Szybki test – Yeti SB5C

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się możliwość sprawdzenia przeze mnie roweru Yeti SB5C, nie wiedziałem co mnie czeka i czy warto się tym zainteresować. Sprawdziłem szybko, który to konkretnie model i entuzjazm dalej nie był zbyt wielki, ot rower all mountain, który bardziej powinien zainteresować fanów cross country niż freeride’u. Jednak, gdy w końcu położyłem na nim swoje łapki, to moje wrażenia zmieniły się diametralnie, a sprawy przybrały nieoczekiwany obrót.

 

Yeti SB5C

 

Zacznijmy od serca roweru, czyli ramy. Wykonana jest ona z włókna węglowego, co w praktyce oznacza bardzo niską wagę i przepiękny, pozbawiony spawów, wygląd. Zgodnie stwierdziliśmy, że czarny kolor wyjątkowo nie pasuje do Yeti i robiłby dwa razy bardziej piorunujące wrażenie, gdyby to był tradycyjny dla Yeti kolor, czyli turkusowy. Przyzwyczaiłem się już do „czystego” wyglądu najnowszych konstrukcji za sprawą wewnętrznego prowadzenia przewodów, a tutaj Yeti pozostało przy tradycyjnym systemie. Czy dobrze? Dla mechanika bardzo dobrze, dla estety bardzo źle. Na szczęście ani jednym, ani drugim nie jestem, więc mi to nie przeszkadza. Choć wewnętrznym prowadzeniem bym nie pogardził i wydaje mi się, że w przypadku karbonowej konstrukcji byłoby to dużo ładniejszym rozwiązaniem.

Szybki test - Yeti SB5C

Rozmiar ramy, to L. Nie byłem zbytnio z tego zadowolony gdyż idealnym pod mój wzrost rozmiarem byłaby wersja M, a według rozmiarówki Yeti, rozmiar L sugerowany jest dla osób mających 190cm wzrostu (gdzie moje brakujące 13cm pytam się? ;) ). Skok tylnego zawieszenia – 127mm, trochę mało, ale pamiętajmy, że to rama all mountain. I właśnie w tym miejscu mój uśmiech zaczął się pojawiać, a marudzenie ustąpiło miejsca ekscytacji. Wszystko za sprawą „switch infinity”, czyli opatentowanemu systemowi zawieszenia Yeti. W dalszej części tekstu wrócimy do tego zawieszenia, a póki co przejdźmy dalej.

Szybki test - Yeti SB5C

Geometria prezentuje się dość zachęcająco. Kąt główki to 67st, rury podsiodłowej 72.8st, długość tylnych widełek 442mm, wysokość suportu 34cm. Rozstaw kół w rozmiarze L, to aż 118.4cm, a trzeba też zaznaczyć, że wsadzone są tu koła w rozmiarze 27.5″. Rama jest dość płaska i długa oraz nisko zawieszona. Czasem nawet aż za nisko, bo zdarzyło mi się przytrzeć pedałem o ziemię podczas skrętów w niezbyt wymagającym terenie. Standardowo Yeti SB5C wyposażone jest również w przednią przerzutkę, dwa przednie blaty oraz posiada możliwość założenia napinacza w standardzie ISCG05 – jednak z każdej opcji zrezygnowaliśmy na rzecz napędu 1×10 z zębatką Narrow Wide.

 

Komponenty

 

Testowy rower Yeti SB5C, który miałem przyjemność testować kosztuje bagatela 31.000 złotych! Co dostajemy za tą cenę? Karbonowa rama? jest! Karbonowa kierownica? jest! Za amortyzację odpowiada amortyzator Fox 34 CTD oraz damper Fox Float CTD z tyłu. I to by było na tyle jeśli chodzi o efekt wow w tej kwestii.. Za taką cenę spodziewać się można absolutnie topowych komponentów, ale niestety za najwyższą półkę trzeba jeszcze trochę dopłacić. Mimo wszystko nie jest źle, napęd oraz hamulce oparte zostały o zestaw Shimano XT, a koła to kompletny zestaw DT Swiss XM401 27.5″ wraz z oponami Maxxis Ardent oraz Ikon. Co więcej? Siodełko firmowane logiem Yeti, ale wyprodukowane przez WTB. Za bardzo duży minus uważam natomiast fakt, że w tej cenie nie dostajemy regulowanej sztycy! Zwykła sztyca przy obecnych trendach jest po prostu mało wygodna i aż prosi się o zastosowanie tutaj „myk-myka”.

