Do czego mogą doprowadzić regularne treningi i konsekwencja w działaniu? Na przykład do startów w najważniejszych zawodach pumptrackowych na świecie. Poznajcie receptę na dobry wynik w wykonaniu Brajana Nowaka.

Imię: Brajan
Nazwisko: Nowak
Wiek: 16 lat
Miejsce zamieszkania: Kraczkowa obok Rzeszowa
Dyscyplina: pumptrack
Ulubiony bike park / miejscówka w Polsce: wszystkie lubię
Ulubiony bike park / miejscówka zagraniczna: pumptracki, na których są organizowane kwalifikacje do Mistrzostw Świata oraz Mistrzostwa Świata
Justyna John, 43RIDE: Cześć Brajan, na wstępie zaznaczmy, że nie wkroczyłeś na scenę pumptrackową z przytupem – Ty po prostu rozwaliłeś system. Jakie są Twoje dotychczasowe osiągnięcia?
Brajan Nowak: Cześć! Dzięki za takie słowa — że wkroczyłem na scenę i rozwaliłem system. Muszę przyznać, że coś w tym jest, choć ludzie często widzą tylko efekt, a nie setki godzin treningów, przygotowania, analizy przejazdów i tej codziennej, czasem naprawdę żmudnej pracy, która stoi za każdym startem.
Jeśli chodzi o moje dotychczasowe osiągnięcia, to przez ostatnie lata udało mi się zbudować naprawdę solidny fundament: jestem wielokrotnym Mistrzem Polski, co traktuję nie tylko jako wyróżnienie, ale też potwierdzenie, że konsekwentne działanie i długofalowe podejście przynoszą efekty. Każdy tytuł to inna historia, inne wyzwania i inna presja, ale wszystkie razem pokazują, że potrafię utrzymać wysoki poziom.
Wygrałem kwalifikacje do Mistrzostw Świata, co było dla mnie symbolicznym momentem — takim przejściem z zawodnika krajowego do kogoś, kto naprawdę może rywalizować z najlepszymi. To był ogromny krok w stronę międzynarodowej sceny i jednocześnie potwierdzenie, że idę we właściwym kierunku.
Najbardziej przełomowym wynikiem do tej pory było 5. miejsce na Mistrzostwach Świata. To nie tylko liczba na tabeli wyników — to moment, który pokazał mi, że realnie należę do ścisłej światowej czołówki, i to wszystko już w wieku 16 lat. Takie doświadczenie zmienia perspektywę, daje niesamowitą motywację i otwiera oczy na to, jak daleko można jeszcze dojść.
Do tego dochodzą dwie wygrane w klasyfikacji generalnej cyklu „Nie Pompujesz – Nie Jedziesz”. Ten cykl to świetna szkoła rywalizacji, bo wymaga wszechstronności i powtarzalności. Wygranie go dwa razy z rzędu było dla mnie ważnym potwierdzeniem, że moja jazda jest stabilna i przekłada się na całe sezony, nie tylko pojedyncze starty.
Patrząc na to wszystko, czuję przede wszystkim, że to dopiero początek. Każdy z tych sukcesów traktuję nie jako punkt docelowy, ale jako kolejny krok w stronę jeszcze większych celów. I szczerze — nie mogę się doczekać, co będzie dalej.


Start w tegorocznych zawodach eliminacji do Mistrzostw Świata Pump Track to pierwsza tak ważna impreza w Twojej dotychczasowej karierze. Od jak dawna jeździsz na rowerze i w jakich dyscyplinach?
Start w tegorocznych eliminacjach do Mistrzostw Świata był dla mnie pierwszą naprawdę dużą imprezą, takim momentem, w którym poczułem, że wskakuję na zupełnie nowy poziom. Ale zaraz po nich przyszło coś jeszcze większego — same Mistrzostwa Świata, które jak dotąd są dla mnie najważniejszym wydarzeniem w karierze. Ten przeskok z kwalifikacji na światową scenę był ogromny, ale też niesamowicie motywujący.
Jeżdżę na rowerze praktycznie od małego dzieciaka. Pierwsze zawody zaliczyłem, gdy byłem jeszcze naprawdę malutki, i od tamtej pory ściganie stało się częścią mojego życia. Z każdym rokiem rosła pasja i chęć poprawiania swoich wyników, a rower stał się czymś więcej niż sportem — sposobem na życie i źródłem czystej frajdy.
Moim głównym sportem jest oczywiście pumptrack. To tutaj skupiam większość treningów i to w tej dyscyplinie ścigam się w zawodach w różnych krajach. Pumptrack daje mi dynamikę, precyzję i ten moment adrenaliny, gdy każda setna sekundy może zrobić różnicę.
