Prima et secunda Aprili

Ciepłe powietrze znad Afryki, słoneczna pogoda i dwa dni wolnego, czegóż do górskiej tułaczki chcieć więcej? Na tak ciepły i pogodny weekend wielu z nas czekało od dawna, być może od zeszłej jesieni. Czas ciepłych narciarskich skarpet, rękawic, czapek i ubierania na cebulę przeminął. Nastał czas jazdy na krótko! I tak też wybieram się w Beskid Sądecki, jeszcze tylko wstać na pociąg o 4 rano zrobić śniadanie i wypić kawę…

Pierwszy dzień jazdy to klasyk, przelot z Krynicy do Rytra pasmem Jaworzyny. Mam szczęście, kolej gondolowa na szczyt Jaworzyny wciąż działa, miesiąc przerwy technicznej dopiero za 2 dni :) Ruszam w górę za 18zł – z rowerem. Przede mną 20km jazdy z czego 1/3 wiedzie w dół, gdzieś po drodze 2km łażenia po śniegu, który zalega +/- do wysokości 1000m. Nie dużo jednak wciąż jest i wciąż utrudnia jazdę. Na tyle dużo by dwukrotnie przemoczyć obuwie. Co ciekawe błota nie ma prawie wcale, tam gdzie nie ma śniegu jest tylko wysuszona na pył ziemia. Dość szybko dobijam do Rytra, jeszcze tylko ogarnięcie noclegu, obiad, piwo, sauna i sen…


Drugiego dnia, pasmo Radziejowej, podjeżdżam najpiękniejszym górskim podjazdem w Sądeckim, doliną Małej Roztoki. Ten podjazd mógłby trwać dla mnie bez końca, niestety ma zaledwie 12km i trwa mniej więcej dwie godziny.

Przed Złomistym Wierchem, znów wchodzę na śnieg, to kolejne +/- 1,5km chodzenia i noszenia roweru na plecach. Za drugim Złomistym robi się czysto, można jechać, jadę więc do schroniska na Przehybie, w którym spotykam Anie z Juniorem – cóż za przypadek ;)

Żurek, naleśniki i szarlotkę z bitą śmietaną dalej, lecimy już żółtym szlakiem do Moszczenicy, jest sucho, jest szybko. Diabelnie szybko jak na początek sezonu, po tym dochodzę do wniosku że Junior to jednak prawdziwy świr i trzeba go leczyć ;) Końcówkę żółtego przy wjeździe na asfalt odpuszczamy, odbijamy w leśną drogę na, której kiedyś tam w 1967 były hopki, które pamiętał Junior. Niestety ząb czasu mocno je nadgryzł, w zasadzie to chyba je pożarł bo żadnych takich tam nie było ale za to było miło ;) Dwa dni w Sądeckim minęły bezpowrotnie, zostały zdjęcia i wspomnień czar, baterie doładowane – oby do kolejnego wyjazdu.

1 dzień: Beskid Sądecki / Pasma Jaworzyny Krynickiej / 41km / 6h8min / Alt+ 1624m (-476m wyciąg) / Kcal 2600
2 dzień: Beskid Sądecki / Pasmo Radziejowej / 30km / 8h42min / Alt+ 1640 / Kcal 3300

Wojtek Zdebski / enduroride.pl / 43ride.com

Skomentuj

Komentarze