Pierwszy wywiad w sezonie 2026 zaczynamy z przytupem. Przed Wami młoda, zdolna zawodniczka ścigająca się w pumptracku, Lena Szerling.

Zdjęcie: Jan Szerling

Imię: Lena
Nazwisko: Szerling
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: Warszawa – Ursynów
Dyscyplina: pumptrack
Ulubiony bikepark/ miejscówka w Polsce:
Bikepark: Wisła Skolnity (jeszcze nie byłam po przebudowie, ale bardzo czekam na najbliższą okazję).
Pumptrack: nie mam jednego ulubionego — jest kilka, do których chętnie wracam: Rzeszów (Bulwary), Polanka Wielka, Kazoora. Niedawno powstało też kilka fajnych pumptracków w okolicach Warszawy i mam je na liście do objechania.

Ulubiony bikepark/ miejscówka zagraniczna:
Bikepark: Schladming (Austria) — trasa 99 Jumpline
Pumptrack: Ängelholm (Szwecja)

Justyna John, 43RIDE: Cześć Lena, za Tobą pierwszy sezon startów pod skrzydłami HR Racing Motul. Gdzie startowałaś w minionym roku i z jakimi wynikami?

Lena Szerling: Sezon był bardzo intensywny. Moim głównym celem było zakwalifikowanie się do Mistrzostw Świata i zrobienie jak największej liczby startów międzynarodowych, żeby jak najlepiej przygotować się na finał w Szwajcarii.

Wszystko zaczęło się od Abu Dhabi — tamte kwalifikacje ukończyłam na 3. miejscu i to było bardzo motywujące otwarcie sezonu. Później wygrałam Puchar Polski w Wadowicach. W Koszycach, podczas kolejnych kwalifikacji, zajęłam 4. miejsce — to były moje najsłabsze zawody w sezonie. Przez cały dzień jechałam trzecia, ale w małym finale spadłam na 4. pozycję. Dzień później wystartowałam w „Nie Pompujesz — Nie Jedziesz”, żeby trochę zluzować emocje, i tam znowu wygrałam.

Z HR Teamem pojechaliśmy też do Włoch, gdzie wystartowałam w 4X. Podczas treningu pękła mi dętka i nie zdążyłam dobrze poznać toru. W kwalifikacjach byłam druga, ale w dniu wyścigu w pierwszym starcie zaliczyłam glebę, w drugim dojechałam druga i ostatecznie zakończyłam zawody na 6. miejscu.

W Polsce były jeszcze: Puchar Polski w Parzęczewie — 7. miejsce w generalce razem z chłopakami — oraz zwycięstwa w cyklu NPNJ w Rokietnicy, Palczowicach i Stalowej Woli.3 sierpnia w Rzeszowie wygrałam Mistrzostwa Polski w kategorii U23. Na co dzień startuję w U17/juniorce, więc to było dla mnie duże wyróżnienie — wygrałam z przewagą około 1,5 sekundy.

Tydzień później w Ängelholm w Szwecji zajęłam 4. miejsce w kwalifikacjach, a dzień później również 4. miejsce w Scandinavian Cup. Podczas treningu zaliczyłam wywrotkę i mocno obiłam łokieć (filmik z tej gleby jest na moim Instagramie).

Na początku września pojechałam na swoje pierwsze Mistrzostwa Świata Pump Track. Moim celem było miejsce w pierwszej dwudziestce — ostatecznie skończyłam na 15. miejscu. Byłam najmłodszą zawodniczką w stawce i było to dla mnie niesamowite doświadczenie. Sezon zakończyłam jeszcze startami w Polance Wielkiej i Wadowicach.

Z którego startu jesteś najbardziej zadowolona i dlaczego?

Zdecydowanie z Mistrzostw Świata. Jechałam tam bez presji wyniku, z bardzo prostym celem — zmieścić się w pierwszej dwudziestce. Wiedziałam, że to mój pierwszy taki start, więc najważniejsze było pojechać swoje i zebrać doświadczenie. Ostatecznie skończyłam na 15. miejscu i dało mi to ogromną satysfakcję.

