Holy mountain

Chorwacja to jeden z najbardziej popularnych wakacyjnych kierunków wybieranych przez Polaków. Mimo, że może wydawać się komercyjna, zatłoczona i nudna, to wystarczy tam pojechać, aby zmienić o niej zdanie. Bałkany wciąż mają w sobie wiele dzikości, ale też nadal widoczne są skutki wojny sprzed ponad dwudziestu lat. Próżno tu szukać zachodniego porządku i ordnungu spotykanego w Alpach. Jest u za to duża spontaniczność, serdeczność, a przede wszystkim wspaniałe wybrzeże z idealnie przejrzystym morzem pełne tajemniczych zatok i dzikich plaż.

dsc06350

Na wakacyjny punkt programu podczas pobytu w Omiśu na półwyspie Peljesac wybraliśmy sv. Iliję, górę o wysokości „zaledwie” 961 m. Wysokość tę j zdobywa się jednak z samego wybrzeża, a więc z poziomu morza, a szlak jest wyjątkowo nieprzyjazny. Większość to noszenie roweru na plecach. Na trasie możemy znaleźć bardzo szeroki wybór kamieni: od drobnego żwirku w którym można się zakopać po kostki, przez większe luźne kamienie w stylu „beskidzkiej rąbanki” (ale dużo bardziej ostre) po typowo tatrzańskie skalne rzeźby. Jedyne czego tam trudno uświadczyć to normalna ziemia.

dsc06084

Po mozolnej dwugodzinnej wspinaczce docieramy do plateau w połowie trasy. W końcu jest bardziej płasko, jest nawet goła gleba oraz las. Nic to jednak, to tylko przedsmak piekiełka które zaczyna się przed wierzchołkiem, powyżej małego kościółka. Szlak jest piekielnie trudny, zdecydowanie jest to najtrudniejsza góra na jakiej byłam. I właśnie na tym najtrudniejszym odcinku co krok trafiamy na końskie odchody. Jak te zwierzęta tu weszły to ja nie wiem, to muszą być jakieś diabelskie konie!

dsc06142
Radość ze zdobycia szczytu (nie widać na zdjęciu ale jest tam w głębi duszy ;) )dzielona z Polakami w tenisówkach nie trwa długo. Wspaniały widok na cały półwysep zaczyna przysłaniać chmura, a z nieba zaczynają spadać pierwsze krople deszczu. No i właśnie… zaczęło się to, czego obawiałam się wnosząc rower na górę. Piekielny zjazd wśród ostrych kamieni.

dsc06255

Są momenty w których można tylko schodzić, są też momenty (u mnie nie za częste) zjazdu. Na płaskowyżu trochę lepiej, łapię flow, zmotywowana jadącym za mną Wojtkiem, potrafię się znów uśmiechać czego nie widać za maską full face’a. Jednak po sekcji easy znów zaczyna się sekcja hard.

dsc06341

Miejsca w których Wojtek bawi się wybornie, jako miłośnik tzw „rzeźby w skale” dla mnie są nie do przejścia psychicznie. Trudne zjazdy po ostrych kamieniach nad stromym zboczem, wystarczy jeden mały błąd. Dobrze, że on ich nie robi. Po drodze gubimy jeszcze szlak zjeżdżając (no dobra schodziłam) kilkadziesiąt metrów stromą ścianką w złym kierunku, powrót po tej stromiźnie wydawał się kilkukrotnie dłuższy.

dsc06238

Im bliżej dołu tym pojawia się więcej żwirkowatych odcinków na których łatwiej jest jechać, tylko raz ląduje w jakimś krzaku (nie był kolczasty). Końcówka to ambitny zjazd leśną drogą omijającą asfalt gdzie daje upust swojej złości (wynikającej z wydygania na wyższych elementach) i pokonuję ją mimo, że jest dość trudna i bardzo kamienista. Dlaczego wychodzenie ze strefy komfortu jest takie trudne?

dsc06114

No i teraz najlepsze! Po powrocie do naszego tymczasowego chorwackiego domku odkrywamy że ta sv. Ilija to TA Ilija z Path Findera! Nie wiem dlaczego do tej pory wydawało nam się że to inna Ilja bo jest ich w Chorwacji dużo.  Jakże odmienne mieliśmy na niej warunki, dzięki czemu dotarliśmy na sam szczyt. Już nie żal mi tak bardzo tych niezjechanych fragmentów, bo może ona pokonać nawet dużo lepszych.

Więcej zdjęć i relacja Wojtka: http://enduroriderz.pl/relacje/2016-09-10_12/index.html

Skomentuj

Komentarze