Ale prawda jest taka, że po prostu kocham rower. Choć pumptrack jest dla mnie numerem jeden, lubię też polatać enduro w bike parkach albo pojeździć MTB na hopkach — bardziej jako zajawkę i dodatkową frajdę, która jednocześnie świetnie uzupełnia trening. Dzięki temu cały czas czuję radość z jazdy i mam energię, żeby cały czas się rozwijać.
Jednak sukcesy przyszły w pumptracku – dlaczego właśnie ta dyscyplina? W końcu Rzeszów swego czasu był znanym dirtowym miejscem na mapie Polski, a rzut beretem są polskie i słowackie bikeparki z trasami zjazdowymi.
Pumptrack przyciągnął mnie przede wszystkim tym, że tutaj naprawdę liczą się setne sekundy. Każda mała różnica w przejeździe może zdecydować o wyniku, i to właśnie mnie totalnie wkręciło. W innych dyscyplinach też można być szybkim, ale w pumptracku wszystko opiera się na precyzji, rytmie i pełnej kontroli — i to sprawiło, że poczułem, że to jest dokładnie ta dyscyplina, w której chcę się rozwijać.
A zaczęło się bardzo lokalnie, w wiosce pod Rzeszowem. Tam sąsiedzi Kornel i Patryk Ziemiańscy, których bardzo pozdrawiam, budowali ziemny pumptrack. Dla mnie, jako małego dzieciaka, to miejsce było po prostu czymś wspaniałym — mogłem jeździć kiedy chciałem, próbować nowych rzeczy i rozwijać się już od najmłodszych lat.
Po jakimś czasie tor został przebudowany na bardziej profesjonalny, z lepszą strukturą i układem, który dawał jeszcze więcej możliwości rozwoju. To właśnie na tym przebudowanym torze zacząłem pierwsze poważniejsze treningi przed zawodami i tak w naturalny sposób wkręciłem się w tę dyscyplinę.
I tak — od małego chłopaka, który jeździł po lokalnym pumptracku dla czystej frajdy — doszedłem do momentu, w którym wkroczyłem do ścisłej światowej czołówki. To pokazuje, że pasja połączona z konsekwencją potrafi zaprowadzić naprawdę daleko, a pumptrack stał się dla mnie czymś, co nie tylko daje emocje, ale też rozwija mnie jako zawodnika na najwyższym poziomie.


Co czujesz przed zawodami i podczas startu? Jesteś z tych którzy są skupieni na przejeździe i wizualizują sobie wynik, czy wręcz przeciwnie – podchodzisz do tego na luzie?
Zazwyczaj podchodzę do zawodów na luzie, bez nadmiernego stresu, ale też nie mogę powiedzieć, że kompletnie go nie ma — w końcu zawsze zależy mi na tym, żeby moje przejazdy były jak najlepsze. Pumptrack to specyficzna dyscyplina, bo na zawodach jest sporo przejazdów i naprawdę liczy się powtarzalność. Jeden mały błąd w którymś przejeździe może kosztować cenne setne sekund i często jest już nie do odrobienia, więc trzeba być maksymalnie skupionym, żeby wszystko zagrało tak, jak należy.
Zamiast stresu czuję raczej taką pozytywną buzującą energię, która nakręca mnie do działania. To mieszanka ekscytacji i adrenaliny, która sprawia, że chce się jechać jak najlepiej, płynnie i pewnie, bez żadnych zbędnych błędów. Każdy przejazd traktuję tak, żeby był idealny, bo w tym sporcie właśnie te detale decydują o wszystkim.
Na zawodach staram się nie skupiać na tym, co robią inni — dla mnie najważniejsze jest, żeby zrobić swoje i pojechać najlepiej, jak potrafię. Jednocześnie staram się czerpać z tego przyjemność i po prostu dobrze się bawić, bo kiedy jazda sprawia frajdę, wszystko wychodzi naturalniej i płynniej. To pomaga mi zachować spokój i pewność siebie, a przy okazji pokazać to, nad czym pracowałem przez cały sezon.
Jesteś jeszcze juniorem, więc z racji wieku decyzje o przyszłości są dopiero przed Tobą. Czy wiążesz swoją najbliższą przyszłość przede wszystkim ze ściganiem czy najpierw skończenie szkoły, matura i studia, a rower i starty gdzieś w tle?
Oczywiście, że chcę zdać maturę i skończyć szkołę, bo edukacja jest ważna i chcę mieć solidny fundament na przyszłość. Ale moje życie chcę kształtować tak, żeby rower był w centrum wszystkiego, i w najbliższych latach moim priorytetem będzie ściganie. Mam jasno określony cel — chcę zdobyć tytuł Mistrza Świata, i wszystko, co teraz robię, ukierunkowane jest właśnie na to.
