Początek roku, zimowy, deszczowy weekend, kawka, serniczek i to przyjemne „wodzenie palcem po mapie” (tej czeskiej;) w poszukiwanie nowego i nieznanego… Z pewnością kojarzycie to uczucie :) Planowanie wakacyjnych tras na nowy sezon to nieodłączny element przełamania roku. Skoro stare odeszło już w niepamięć, trzeba zaplanować nowe na nowo :) Nie inaczej było u mnie w 2025 roku. To właśnie wtedy, w trakcie planowania alpejskiego „euro tripu” trafiłem na informacje dotyczące górskich pętli STONEMAN, rozsianych po Europie. Najbardziej zainteresowała mnie ta ulokowana w Dolomitach a dokładniej rzecz ujmując na pograniczu Dolomitów oraz Tyrolu.

Ten moment, kiedy przestajesz scrollować mapy, a zaczynasz faktycznie planować coś „grubszego”, jest zawsze taki sam. Trochę ekscytacji, trochę niedowierzania i to ciche pytanie w głowie: czy to w ogóle jest w moim/naszym zasięgu? STONEMAN od początku pachniał właśnie takim wyzwaniem, nie trasą „na weekend”, tylko projektem, który wymaga przygotowania oraz podjęcia kluczowych decyzji.


Co to jest STONEMAN Dolomiti?

43ride na STONEMAN Dolomiti Trail

STONEMAN Dolomiti to pierwotna i najbardziej znana trasa z rodziny STONEMAN. Klasyczna pętla MTB na pograniczu Włoch i Austrii, poprowadzona przez Dolomity (głównie Alto Adige / Południowy Tyrol oraz częściowo Veneto i Tyrol Wschodni). Licząca ok. 115 km i 4 000-4 700m przewyższenia (zależy od kierunku pokonywania trasy), złożona z licznych podjazdów i technicznych zjazdów w terenie górskim. Stanowi samodzielne wyzwanie rowerowe stworzone przez Rolanda Staudera, które można pokonać w jeden, dwa lub trzy dni, a jego ideą jest emocjonująca przygoda, bliski kontakt z naturą i osobiste przekraczanie własnych granic. Ukończenie całości wraz z zaliczeniem wszystkich punktów kontrolnych nagradzane jest statusem „finishera” i charakterystycznym trofeum STONEMAN.

W teorii brzmi to jak kolejna „legendarna pętla”. W praktyce szybko okazuje się, że STONEMAN nie jest trasą, którą po prostu odhaczasz. To raczej seria długich rozmów z samym sobą, na podjazdach, na przełęczach, w momentach, gdy zjazd przestaje być nagrodą, a zaczyna być kolejnym testem koncentracji i kondycji.

Kluczowe elementy formuły Stoneman

  • Trasa nie jest wyścigiem, nie mierzy się czasu, tylko liczy ukończenie całego wyzwania.
  • Istnieją różne warianty: MTB (górski), Road (szosowy) i Hike (pieszy) w ramach tej samej koncepcji.
  • Uczestnicy nabywają pakiet startowy z mapami/GPS i bransoletką do potwierdzania punktów kontrolnych.
  • Za ukończenie, niezależnie czy w jeden, dwa czy trzy dni otrzymuje się ręcznie wykonane trofeum oraz wpis na listę finisherów.

Pomysłodawca i geneza

Roland Stauder, były profesjonalny zawodnik MTB z Południowego Tyrolu jest pomysłodawcą i głównym realizatorem koncepcji STONEMAN. Po ponad 20 latach kariery wyścigowej, w której zdobywał sukcesy w wyścigach międzynarodowych i pucharach świata, Stauder postanowił stworzyć coś, co łączy sportową przygodę z głębszym doświadczeniem natury, bez presji rywalizacji czasowej.

Stauder zaplanował i wytyczył pierwszą trasę STONEMAN Dolomiti oraz oznaczył ją charakterystycznymi punktami i oznaczeniami (np. kamiennymi figurkami „Stoanerne Mandln”), nawiązującymi do lokalnych tradycji i od 2009 r. rozpoczął jej promocję jako indywidualnego wyzwania przygodowego.

Realizacja pętli STONEMAN może, ale nie musi, wiązać się z kosztami. Opcjonalny pakiet startowy (bransoletka, mapa, punkty kontrolne i trofeum w cenie ok. 25-29 €) jest tylko dodatkiem. Samą trasę bez problemu można przejechać na własnych zasadach, bez opasek, stempli i całej „oficjalnej” otoczki – wybór należy do Ciebie i nikt nie będzie Cię za to ganić.

I to jest w tym wszystkim najfajniejsze. STONEMAN niczego nie narzuca. Możesz jechać „oficjalnie”, możesz po swojemu. Góry i tak wystawią rachunek, niezależnie od tego, czy masz na ręce bransoletkę czy nie.

Na oficjalnej stronie znajdziesz więcej interesujących Cię informacji: www.stoneman.bike/en/

Tyle jeśli chodzi o lekcję historii i genezę szlaku…

STONEMAN Dolomiti Trail

Plany a rzeczywistość

Nasz pierwotny plan zakładał przelot pełną pętlą STONEMAN MTB w ciągu 2 dni (tak to sobie policzyliśmy). Po przyjeździe w Alpy okazało się że do dyspozycji mamy 1,5 dnia dobrej pogody, po których miało nadejść bardzo gwałtowne jej załamanie. Jazda w trakcie burzy, szlakami po graniach leżących wyżej niż najwyższy szczyt Polski (2500m), nie jest tym co lubimy. Choć z pewnością taki przelot niesie ze sobą niesamowity ładunek emocji – razem z prądem.

