Relacja Enduro Trophy

Ostatnia edycja endurowego ścigania spod znaku Enduro Trophy potwierdza znaną organizatorom i uczestnikom tezę, że tereny borykające się z uciążliwą suszą powinny zapraszać ekipę imprezy, aby obfite deszcze i „rześka” aura dała choć chwilę ukojenia zmęczonym ludziom i przyrodzie. Edycja w Czarnej Górze dowodzi także, że w każdych warunkach i na każdym terenie można zorganizować udaną imprezę, unikając problemów technicznych i zapewniając uczestnikom doskonałą zabawę w trakcie i po masowym ściganiu.

Druga edycja Enduro Trophy na Czarnej Górze dla wielu uczestników i obserwatorów imprezy była próbą sił organizatora. Po pierwszej edycji w Bielsku Białej pozostało zadowolenie z wysokiego poziomu tras, jednak problemy z pomiarem czasu nie pozwoliły cieszyć się ściganiem do końca. Zeszłotygodniowa impreza pokazała, że organizatorzy ciężko przepracowali ostatni miesiąc – na Czarnej Górze zadebiutował zupełnie nowy system pomiaru czasu, zaś aura zapewniła najtrudniejsze z możliwych warunki do jego ostatecznego przetestowania. W chwili obecnej czasy przejazdu są mierzone poprzez system czytników kodów kreskowych zamieszczonych na numerach startowych. Nowa technologia sprawdziła się w stu procentach – wyniki były gotowe pięć minut po pojawieniu się całej ekipy sędziów, po kwadransie były gotowe do umieszczenia w internecie.

Frekwencja podczas zawodów dowodzi, że w Polsce coraz większa rzesza zawodników poszukuje czegoś więcej niż oferowanego przez maratony czystego ścigania, pragnąc także zmierzyć się z trudnym technicznie terenem. Pomimo nie będącej dla nikogo niespodzianką apokaliptycznej wręcz aury, na starcie imprezy pojawiło się 67 gotowych do walki zawodniczek i zawodników. Wśród uczestników tradycyjnie można było podziwiać pełne spektrum filozofii górskiego rowerowania i niezwykle rozmaity park maszynowy. Tego dnia na zawodników czekała trasa o długości 40km podzielona na 5 Odcinków Specjalnych i odcinki dojazdowe. Na stracie pojawili się lekko ubrani i usprzętowieni maratończycy, dominująca grupa fanów trailu i enduro oraz całkiem liczna rzesza „ciężkiej jazdy”. Wszystkim im przyświecał jednak ten sam cel – we własnym stylu pokonać trasę i przezwyciężyć własne słabości. Nie było to zadanie łatwe, większość zawodników spędziła na trasie co najmniej sześć godzin przy nieprzerwanie padającym deszczu, niskiej temperaturze i widoczności nie przekraczającej chwilami 30m. Zawodnicy, którzy w wilgotny piątek ochoczo objeżdżali Odcinki Specjalne przecierali oczy ze zdumienia wracając na nie w sobotę – potoki wody spływające po szlakach odkryły drzemiące pod gruntem kamienie, znacznie podnosząc trudność tras. Nikt jednak nie narzekał, a o poziomie uczestników doskonale świadczy fakt, że pomimo groźnych upadków żaden z nich nie doznał poważnych kontuzji podczas imprezy.

Triumfatorzy sobotniej imprezy to w dużej mierze stali bywalcy podium. W kategorii podjazdów zwyciężył Tomek Dębiec (sic!) przed Mariuszem Bryją i Adamem Tkoczem. Zwycięstwo Tomka dla większości uczestników jest wielkim zaskoczeniem – udało mu się tego dokonać na 19-kilogramowym rowerze, sam Tomek był zaś zawsze postrzegany jako jeden z faworytów klasyfikacji zjazdowej. Wśród zjazdowców zwycięzcą okazał się Michał Szade przed Tomaszem Filingerem i Mariuszem Bryją. Podium klasyfikacji generalnej obsadzili najlepsi zawodnicy z klasyfikacji cząstkowych w kolejności: Mariusz Bryja, Tomasz Filinger i Tomasz Dębiec. Wiwatom na cześć zwycięzców długo nie było końca, triumfator imprezy tradycyjnie wykonał serię pompek na suficie podrzucany przez uradowanych uczestników. Nie możemy także nie nadmienić o wynikach w klasyfikacji kobiet. Wśród uczestników, którzy upiększają rower a nie odwrotnie triumfowała Agnieszka Szor pokonując Beatę Bembenek i całkiem liczną grupę mężczyzn. Wszyscy bywalcy podium zostali obsypani nagrodami ufundowanymi przez lokalnych i stałych sponsorów imprezy – firmy Endura i Continental oraz wiele innych. Tradycyjnie impreza została zarejestrowana przez kamerę ufundowaną przez firmę Camonboard.pl, dystrybutora kamer do sportów ekstremalnych. Relacja wideo pojawi się wkrótce.

Na Czarnej Górze zadebiutowali także nowi sponsorzy imprezy, rozszerzył się także jej format. Po raz pierwszy na Enduro Trophy pojawiła się firma Szwed Distribution Piotra Szwedowskiego – dystrybutor klocków hamulcowych firmy Zeit, która sponsorowała każdemu z nagrodzonych zestaw wybranych okładzin. Debiutantem na Enduro Trophy jest też firma Leader – dystrybutor takich marek jak Tomac, O’Neal i Polisport – zwycięzcy otrzymali od firmy kaski i rękawiczki. Podczas imprezy można było w koleżeńskim gronie podziwiać nowinki sprzętowe. Trzej sponsorzy imprezy prezentowali podczas afterparty rowery marek Titus, Ibis, Knolly i Tomac. Rozmowy o sprzęcie trwały bardzo długo i obfitowały w  ciekawe spostrzeżenia i nowinki techniczne. Ostatnia edycja Enduro Trophy to także polska premiera bardzo ciekawego roweru – Mariusz Bryja zadebiutował w barwach teamu Beastie Bikes dosiadając pierwszego w Polsce Ibisa Mojo HD – ważącego 14kg karbonowego fulla o skokach 160/160mm. Po ogłoszeniu wyników afterparty rozwinęło się w najlepsze – impreza trwała do bladego świtu, a wielu uczestników narzekało rano na ból nóg wywołany nie całodniową jazdą na rowerze, lecz przetańczoną bez wytchnienia nocą.

Kolejna edycja endurowego ścigania już za dwa tygodnie, 7. sierpnia w Brennej. Na stronie www.horizonfive.com działa już formularz rejestracji na tą imprezę. Jeżeli poszukujecie ciekawej imprezy o doskonałej atmosferze, trudnych technicznie tras i cudownych współuczestników – Enduro Trophy jest właśnie dla was. Na tej imprezie będziecie mogli sprawdzić swoje umiejętności, posiąść nowe, a do domu wrócicie bogatsi o ciekawe doświadczenia i całkiem sporą grupę nowych znajomych.