Mimo że jestem juniorem i mam dopiero 16 lat, na Mistrzostwach Świata startuję w kategorii Elite, czyli ścigam się bez podziału na wiek. To daje mi niesamowite doświadczenie, bo od razu stajesz twarzą w twarz z najlepszymi zawodnikami na świecie. Dzięki temu mogę od najmłodszych lat uczyć się, jak rywalizować na najwyższym poziomie, poznawać swoją moc i swoje granice.
Dla mnie to nie jest tylko hobby czy dodatek do życia — rower i rywalizacja są tym, czym chcę się kierować w przyszłości. Jasne, szkoła i edukacja są ważne, ale chcę łączyć je z pełnym poświęceniem sportowi. W najbliższym czasie chcę skoncentrować się na treningach, zawodach i rozwoju, żeby jak najlepiej przygotować się do startów w światowej elicie i w przyszłości zdobyć tytuł Mistrza Świata. To jest moje życie, mój cel i moja pasja, i chcę iść tą drogą na sto procent.
Patrzę na Twoje zdjęcia i filmiki z zawodów i widzę, że przede wszystkim masz niesamowitą radość z jazdy. Czy masz jeszcze inne zainteresowania?
Tak, zdecydowanie — mimo że sporo czasu poświęcam zawodom i treningom, to wciąż przede wszystkim mam ogromną radość z samej jazdy na rowerze. Dla mnie pumptrack to nie tylko sport i rywalizacja, to też frajda, adrenalina i sposób na świetne spędzenie czasu. Każdy trening i każdy przejazd daje mi mnóstwo satysfakcji, dlatego nigdy nie traktuję roweru tylko jak obowiązku — zawsze staram się czerpać z jazdy maksymalną przyjemność i po prostu dobrze się bawić.
Oczywiście kocham sport w ogóle, więc moje zainteresowania krążą głównie wokół aktywności fizycznej. Lubię próbować różnych dyscyplin, które dają mi coś nowego i pozwalają się rozwijać — na przykład motocross traktuję bardziej jako zajawkę, coś dla siebie, dla adrenaliny i frajdy, bez presji wyników. Lubię też czasem pojeździć MTB czy polatać enduro, bo to daje mi luz, pomaga w treningu i rozwija technikę.
Mimo tych wszystkich pasji, pumptrack jest tym miejscem, w którym czuję się najlepiej i to właśnie tam realizuję się jako zawodnik. To dyscyplina, w której mogę ścigać się na najwyższym poziomie, sprawdzać swoje granice i rozwijać się każdego dnia. Połączenie rywalizacji z czystą frajdą z jazdy sprawia, że wciąż chce mi się trenować i podnosić swoje umiejętności, a każde zawody traktuję zarówno jako wyzwanie, jak i świetną zabawę.


Masz swoich rowerowych idoli albo sportowców którzy są dla Ciebie wzorem? Jeśli tak, to kim są i dlaczego właśnie oni?
Gdy byłem mały i dopiero zaczynałem wkręcać się w pumptrack, moim największym idolem był Eddy Clerte. On jest ode mnie 11 lat starszy, więc kiedy oglądałem jego filmiki, dla mnie był totalnym kozakiem z innego świata. Podpatrywałem jego technikę, sposób jazdy, każdy detal — to były czasy, kiedy chłonąłem wszystko, co wrzucał do internetu, bo chciałem jeździć chociaż w połowie tak dobrze jak on.
A najlepsze jest to, że dziś… jesteśmy po prostu kolegami. Ścigamy się razem w światowej czołówce, rozmawiamy, trenujemy obok siebie na zawodach. To mega dziwne i jednocześnie niesamowicie motywujące uczucie — ktoś, kogo oglądałeś jako dzieciak na telefonie, nagle stoi obok Ciebie na starcie. Dla mnie to świetny dowód na to, że ciężka praca naprawdę potrafi doprowadzić cię dokładnie tam, gdzie kiedyś tylko marzyłeś, żeby być.
Jakie to uczucie pojechać na światowej klasy zawody i stać ramię w ramię z najlepszymi w danej dyscyplinie?
Pojechać na zawody światowej klasy i stanąć ramię w ramię z najlepszymi to naprawdę niesamowite doświadczenie. Każdy start to ogromna dawka emocji i adrenaliny, a jednocześnie świetna okazja, żeby sprawdzić, na ile potrafię wykorzystać swoje umiejętności. Tak jak wspominałem wcześniej, te zawody pozwoliły mi wkroczyć do ścisłej światowej czołówki, co pokazało, że wszystkie treningi, które wykonywałem przez lata, naprawdę były warte wysiłku.
Przed kwalifikacjami do Mistrzostw Świata myślałem, że zawodnicy z czołówki mają jeszcze wyższy poziom i że będzie ciężko z nimi konkurować. Dopiero po kwalifikacjach zobaczyłem, że mogę utrzymać tempo i ścigać się na ich poziomie. Jednak prawdziwe potwierdzenie przyszło dopiero po samych Mistrzostwach Świata, gdzie udało mi się zająć 5. miejsce. To właśnie wtedy poczułem, że naprawdę wkroczyłem do światowej czołówki — że miejsce, o którym kiedyś mogłem tylko marzyć, stało się rzeczywistością.