Szybki test - Yeti SB5C Szybki test - Yeti SB5C

O nasz komfort dba kokpit oparty na karbonowej kierownicy Easton oraz mostku Thomsona. Jak dla mnie mostek mógłby być dużo krótszy, tym bardziej, że testowa rama była w rozmiarze L, ale to już kwestia gustu i rozmiaru ridera. Z kolei siodełko wyprodukowane przez WTB robi dobre wrażenie. Jest bardzo wygodne podczas dłuższych przejażdżek, a w końcu o to w tym wszystkim chodzi, aby mieć miękko pod tyłkiem. Brakowało mi również mocy w tylnym hamulcu, ale to dlatego, że producent zamontował tu seryjnie tarczę o rozmiarze 160mm. Dla mnie za mało, ale w końcu jest to rower all mountain, a nie typowy endurak. Choć mimo wszystko widziałbym tu tarczę 180mm. Na koniec zaznaczyć trzeba, że cały rower jest bardzo lekki ~12kg.

 

Napęd

 

Szybki test - Yeti SB5C Szybki test - Yeti SB5C

W tej wersji wyposażeniowej Yeti posiada 2 blaty z przodu 24-38. Rozmiaru kasety nie udało mi się niestety odnaleźć. Natomiast mój egzemplarz był wyposażony w zębatki marki Argon Components, o których rozpisywać się będę w innym artykule. Dzięki zastosowaniu zębatki przedniej w standardzie Narrow Wide oraz 10-przełożeniowej kasety z zębatką 42t, Yeti stało się prawdziwym potworem, który mógł podjechać pod każde wzniesienie. Pominę już tutaj kwestię, że nienawidzę podjeżdżać, a mimo wszystko sprawiało mi to jakąś dziwną przyjemność ;)

 

Switch Infinity

 

Szybki test - Yeti SB5C Szybki test - Yeti SB5C
Szybki test - Yeti SB5C

Przechodzimy do najważniejszego elementu całej konstrukcji. Jak działa to zawieszenie możecie zobaczyć w filmiku poniżej. W skrócie? Górna część wahacza przymocowana jest do krótkiej dźwigni, która naciska na damper. Dolna część natomiast jest przytwierdzona do specjalnego suwaka, który z kolei porusza się po dwóch tłokach (pokrytych powłoką Kashima). Jakie to ma zalety? Po pierwsze, dużo większa czułość zawieszenia. Po drugie, efekt kopania korb przy ugięciu jest zminimalizowany i w praktyce niewyczuwalny. A po trzecie, nie zrezygnowano z progresywnej charakterystyki całego zawieszenia. W połączeniu daje to efekt taki, że czujemy się jak na rowerze, który ma przynajmniej 160mm skoku, a trzeba przypomnieć, że tu do dyspozycji mamy tylko 127mm.

 

No to jazda!

 

Szybki test - Yeti SB5C

Jazda na testowym Yeti SB5C to absolutna P-O-E-Z-J-A! Zbyt duży dla mnie rozmiar ramy podczas zjazdów był absolutnie niewyczuwalny. No może poza bardzo ciasnymi skrętami, podczas których czuć było, że rower jest długi i wyposażony w koła 27.5″, które mimo wszystko gorzej skręcają niż 26″, do których jestem przyzwyczajony. Przede wszystkim czuć, że rower błyskawicznie przyspiesza. Jedno depnięcie w korbę i już uzyskujemy dużą prędkość. Dzięki dobrym hamulcom, równie szybko możemy się też zatrzymać. Dobra praca zawieszenia opartego na amortyzatorze i damperze firmy Fox, w połączeniu z niską wagą roweru, sprawiły że równie łatwo poderwać do góry całą maszynę i dzięki temu mogłem spokojnie bawić się na wszelkich nierównościach.

