Mozartt Forte i MLD- singletrack champions / TEST

01 by Marcin Smaza

W ubiegłym sezonie bardzo dotkliwym dla mnie był fakt nie posiadania odpowiedniego do uprawiania enduro napędu. Dużo czasu marnowałem na męczące podejścia a kumple musieli na mnie ciągle czekać a w górach  bywam przeważnie co dwa tygodnie. Także przednia zębatka niczym nie chroniona dostawała za swoje na technicznych górskich szlakach. Podczas jesienno-zimowych przygotowań sprzętu padła decyzja o całkowitej wymianie napędu. Czym byłby napęd bez napinacza i rockring’u w rowerze który w weekandy służy do naprawdę ciężkiej jazdy po singletrackach a w tygodniu lata na lokalnych trasach freeridowych? Rozwiązanie nadeszło od Mozartt’a. Niebawem dotarła do mnie paczka z napinaczem Mozartt Forte i rockring’iem MLD.

Jakość wykonania tych części jest naprawdę na wysokim poziomie. Zacznijmy od osłony zębatki.

MLD i Forte

MLD waży zaledwie 62 gramy i obsługuje zębatki w zakresie od 34 do 38 zębów. W moim przypadku chroni zębatkę 36T. Rockring Mozartt’a jest lżejszy od flagowego modelu firmy E13 czyli osłony Turbocharger o 25 gram i wcale nie odbiega jakością wykonania. Jego asymetryczna budowa jest bardzo atrakcyjna wizualnie.

mozartt_forte

Forte to całkiem sensowny napinacz pod dwa blaty. Na rynku nie ma zbyt wielu takich rozwiązań, do tego tanich i dobrze działających. Blackspire Stinger jest cięższy o jakieś 20 gram, z konstrukcji Darmoor’a spada łańcuch… E13 Heim 2 znów waży około 150 gram i jest jakieś 30 zł droższy. Forte znowu plasuje się na pierwszym miejscu. Jedynym problemem z jakim borykałem się na początku to montaż napinacza w systemie GXP Sram’a. Jeżeli ktoś ma takowy patent u siebie niech przed zakupem poprosi Mateusza (Mozartt) o dorzucenie śrubek z niskimi główkami do zestawu. Inaczej zwykłe śruby trą o mocowanie małego blatu w korbie.

Tyle z wrażeń ogólnych. Przejdźmy do wrażeń z jazdy, w końcu używam tych części już pół sezonu i kilometrów już trochę nabiłem.

Rower skończyłem budować końcem marca i już wtedy zaczęła się jego mocna eksploracja. Zanim wszystko idealnie zestroiłem ze sobą minęło trochę czasu. Wówczas napinacz lądował w różnych pozycjach i nie zanosiło się wcale że łańcuch zechce spaść. I nie spadał. Drugiego maja rozpoczęły się górskie eksploracje. Jako, że ciekawsze rzeczy w naszych  Beskidach zostały przez nas wielokrotnie zjechane ruszyliśmy wraz z ekipą na Słowacje. Na pierwszy ogień poszły dwie góry. Zjazd z pierwszej prowadził wąskim singletrack’iem, najeżonym kamiennymi agrafkami do pokonania których potrzebne są umiejętności trialowe.  Z natury jestem człowiekiem uparcie dążącym do celu i niektóre sekcje w górach powtarzam wielokrotnie aż przejadę tak jak to sobie życzę. Rockring podczas takich prób zbiera niezłe baty. Później ruszyliśmy na kolejną górę, którą uważam za kultową. Tam jazda wyglądała podobnie. Wąsko, stromo, niegdyś paraliżująca mnie ekspozycja. Ale poszło gładko.

02 by Marcin

Miesiąc później rower wylądował ze mną na Enduro Trophy w Wilkowicach, trasa zawodów jak zapewne wiecie zasłynęła z ogromnej ilości luźnych kamieni. Złapałem wtedy nawet wgniota na grubych rurach mojego Slayer’a. Później był wyjazd na Pilsko i katowanie niebieskiego szlaku granicznego, Rysianka z Michałem Gzelą i kolejne tym razem nieszczęśliwe dla mnie ET w Zawoji zakończone podróżą karetką do Suchej Beskidzkiej. Ostatnią wycieczką która na długo zapadnie mi w pamięć był zjazd bardzo trudnym, wertykalnym szlakiem na Słowacji. Góra co, prawda nie była jakoś bardzo wysoka gdyż miała nieco ponad 1500 m n.p.m. ale szlak na nią prowadzący obfitował w bardzo strome wapienne ścianki ubezpieczone łańcuchami, przerażającą ekspozycje, ciasne nawroty pomiędzy ostrymi kamieniami i mnóstwo korzeni.

03 by Jakub Jarosz

Podczas tych kilku z miesięcy, łańcuch nie spadł podczas jazdy ani razu. Na początku przez źle wyregulowaną przednią przerzutkę zrzuciłem go kilka razy na napinacz. Obdarł on nieco czerwoną anodę. Wadą napinacza są niestandardowe łożyska w bardzo cichej rolce. Radze, je raz za jakiś czas wykąpać w oleju, żeby gładko się kręciły. Ja swoje zatarłem bo bardzo błotnym zjeździe z Pilska po którym cały rower musiałem rozebrać na czynniki pierwsze. Rockring, jest bardzo odporny na strzały, jego stan sami możecie ocenić na zdjęciu, kamienie gładko się po nim ześlizgują a support mam naprawdę nisko. Po połowie sezonu zebrał tylko kilka małych uszczerbków w plastiku. Trzeba przypilnować na początku żeby rolka napinacza go nie dotykała, inaczej powstanie szarawy paseczek.

Test wykonał i opracował ARTUR Tokarski

Mozartt Forte (napinacz)
Plusy:
– cena
– niska waga
– prosta konstrukcja
– cicha  gumowa rolka

Minusy:
– dostępny tylko czarny kolor

Mozart MLD

Plusy:
– cena
– niska waga
– atrakcyjny asymetryczny wygląd
– odporny i wytrzymały

Minusy:
– można go łatwo zarysować
– mały wybór kolorystyczny

 

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>43

Skomentuj

Komentarze