Dig-Nitty Winter Camp

Dzień 7

Było super! Dzieki dla całej ekipy Dig-Nitty! Gratulacje i wielka piona dla wszystkich obozowiczów!!!! DOBRA JAZDA CHŁOPAKI!!! Chicken whip ma być skatowany!

Letnie obozy 2012 planujemy zrobić za granicą! Jak tylko ogarniemy do końca temat od razu damy znać na stronie i FB!

Za około 3-4 tygodnie premiera filmu! W nim zobaczycie dużo więcej! Dodatkowo na stronkę wleci zip niepublikowanych fotek w słusznych rozmiarach!

Pozdro!

—–

Dzień 6

Tak sobie siedzę w łóżku i staram się skupić żebyście mogli dowiedzieć się co nieco o dzisiejszym dniu ale jakoś trudno zebrać mi myśli. To chyba zmęczenie i ilość atrakcji dają o sobie znać. Na twarzy mam wypieki jakbym dopiero co skończył przejazd. Dobra ale dosyć o mnie bo pewnie jesteście ciekawi piątkowych akcji. Zaczęło się standardowo czyli od śniadania, na którym klasyka z minimalnym udziwnieniem. Ppomidor, żółty ser, feta, szynka i dżemy Tymbark zapite kawką lub herbatą wypełniały nas po czubek nosa chyba, że ktos znalazł jeszcze miejsce na płatki…

Dzisiaj do skateparku mieliśmy wyjść od razu po jedzeniu bo chłopaki mieli śliną buzację na jazdę. Niestety nasze plany nieco opóźniła wizyta sympatycznych Pań z Sanepidu, które naprawdę gorąco pozdrawiamy Co najdziwniejsze nawet pokój chłopaków z samej góry przeszedł inspekcję pozytywnie Kiedy okazało się, że karaluchów u nas nie ma a i obozowicze wiedzą co to mydło mogliśmy zrobić zbiórkę przed ośrodkiem. Ostatnie poprawki w rowerach i jesteśmy gotowi żeby ruszać. W ośrodku z Panią Dorotą został Mateusz i Psajdak bo jak mówili potrzebowali nieco odsapnąć od ostro narzuconego obozowego tempa. Jak się później okazało ani jeden ani drugi nie zdecydowali się na odpoczynek a na psikusy w wyniku, których ucierpiał między innymi mój rower… Dzięki Patryk W skateparku jak zawsze sporo się działo. Kiedy instruktorzy śmigali z chłopakami po parku ja miałem chwilę żeby przygotować teren pod konkurs longest bunny, na który ostatecznie zdecydowaliśmy się po konsultacjach z kadrą instruktorami i oczywiście obozowiczami.

Mieliśmy jeszcze trochę czasu żeby walnąć próbne loty i wolnym z racji roztopów tempem ruszyliśmy w stronę hotelu. Obiad był mistrzowski! Zupa ogórkowa a na drugie danie mięsne leczo z kremowym sosem, ziemniakami i surówką. Przyszedł czas na małą sjestę. Chłopaki majstrowali przy rowerach, grali w HC ping Pong a ja pojechałem na zakupy uzupełnić apteczkę i zrealizować zamówienia od ziomków na poobiednie frykasy. Kiedy wróciłem ze sklepu udało mi się jeszcze obandażować nogę kaskadera i pocisnęliśmy do parku, w którym panował istny Sajgon. Piątkowe popołudnie to nie wymarzona chwila na jazdę bo „sklejarze” tłumnie objawili się na miejscówce. Mimo sporego tłoku udał się nam rozegrać konkurs longest bunny, w którym wygrał.. albo nie! Dowiecie się tego z filmu No może bardziej zobaczycie na filmie bo pewnie i tak ktoś wcześniej pochwali się na fejsie.