Szybki test - Yeti SB5C Szybki test - Yeti SB5C

Yeti prowadzi się bardzo pewnie, a dzięki sprężystemu zawieszeniu aż zachęca do zabawy na trasie. Poczucie pełnej kontroli czasem bywa zgubne, jednak potrafi uwierzyć we własne umiejętności i trochę mocniej odpuścić hamulce. Momentami czułem się zbyt pewnie i miałem wrażenie, że jadę na rowerze o większym skoku, a tu mamy do dyspozycji tylko 127mm z tyłu i 140mm z przodu. Pewne zastrzeżenia miałem natomiast do pracy przedniego widelca Fox serii 34. Momentami miałem wrażenie, że nie pracuje on pełnym skokiem, ale może to była kwestia po prostu tego konkretnego egzemplarza lub zrobienia porządnego serwisu.

Szybki test - Yeti SB5C

No dobra, pojeździłem w dół, to teraz trzeba dostać się z powrotem na górę. Trzeba niestety zejść z roweru i podwyższyć sztycę (gdzie jest myk-myk?!?). Dzięki testowemu napędowi od Argon Components miałem możliwość podjechania pod każde wzniesienie. Zębatka Narrow Wide 34t z przodu oraz kaseta o 10 przełożeniach z największą zębatką 42t dają duże pole do popisu podczas jazdy w górę. Również zawieszenie Foxa w wersji CTD sprawia, że przestawiając jedną dźwigienkę z przodu i drugą z tyłu, uzyskujemy prawie pełną blokadę skoku i możemy zacząć piąć się w górę. Osobiście nienawidzę podjeżdżać pod górę, ale tutaj chętnie korzystałem z każdej możliwości sprawdzenia czy dam radę.

Szybki test - Yeti SB5C Szybki test - Yeti SB5C 

Podsumowanie

 

Cóż więcej można napisać? Ja jestem absolutnie zachwycony modelem SB5C i z pewnością polecę go każdemu, kto chciałby mieć uniwersalny rower, który na co dzień zachowuje się jak mały zwinny full, a w górach pokazuje pazury i jeździ jak rasowa endurówka. Bardzo dobre wrażenie psuje tylko dość słabe (jak na tak wysoką cenę) wyposażenie. Po prostu jak mamy wydać 31 tysięcy złotych, to można chyba oczekiwać czegoś lepszego, a przede wszystkim bardzo brakującej regulowanej sztycy. Jednak cała magia tkwi w ramie SB5C i zawieszeniu switch infinity, które sprawiają, że nie bardzo chciałem rozstawać się z Człowiekiem Śniegu. Na szczęście na horyzoncie pojawia się szansa na test jego starszego brata, czyli endurówki SB6C o skoku 160mm. Mam nadzieję, że się uda i znów będę mógł sprawić sobie trochę przyjemności robienia kolejnych kilometrów na Yeti.

Szybki test - Yeti SB5CTomasz Profic, 43RIDE:

Podsumowując, rower kosztuje naprawdę dużo. Czy jest wart tych pieniędzy? Zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli patrzymy tylko pod kątem zastosowanych komponentów, to nie. Jednak cała magia jest tutaj w ramie i zawieszeniu „switch infinity”, za które byłbym gotów sprzedać nerkę. Yeti SB5C jest bardzo dynamiczne i zrywne, przez co idealnie jeździło mi się nim po mieście, a gdy zmieniłem ustawienie zawieszenia na bardziej miękkie, to jeszcze większy uśmiech rysował się na mojej twarzy podczas jazdy w dół po górskich szlakach. To co się dzieje podczas pracy zawieszenia na nierównościach po prostu jest nie do opisania, po prostu magia. Rower klei się do ziemi, ale zarazem gdy tego potrzebujemy, to jest gotów, aby wystrzelić jak sprężynka, przez co miałem świetną zabawę pompując na kolejnych nierównościach zamiast pedałowania – a tu warto wspomnieć, że SB5C posiada tylko 127mm skoku z tyłu. Cały rower jest w zasadzie dobrany idealnie, i nie chodzi mi tu o średniej klasy komponenty, lecz o fakt, że wszystko współpracuje ze sobą bardzo dobrze i tworzy wspaniały kolektyw, na którym zdecydowanie chciałbym spędzić więcej czasu. Reasumując, chce ktoś kupić nerkę?


Dystrybucja Yeticycles: bikeline.pl, pełna informacja o marce yeticycles.pl
Zdjęcia: Ola Zagórska – Bałkany i podróże według Rudej (facebook.com)

Skomentuj

Komentarze