Jeszcze ważniejsze było jednak to, że potrafiłam odnaleźć się w tej atmosferze. Zobaczyłam, że nie odstaję od reszty stawki i że mogę rywalizować na tym poziomie. Ten start dał mi bardzo dużo pewności siebie i utwierdził mnie w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. To zawody, które zapamiętam na zawsze.

Zdjęcie: Jan Szerling

Bierzesz udział w zawodach w kraju i za granicą. Gdzie wolisz się ścigać? Czy widzisz różnicę w organizacji zawodów, konstrukcji torów, atmosferze zawodów w Polsce i poza nią?

Bardzo lubię starty w Polsce, głównie ze względu na atmosferę. Jest dużo wzajemnego wsparcia, znajome twarze i ludzie, którzy naprawdę żyją tym sportem. Czuć energię od publiczności, a często też świetną pracę komentatorów, co bardzo nakręca do jazdy.

Jeśli jednak chodzi stricte o ściganie, częściej wybieram zawody za granicą. Tory są tam zazwyczaj szybsze, bardziej wymagające i dają większe pole do technicznego rozwoju. Każdy przejazd czegoś uczy i zmusza do podnoszenia poziomu. To właśnie tam najbardziej czuję, że robię progres jako zawodniczka.

Cofnijmy się nieco w czasie. W 2024 r. brałaś udział po raz pierwszy w dużej imprezie – zawodach pumptrack U17 podczas Crankworxa w Innsbrucku. Czy właśnie wtedy poczułaś pierwszy raz, że ta dyscyplina jest dla Ciebie?

To nie był jeden konkretny moment, raczej proces. Pierwsze zawody pumptrackowe pojechałam na Kazoorze i od razu poczułam, że ten format bardzo mi pasuje. Potem był start w Nowej Soli pod koniec 2022 roku, gdzie zajęłam 5. miejsce — wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że mogę podejść do tego bardziej na serio.

Z czasem pumptrack wciągał mnie coraz bardziej, bo łączy szybkość, rytm i koncentrację. Nie chodzi tylko o siłę, ale o czucie toru i precyzję. Crankworx Innsbruck 2024 był ważnym doświadczeniem, ale to właśnie mniejsze, lokalne zawody utwierdziły mnie w przekonaniu, że to jest dyscyplina, w którą chcę inwestować swój czas i energię.

Zdjęcie: Jan Szerling

Jakie emocje towarzyszą Ci podczas startu i jak sobie z nimi radzisz?

Przed startem zawsze są nerwy, szczególnie podczas czekania i obserwowania innych przejazdów. Z czasem nauczyłam się je akceptować i nie traktować jako czegoś złego — to po prostu znak, że mi zależy.

Gdy staję na starcie, wszystko się uspokaja. Skupiam się na torze, rytmie i czuciu roweru. Pomagają mi też małe rytuały: porządek wokół siebie, dobrze przygotowany sprzęt i chwila ciszy przed przejazdem. Duże znaczenie ma również wsparcie bliskich.

Stres nie znika, ale nauczyłam się wykorzystywać go jako paliwo, a nie blokadę.

Wcześniej trenowałaś biegi na orientację – czy doświadczenie z innego sportu pomaga Ci w startach w zawodach rowerowych?

Zdecydowanie tak — i to bardziej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Biegi na orientację nauczyły mnie przede wszystkim myślenia pod presją. Tam nie wystarczy być szybkim — trzeba podejmować decyzje w biegu, często zmieniać plan i jednocześnie pilnować techniki. Na zawodach rowerowych bardzo to czuję: szybciej analizuję tor, łatwiej zapamiętuję jego układ i potrafię reagować, gdy coś nie idzie idealnie.

Ogromną rolę odegrała też praca z emocjami. Startowałam w biegach na orientację od dziecka, więc nauczyłam się, że stres jest czymś normalnym, a nie wrogiem. Dzięki temu dziś start międzynarodowy nie paraliżuje mnie psychicznie — to raczej sygnał, że zaraz zrobię coś ważnego. Potrafię skupić się na swoim przejeździe, nawet gdy wokół dzieje się dużo.