Kiedy miejsca na pudle były wyłonione pojechaliśmy na kolację, która muszę przyznać nie była idealna. Mimo wszystko dojedliśmy płatkami także nikt nie wyszedł ze stołówki głodny. Jutro firma cateringowa ma nam to zrekompensować. Trzymamy za słowo i na pewno nie omieszkamy wyrazić swojej opinii kulinarno estetycznej Po wieczornym myciu w komplecie spotkaliśmy się w Sali audiowizualnej gdzie Kuba z ASF Studio robił nagrywki do zapowiedzi relacji filmowej. Kiedy wszyscy zabłysnęli w świetle reflektorów przyszedł czas na nasze prawdziwe gwiazdy wieczoru. Razem z Zientem Szamanem i Kiwakiem rozpoczęliśmy ceremonię oficjalnego ogłoszenia wyników i rozdania nagród za LB. Po wręczeniu fantów zawodnicy zostali nagrodzeni gromkimi brawami. Z racji późnej godziny ci z obozowiczów, którzy mieli ochotę wychillować udali się do łóżek a bardziej zajawieni zostali żeby pooglądać jeszcze nieco produkcji ASF. O godzinie 22:00 wszyscy byli już w swoich pokojach a pół godziny później, w co trudno uwierzyć wszyscy leżeli w łóżkach.. To nawet i lepiej bo będą mieli więcej siły przed jutrzejszą nocną sesję, którą jeśli warunki pozwolą planujemy zakończyć w okolicach ciszy nocnej… Więcej dowiecie się już niebawem. Aha jutro również bunny hop contess! Ho ho :)

—–

Dzień 5

Budzik z zadzwonił o godzinie 8:00. Po kilku minutach szybki prysznic i śniadanie. Kawka, płatki musli, miodowe koooołeczka, bułka z dżemem kilka kanapek z szynką, serem, pomidorem i innymi cudami natury postawiły nas na nogi. Z racji dbania o czystość zarządziliśmy gruntowne sprzątanie pokoi bo co poniektórzy zapomnieli do czego służą rzadko spotykane meble takie jak szafa czy półka Kiedy pokoje lśniły wreszcie mogliśmy wyruszyć na skatepark. Frodo katował streetowe akcje, Psajdak pozował do sesji zdjęciowej, Rudy trzaskał oldy, Potter cisną różne triki na boxie. Generalnie wszyscy oddawali się rozmaitym czynnościom skateparkowym poza Mateo, którego wszyscy pozdrawiamy. Aby nie zabrakło nikomu energii dziewczyny z Red Bulla zostawiły nam kilka skrzydeł i trochę się nabuzowaliśmy.

Poranna sesja zleciała naprawdę szybko i o godzinie 13:30 byliśmy już w ośrodku. Wczorajsza sugestia Psajdaka aby na obiad pojawiło się spaghetti została zrealizowana w stu procentach. Na pierwsze danie poszedł żurek z chlebkiem a na drugie oczekiwane przez wszystkich kluchy z sosem bolonese Psajdak został nagrodzony brawami ponieważ po raz pierwszy zjadł całą porcję! Warto dodać, że jest z nami już na trzecim obozie Pan z Cateringu wyjątkowo polubił Patryka bo specjalnie dla niego przywozi nachosy Po posiłku jak zwykle chill, zbieranie zamówień na części i słodkie poobiednie przekąski lub napoje.

Kolejna sesja rozpoczęła się o godzinie 16:00. Zdecydowanie potrzebowaliśmy dłuższego odpoczynku. Jazda w parku po tak obfitym obiedzie była nieco spowolniona ale po kilkunastu minutach chłopaki spalili nadmiar kalorii, trenując highest bunny przed jutrzejszym contestem. Warunki w parku nagle się zmieniły. Na asfalcie pojawiła się śliska szadź przez co usieliśmy wracać do ośrodka nieco przed czasem. Trzeci posiłek tego dnia to „wesołe pento” + wariacje kanapkowe z gorącą herbatą. Po kolacji również nie brakowało atrakcji- mniejsze i większe osiemnastki, wojna na śnieżki nocna wizyta Red Bulla, filmy rowerowe, serwis oj działo się! Ok. lecę bo zamknęło mi się już jedno oko! Jutro relacja między innymi z z bunnu hop contest! Pozdro!

—–

Dzień 3 i 4

Przez ostatnie dwie doby wydarzyło się naprawdę sporo. Posypało się kilka niezłych sztuczek a nawet całe płynne i ciekawe przejazdy. Było też kilka przypałów między innymi „akcja kupa”, która dosłownie i w przenośni rozniosła się w eterze po całym ośrodku Mieliśmy również wizytę w szpitalu. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Co prawda Psajdak jest wyatutowany z jazdy na jakiś czas, ale na szczęście udało się nam wybrać dla niego nowa ramę, stery i suport, co skutecznie poprawiło mu humor.

