrym kierunku. Właśnie udało mi się zamknąć trzeci rok na studiach w Krakowie, więc jestem na ostatniej prostej do tytułu inżyniera leśnictwa. Co potem to się jeszcze okaże. Po prostu: live slow & ride fast!


Zdjęcie: Przemek Kita

Koliduje to z planami rowerowymi czy wszystko układa się w całość?

Nie ukrywam, że studenckie życie i mieszkanie poza domem czasem nie idzie w parze z wyjazdami na rower, tak jak to miało na przykład miejsce na początku tego sezonu, gdzie ćwiczenia terenowe pozbawiły mnie możliwości startów na prawie wszystkich zawodach. Nie jest jednak tak źle, a trzymiesięczne wakacje pozwalają nadrobić stracone dni bez roweru.


Zdjęcie: Ewa Kania

Dziękuję za wywiad i życzę udanego wyjazdu!

Ja również dziękuję. Żegnam się z rowerowym pozdrowieniem!


Więcej o High Five Racing Team: facebook.com/HighFiveRacingTeam
Zdjęcia: Ewa Kania facebook.com/pstrykaniafoto instagram.com/pstrykania, Przemek Kita facebook.com/KitmanPhoto

Skomentuj

Komentarze