Kask O’Neal Fury Evo – test

W ostatnim czasie do naszej redakcji dotarł kask od firmy O’Neal. Sprawdziliśmy co jest wart i oto rezultat. Oddajemy głos naszej redaktorce – Justynie John, która miała przyjemność testować kask O’Neal Fury Evo Rainbow.

Niepozorne pudełko paczki pocztowej kryło w sobie bajecznie kolorowy kask z motywem tęczy oraz czarny materiałowy worek do przewożenia kasku np. przed zawodami. Wydawać by się mogło, że taki niepozorny dodatek jest niepotrzebny, jednak podczas pakowania kasku na zawody zdarzało mi się poprzednie dość poważnie porysować w transporcie. Oczywiście – można sobie takowy uszyć, mnie jednak miło zaskoczyła jego obecność.

Przejdźmy jednak do meritum. Kask testowałam m.in. na stołecznych miejscówkach gdzie wiał dość spory wiatr, po chwili zaskoczyła mnie mżawka, a po pięciu minutach wyszło pełne słońce. Jednym słowem warunki idealne do sprawdzenia wentylacji! Na stronie producenta możemy przeczytać, że w modelu Fury Evo został zastosowany ulepszony system wentylacyjny. Wolę nie myśleć jednak jak sprawował się poprzedni.. Po całodniowych szaleństwach moja fryzurka (a należę do tych kudłatych) nie wykazywała nieestetycznego przepocenia, co oznacza że wentylacja zadziałała. Użyta w środku gąbka jest dość gruba w porównaniu z innymi używanymi przeze mnie kaskami, co niewątpliwie podczas uderzenia w okazy lokalnej flory (lub fauny, zależy gdzie zamierzamy jeździć) ma szansę uchronić naszą głowę przed poważnymi urazami. Może to jednak podczas upałów stanowić minus i powodować efekt akwarium. Tego niestety dowiemy się najwcześniej w maju/czerwcu przy większych upałach. Bądźmy jednak dobrej myśli, bo materiał użyty wewnątrz ma za zadanie odprowadzać nasz pot. Jedno jest pewne, po moich testach kask w środku nie wydzielał żadnych nieprzyjemnych zapachów, co potwierdził nasz futrzasty tester westie Minnaar. Nie próbował dobrać się zębami do gąbki co oznacza tylko tyle, że aromat wewnątrz skorupy nie stanowił dla niego atrakcji ;)

Elementem który z miejsca mnie oczarował jest zapięcie. Biedni chłopcy, z którymi jeździłam w marcową niedzielę na Bartyckiej musieli słuchać moich wywodów na temat łatwego w obsłudze w rękawiczkach magnesiku. W praktyce zostało użyte jedno proste rozwiązanie: górna część wsuwana jest od boku w lekką ‚szynę’ zawierającą magnes. Przy odpowiedniej odległości górna część idealnie wskakuje w dolną i nie musimy się męczyć z rzepami, klipsami czy innymi wynalazkami. Rozpinanie też jest proste, działa rzecz jasna w druga stronę, a sam magnes nie jest bardzo mocny. Niemniej trzyma idealnie. Przechodząc do tematu skorupy zacznę od jej wykonania – plastiki są estetyczne, równe, bez żadnych szram, a krawędzie zabezpieczone są tworzywem przypominającym gumę. Elementy zostały idealnie dopasowane, nie wyłazi żaden klej, nic też nie odstaje. Otwory wentylacyjne zabezpieczone są aluminiową, estetyczną siateczką.

Nie wiem jak Wy, ale ja jeżdżę praktycznie cały czas w goglach. Jeszcze w mieszkaniu sprawdziłam moje Smithy i zmieściły się bez problemu. Postanowiłam jednak sprawdzić też inne marki czy nie będziemy negatywnie zaskoczeni. Odpowiedź brzmi – nie. Większe gogle marki 100% też bez problemu dopasowały się do kasku. Z tyłu skorupy producent zastosował przydatny patent do gogli, a mianowicie wyprofilowanie na pasek. Już nie grozi nam zamocowanie paska za nisko lub za wysoko, a tym samym dyskomfort w użytkowaniu gogli. Pole widzenia jest spore, daszek oczywiście posiada regulację i przy odpowiednim ustawieniu nie zasłania, a nadal pełni swoją funkcję ochronną.

Nie byłabym sobą gdybym nie próbowała znaleźć dziury w całym – przymierzyłam kask do stabilizatora szyi, ale i ten test przeszedł pozytywnie. Zapewne dzięki płaskiemu dołowi w części tylnej kasku. Co ciekawe, pod skóropodobnym materiałem jakim jest owy element wykończony, wyczułam plastikowe wzmocnienie.

W mojej subiektywnej ocenie kask ten nie posiada wad: jest wygodny (gąbki dostosowały się do policzków), estetycznie wykonany, lekki i co ważne dla zwykłego zjadacza chleba, w dobrej cenie. Mogę go z czystym sumieniem polecić i jednocześnie zagwarantować, że jeśli raz skorzystacie z tego zapięcia – nie będziecie chcieli mieć do czynienia z żadnym innym :)


Nasi kudłaci testerzy: Justyna John oraz westie Minnaar

Zdjęcia wykonał: Darek Nowak – dfotosport.com

Pierwszy rzut oka na kask O’Neal Fury Evo Rainbow możecie przeczytać tutaj: Kask O’Neal Fury Evo Rainbow – 1look.

Kasku do testu użyczył wyłączny dystrybutor marki O’Neal w Polsce – enduro-cross.pl.

Produkty marki O’Neal (w tym testowany kask) możecie również kupić w naszym sklepie – shop.43ride.com. Zapraszamy!

 

Skomentuj

Komentarze