Chłopaki od przyjazdu nie odpuszczają i praktycznie bez przerwy cisną triki w parku, co w reszcie musiało poskutkować małym kryzysem. Właśnie, dlatego dzisiejszego dnia po porannej sesji, w której odbył się między innymi trening bunny hop i naprawdę przyzwoita sesja na mini rampie zdecydowaliśmy, że wybierzemy się do kina, aby dać odpocząć przychetanym mięśniom. Zanim jednak wyruszyliśmy w stronę Centrum Bydgoszczy zjedliśmy ciepły obiad i nieco się wyczilowaliśmy.

O godzinie 15:00 byliśmy gotowi do drogi. Piętnastominutowy spacer i już po chwili siedzieliśmy w autobusie. Pod kino podjechaliśmy godzinę przed seansem, więc mieliśmy odpowiednią ilość czasu na zaliczenie restauracji „fast food”, które niezmiennie od lat cieszą się niesłabnąca popularnością wśród obozowiczów Po obejrzeniu filmu, wchłonięciu popcornu i żelków byliśmy gotowi do drogi powrotnej. Szkoda, że komunikacja miejska nie była równie gotowa. Godzinne oczekiwanie na autobus mocno zaostrzyło nasze apetyty. Po powrocie do ośrodka przyswoiliśmy kolację a następnie chłopaki poszli się myć. Kadra zrobiła sobie jeszcze w między czasie małe spotkanie przy herbacie i słodyczach. Kiedy wszyscy byli już wykąpani zjedliśmy ostatnie ciastko i poszliśmy wszyscy do swoich pokoi żeby odpocząć przed kolejnym mocnym dniem. Na jutro zaplanowana jest wizyta Red Bull Wings Team i jeśli zakwasy nie będą zbyt duże zawody bunny hop! Do jutra!

—–

Dzień 2

Dzisiejszy dzień przywitał nas wyjątkowo piękną pogodą. Catering nie był gorszy i równie skutecznie poprawił nam humor serwując na śniadanie gorące mleko z dwoma rodzajami płatków, ciepłą herbatką a do tego kanapki z mega ilością dżemu, wędliny, pomidora, żółtego sera, papryki i innych zielonych dodatków. W drodze do skateparku Igor kontynuował swoją tradycję gleb na prostej drodze przy czym nie był jedyną osobą, która niedowierzała, że lód jest śliski i sprawdzała to lądując na pukiel Poranna sesja obfitowała w wiele ciekawych tricków i dobrych akcji. Nagle co ja paczu!!! Michał skleił kilka razy flipa przez całego boxa! Niestety za którymś razem rotacja była zbyt wolna i w rezultacie zaliczył niezłego nose bonga przez co rama odmówiła współpracy.

Kajusz katował mega wysokie airy z tablem, wallridey, a nawet whipa do taba bez hamulca! Pozostali obozowicze również nie odpuszczali i uczyli się barspinów tailwhipów, 360, foot jamów i innych spoko sztuczek. Nawet tailwhipy zaczynają już powoli siadać! O godzinie 13:30 zebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę ośrodka, bo już za pół godziny miał czekać na nas gorący obiad. Na pierwsze danie zjedliśmy naprawdę mistrzowską zupę krem z brokuł a na drugie devolay nadziewany masłem koperkowym, puree, surówka i oczywiście sok- tym razem wieloowocowy. W poobiedniej przerwie mieliśmy chwilę czasu żeby zrobić listę sprzętu, który wymagał wymiany a na drugiej stronie kartki chłopaki zrobili listę zakupów, w której królowały cheetosy i buzatory W popołudniowej sesji również było ciekawie. Jeździliśmy po przeszkodach, które zbudowali Zient z Szamanem i Kiwakiem, odpaliliśmy basen z gąbkami, w którym chłopaki trenowali najdziwniejsze ekwilibrystyczne sztuczki akrobatyczne.