Biegi dały mi również wytrzymałość mentalną. Tam często popełnia się błędy, gubi punkty, traci czas — i trzeba umieć biec dalej bez frustracji. W pumptracku to przekłada się na umiejętność szybkiego „resetu”: jeśli jeden przejazd nie wyjdzie, potrafię odciąć emocje i skupić się na kolejnym.

Rodzice od małego dawali mi możliwość próbowania różnych sportów — od orientacji, przez tenis, konie, wspinaczkę czy gokarty. Dzięki temu mam poczucie, że sport to coś naturalnego, a nie obowiązek. Przesiadka na rower w 2019 roku była dla mnie zmianą środowiska, ale nie zmieniła podejścia do rywalizacji. Fundament mentalny był już zbudowany — teraz po prostu realizuję go na dwóch kołach.

Zdjęcie: Jan Szerling

No właśnie – jak to się stało, że nagle znalazłaś się w rowerowym świecie?

Pod koniec 2018 roku pojechałam z tatą na Kazoorę. Na początku nie było żadnego wielkiego planu ani myśli o ściganiu — po prostu zobaczyłam ludzi, którzy jeżdżą inaczej, odważniej, z luzem. To było coś zupełnie nowego i bardzo mnie wciągnęło, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak ważne stanie się dla mnie później.

Rok później obejrzałam Red Bull Rampage i to był moment przełomowy. Pomyślałam, że chcę jeździć jak Szymon Godziek — z odwagą, ale też z wyczuciem stylu i kontroli. To nie była chwilowa fascynacja, raczej poczucie, że właśnie na to czekałam.

Zaczęłam trenować u Natalii Budner i bardzo szybko zrozumiałam, że rower to coś więcej niż sport. To sposób na wyrażenie siebie, odreagowanie i ciągłe przesuwanie własnych granic. Od tamtej pory wszystko potoczyło się naturalnie — bez presji, ale z coraz większym zaangażowaniem i przekonaniem, że to jest dokładnie to co kocham.

Pamiętam Twoje pierwsze kroki na Kazoorce, stawiane pod czujnym okiem Natalii. Nie kusi Cię, żeby pójść za rozwijającą się wśród dziewczyn w Polsce modą i iść w stronę trików na hopach?

Nie, nie kusi, próbowałam, ale to nie dla mnie. Lubię skakać, ale nie mam głowy do ciągłego przewracania się — nauka trików zwykle kończy się wywrotkami, a ja tego nie lubię. Wolę skupić się na szybkości i płynności.

Zdjęcie: Jan Szerling

Na początku sezonu byłaś razem z resztą teamu na wyjeździe przygotowawczym w Hiszpanii. Jeździłaś też na dużym rowerze. Jak czujesz się na trasach zjazdowych czy enduro? To jest Twój świat czy niespecjalnie?

Jeżdżę na trasach zjazdowych i enduro, ale nie jest to moja główna dyscyplina ani coś, w czym czuję się najlepiej przy maksymalnych prędkościach. Technicznie daję sobie radę, potrafię jechać na „dużym” rowerze i odnaleźć się w trudniejszym terenie, ale nie mam w sobie tej samej potrzeby ciągłego pchania prędkości, co w pumptracku.

Najwięcej frajdy dają mi trasy z hopkami — takie, gdzie liczy się flow, rytm i czucie roweru. W bikeparkach potrafię spędzić cały tydzień, jeżdżąc głównie linie skoczne, powtarzając je w kółko i pracując nad płynnością. To jest moment, w którym naprawdę czuję jazdę i mogę się nią cieszyć bez presji.

Zjazd i enduro traktuję bardziej jako uzupełnienie niż cel sam w sobie. Pomagają mi budować pewność siebie, kontrolę nad rowerem i technikę, ale nie czuję potrzeby ścigania się w tych formatach. Lubię jeździć dla samej jazdy — bez zegarka, bez rywalizacji, bardziej „dla głowy”. I to właśnie ten luz z jazdy w terenie potem bardzo pomaga mi na pumptracku.

Jakie masz plany na nadchodzący sezon? W jakich dyscyplinach będziesz startowała i w ramach jakich zawodów/ cyklu zawodów?