To było ogromne uczucie satysfakcji, ale też motywacja, żeby dalej trenować i rozwijać się jeszcze bardziej. Pokazało mi to, że ciężka praca i systematyczny trening naprawdę działają, a każdy wysiłek, każda godzina spędzona na torze, przybliża Cię do ścigania na najwyższym poziomie. To też daje pewność siebie i poczucie, że można mierzyć się z najlepszymi na świecie i pokazać, że miejsce w czołówce nie jest przypadkiem, tylko wynikiem pracy, pasji i konsekwencji.
A zawody w Polsce? Wolisz starty na własnym podwórku i ściganie się z kumplami?
Polskie zawody „Nie Pompujesz – Nie Jedziesz” naprawdę dały mi ogromną możliwość, żeby ciągle być w rytmie ścigania. Starty w Polsce to dla mnie codzienny kontakt z rywalizacją i ciągłe szlifowanie formy, bo tych zawodów jest na tyle dużo, że praktycznie przez cały sezon możesz trenować w warunkach wyścigowych. Dzięki temu mogę regularnie sprawdzać swoje umiejętności, utrzymywać koncentrację i cały czas podnosić poziom jazdy.
Dla mnie polskie zawody mają podwójne znaczenie. Z jednej strony to świetna okazja do ścigania się z najlepszymi ziomalami, z którymi znam się od lat, a z drugiej strony traktuję je jak fantastyczny trening, bo każdy tor jest inny — ma inny układ, różne bandy, różną dynamikę przejazdu. Dzięki temu uczysz się dostosowywać technikę i podejście do różnych warunków, co jest bezcenne, zwłaszcza kiedy później startujesz na międzynarodowej scenie.
Starty w Polsce pozwalają mi łączyć rywalizację z przyjemnością. To nie tylko sprawdzian formy, ale też świetna zabawa i możliwość rozwijania swoich umiejętności w naturalny sposób. Każde zawody to nowe wyzwanie, które uczy koncentracji, powtarzalności i szybkiego reagowania, a wszystko to przekłada się na przygotowanie do dużych imprez światowej klasy. Dlatego dla mnie „Nie Pompujesz – Nie Jedziesz” jest nie tylko serią zawodów, ale też nieocenioną częścią treningu i sposobem na stałe podnoszenie poziomu jazdy.


Czas na obowiązkowe pytanie przed nadchodzącym sezonem – jakie plany na 2026?
Sezon 2026 chcę skupić przede wszystkim na Mistrzostwach Świata, bo to właśnie one są dla mnie najważniejszym sprawdzianem i największym wyzwaniem w całym roku. To tam chcę zmierzyć się z najlepszą światową czołówką i sprawdzić, jak moje przygotowania i treningi przekładają się na wyniki na najwyższym poziomie.
Oprócz startów w światowych zawodach planuję również brać udział w cyklu „Nie Pompujesz – Nie Jedziesz” w Polsce. Te krajowe zawody traktuję przede wszystkim jako świetną okazję do ścigania się z ziomalami i dobry trening w warunkach wyścigowych. Każdy tor jest inny, więc te starty pomagają mi doskonalić technikę, powtarzalność przejazdów i utrzymywać rytm ścigania przez cały sezon.
Plany na nadchodzący rok są jasne — chcę dać z siebie wszystko w każdym przejeździe, zdobywać jak najlepsze miejsca i konsekwentnie podnosić poziom. Moim nadrzędnym celem jest tytuł Mistrza Świata, i wszystko w 2026 roku będzie podporządkowane temu, żeby zbliżyć się do tego celu. Chcę trenować, startować i rywalizować z pełnym zaangażowaniem, nie odpuszczać żadnego przejazdu i maksymalnie wykorzystać każdy moment, żeby w przyszłości móc stanąć na najwyższym stopniu podium.
To na koniec zdradź nam – jakie jest Twoje największe rowerowe marzenie?
Moim największym rowerowym marzeniem jest zdobycie tytułu Mistrza Świata na pumptracku — o tym mówiłem już wcześniej i to cały czas pozostaje mój najważniejszy cel. To właśnie ten tytuł napędza mnie do ciężkiej pracy każdego dnia, do kolejnych treningów i do ciągłego podnoszenia poziomu.
I mogę powiedzieć jedno — nie przestanę, dopóki tego nie osiągnę. To marzenie chcę zamienić w rzeczywistość, nieważne ile czasu i wysiłku będzie to kosztować.
Czekamy zatem z niecierpliwością na realizację Twojego marzenia :) Powodzenia!