Kiedy dochodziła 18:30 zawinęliśmy się żeby zjeść coś na ciepło. Dzisiejsza kolacja wszystkim przypadła do gustu, bo wcinaliśmy parówki na gorąco z ketchupem i dowolnie skomponowanymi kanapkami z rzodkiewką, ogórkiem, papryka, żółtym serem, i trzema rodzajami wędliny wedle upodobań smakowych. Całość popiliśmy herbatą i udaliśmy się do pomieszczenia rowerowego montować części, dostarczone dzisiaj przez sklep Proletaryat BMX. Dodatkowo centrowaliśmy koła, wybijaliśmy łożyska suportu, skuwaliśmy łańcuchy, dokręcaliśmy korby czy stery żeby nieco pomęczone zimową jazdą rowery mogły przyjąć na klatę kolejny intensywny dzień Dig-Nitty Camp. Serwis trwał niemal do 22:00. Ostatnie osoby brały jeszcze kąpiel a o 22:20 wszyscy byli już w swoich pokojach. Co nie znaczy, że tak od razu zasnęli bo wypite wcześniej buzator i wrażenia z parku nie bardzo pozwalały zasnąć…

—-

Dzień 1

„No i wreszcie jesteśmy na miejscu..”

Pogoda nieco postraszyła śniegiem więc wszyscy postanowili wyjechać nieco wcześniej żeby się nie spóźnić. Zbiórka zaplanowana była na godzinę 13:00 ale pierwsza ekipa podobnie jak kadra Dig-Nitty pojawiła się już przed 11:00. W rezultacie ostatni obozowicze dojechali do nas o 13:20. Proces zakwaterowania przebiegł zaskakująco dobrze za co wielkie uznanie dla rodziców Nawet pogoda zmieniła się na plus bo wyszło piękne słońce i już nie mogliśmy doczekać się pierwszej sesji.

Kiedy wszyscy mieli już swoje pokoje no może poza numerem. 17 udaliśmy się na stołówkę gdzie czekała na nas zupa pomidorowa z makaronem a na drugie danie pieczeń z ziemniakami, sosem, surówką i sokiem z czarnej porzeczki. Wszyscy się najedli więc zarządziliśmy klasyczne już poobiednie ogłoszenia parafialne, w których przypomnieliśmy regulamin i zasady bezpieczeństwa. Po posiłku dokończyliśmy serwis rowerów i po godzinie pojechaliśmy do parku gdzie odbyła się pierwsza zapoznawcza sesja. Większość osób oswajała się z przeszkodami, które zostały nieco przerobione od naszej ostatniej wizyty. Nawet nie zauważyliśmy kiedy przyszła pora kolacji. Pozytywnie zmęczeni wciągnęliśmy kanapki z dwoma rodzajami wędliny, żółtym serem, pomidorem i dwiema odmianami papryki, popijając gorącą herbatką.

Po kolacji odbyła się równie znana jak poobiednia pogadanka i szczególnie lubiana forma zapoznania w postaci „zwierzeń grupy terapeutycznej” Każdy z obozowiczów przedstawił się, powiedział skąd jest, jakie ma oczekiwania co do obozu i czego chciałby się nauczyć. Od tej chwili wszyscy przestaliśmy być anonimowi. Są nawet weterani, którzy zostali bezbłędnie rozpoznani przez całą grupę za sprawą poprzednich filmów Dig-Nitty. Tak Psajdak o tobie mowa Dochodziła godzina 19:30 więc chłopaki poszli się ogarnąć po kilkugodzinnej sesji w skateparku.

Kiedy wszyscy byli już wykąpani zaczęliśmy oglądać filmy. Między innymi słynną już 360 na jutrzenkowym spajnie + kąpiel w fontannie. No nic zostawmy ten temat Mieliśmy okazję zobaczyć również świetne edity np. Gareta i Nastiego + przejazdy z dzisiejszego skateparkowego zapoznania, które jak zwykle wywołały ożywione reakcje O 21:45 obejrzeliśmy ostatnie ujęcia i poszliśmy do pokoi żeby nieco się zregenerować po podróży i intensywnej jeździe w skateparku. Jak na razie pogoda jest naprawdę ok. Nie jest zimno śnieg nie pada zobaczymy co będzie dalej w końcu to obóz zimowy, więc i trochę śniegu nie zaszkodzi… Do jutra :)

Skomentuj

Komentarze