Najbliższy sezon będzie w dużej mierze podporządkowany pumptrackowi. To właśnie na nim chcę się skupić najmocniej — zarówno pod względem startów, jak i przygotowania technicznego i mentalnego. Moim pierwszym celem będzie ponowna kwalifikacja do Mistrzostw Świata, ale tym razem nie chcę tam po prostu pojechać „po doświadczenie”.

Po sezonie 2025 wiem już, czego mogę się spodziewać i gdzie mam największe rezerwy. Dlatego Mistrzostwa Świata w 2026 roku traktuję bardzo konkretnie — moim celem jest atak na pierwszą dziesiątkę. To ambitne, ale realne i właśnie takie cele najbardziej mnie motywują.

Równolegle chcę powalczyć o jak najlepsze wyniki w krajowych startach — Mistrzostwach Polski, Pucharach Polski oraz cyklu „Nie Pompujesz — Nie Jedziesz”. Ten ostatni jest dla mnie szczególnie ważny, bo jeszcze nigdy nie udało mi się wygrać klasyfikacji generalnej, a bardzo bym tego chciała.
Cały sezon planuję tak, żeby każdy start miał sens i prowadził mnie krok dalej. Nie interesuje mnie „odhaczanie” zawodów — zależy mi na systematycznym progresie i budowaniu formy, która zaprocentuje wtedy, gdy stawka będzie najwyższa.

Zdjęcie: Jan Szerling

Przed nami kolejny sezon – jak się do niego przygotowujesz? Kto wspiera Cię w Twoich działaniach?

Najważniejsze w przygotowaniach jest dla mnie regularne jeżdżenie na rowerze, najlepiej na trudnych i wymagających torach. Niestety w Polsce nie ma ich aż tak dużo, dlatego w trakcie sezonu, gdy tylko mogę, wyjeżdżam trenować albo startować za granicą. To właśnie tam mogę się najbardziej rozwinąć i nauczyć nowych rzeczy.

W praktyce wygląda to tak, że od marca do października prawie każdy weekend spędzam albo na zawodach albo na treningach — bardzo często poza Polską. To jest intensywne, ale też daje mi dużo frajdy i motywacji. Poza sezonem też nie leniuchuję. Zimą robię przygotowanie na siłowni, a jeśli pogoda pozwala, dalej jeżdżę na rowerze. Już w styczniu planuję tygodniowy wyjazd treningowy na pumptracki do Holandii, żeby dobrze wejść w kolejny sezon.

W przygotowaniach pomaga mi Train for Skills, który układa mi treningi na siłowni i na rowerze pod pumptrack. Skupiamy się na tym, żebym była mocna, szybka i wytrzymała, ale też miała dobrą kontrolę nad rowerem i ciałem. To są treningi dopasowane dokładnie do tej dyscypliny, a nie jakieś ogólne ćwiczenia.
Mam też bardzo duże wsparcie organizacyjne i sprzętowe ze strony HR Racing Team. Szymon Skowroński, jako menedżer zespołu, pomaga mi ogarniać wyjazdy, sprzęt i doradza mi w dalszym rozwoju sportowym. Oczywiście ogromne wsparcie dostaję też od rodziców, bez których to wszystko nie byłoby możliwe.

Chciałabym też bardzo podziękować osobom, które wsparły mnie finansowo, przekazując 1,5% podatku na mój cel w Fundacji Studenckiej Młodzi Młodym. Dzięki temu mogę pojechać na więcej zawodów i treningów na wymagających torach w Europie i na świecie. Zbieram środki nie tylko na wyjazdy, ale też na treningi i sprzęt rowerowy.

Jeśli ktoś z czytelników chciałby mnie wesprzeć i dołożyć swoją cegiełkę do mojej dalszej drogi sportowej, może przekazać 1,5% podatku:

KRS: 0000270261
Cel szczegółowy: Lena Szerling 26750

Każde wsparcie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

Dziękuję za wywiad, powodzenia w nowym sezonie.

Aktywność sportową Leny możecie śledzić na jej instagramie.