Cóż było czynić? Trasę podzieliśmy na dwa fragmenty możliwe do realizacji w dowolnym terminie. Na początek zabraliśmy się za odcinek Sillian (Au) – Candide / Comelico Superiore (It). To 37km jazdy górskimi drogami i singletrailami, absolutny „creme del’a creme” Alpejskich szlaków, trasa która jakościowo i widokowo urywa głowę razem z dupą przez co później trzeba je wieźć w plecaku ;)


3, 2, 1… Start!

07 sierpnia 2025, Austria, Sillian, 5:30 rano. Szybkie śniadanie, kawa, przegląd zawartości spakowanego wcześniej plecaka i weryfikacja prognoz pogody. W trasę startujemy równo o godzinie 8:00. O tej porze roku przed nami 12 godzin „dnia” i około 75km jazdy z +/- 2500m przewyższeń, powinniśmy się wyrobić. Po opuszczeniu apartamentu na „dzień dobry” mamy do zrobienia 1390m w górę na odcinku 10km – nogi bolą na samą myśl ale cóż czynić, trzeba kręcić.

Poranki w Alpach mają w sobie coś specyficznego. Cisza jest zbyt idealna, powietrze zbyt rześkie, a nogi jeszcze zbyt świeże, żeby uwierzyć, co je czeka za kilka godzin. Ten pierwszy etap zawsze jest trochę oszustwem. Wszystko wydaje się łatwiejsze, niż będzie później.

Szutrowy podjazd „na analogach” pod schronisko Sillianer Hutte, zajął nam około 3,5-4h, w trakcie których robiliśmy krótkie postoje na podziwianie coraz to lepszych widoków. Pierwszy dłuższy postój (około 0,5h) robimy właśnie tam, w schronisku położonym na wysokości 2450m. Z menu wybieramy lokalną zupę z dwiema wielkimi kluchami, jakieś ciasto, espresso (w sumie ok 20 euro/osoba) na pobudzenie i lecimy dalej.

Ten podjazd nie jest techniczny, ale jest długi, jednostajny i bezlitosny. To typowy alpejski test cierpliwości. Nie wygrywa ten, kto kręci najmocniej, tylko ten, kto potrafi utrzymać swoje tempo przez kilka godzin.


Creme del’a creme – zjazd

Skala trudności tej części pętli nie jest wysoka, momentami sięga okolic P3+ w skali G3Riders (średnio trudna), jest natomiast intensywna fizycznie. By pokonać ją na analogu trzeba dysponować czymś więcej niż podstawową kondycją. Nie wiem jak to ująć dokładnie ale jeśli w sezonie siadasz na rower raz w tygodniu, ta trasa nie jest dla Ciebie :( Wolę uprzedzić by nie narobić nikomu kłopotu po tym jak narobię mu smaka ;)

Technicznie nie jest to skala, która straszy 2 metrowymi dropami, choć czasem straszy ekspozycją. To zmęczenie, które narasta powoli i odbiera precyzję w trakcie długiego zjazdu. Linie szlaku są logiczne, flow naturalne, ale każde spóźnione hamowanie może kosztować więcej, niż powinno.

Co istotne, pętla STONEMAN nie jest rekomendowana dla elektryków. To nie wymysł a zalecenie samego projektanta Rolanda Stauder’a. Wynika to głównie z faktu iż są miejsca w których, rower trzeba nosić. Mam jednak wrażenie że wysportowany mężczyzna lub silna kobieta, z takim wysiłkiem sobie poradzą. Pytanie jednak czy lub bardziej jak poradzi sobie z tym akumulator? Tego dnia wykręciliśmy 2437m przewyższenia. W górskim odcinku trasy, miejsca ładowania są dwa: Leckfeldalm oraz Sillianer Hütte. Później dopiero na odcinku powrotnym w miejscowości Comellico-Superiore.

Stoneman w tej wersji jest bardzo „analogowy”, wymaga pracy ciałem, nie zarządzania baterią. Momentami przypomina bardziej długą wyprawę niż klasyczną pętlę MTB.

Najwyższy punkt trasy (2528m) zaliczamy po Włoskiej stronie, w okolicach szczytu Cima del Pulle. Tak w zasadzie od tego momentu zaczyna się zjazd. Przed nami około 17km zjazdu z deniwelacją sięgającą 1200m. Myślałam że to będzie to dla nas zwykła formalność ale na tej wysokości zmęczenie wchodzi trochę mocniej. W okolicach 2 000 m n.p.m. spadek VO₂max wynosi 5-10%; czuć to przy intensywnych podjazdach. A „mikro” podjazdy na trasie owszem są. Na 2500m obniżenie mocy progowej i maksymalnej jest już wyraźnie zauważalne. Tempo, które na nizinach było komfortowe, na tej wysokości staje się dla nas wyraźnie cięższe. Na podjazdach, na podejściach tętno rośnie niemiłosiernie szybko a serce wali jak młot.

W takich momentach góry nie pozwalają udawać formy. Wszystko wychodzi na wierzch, brak snu, zbyt szybkie tempo na początku, zbyt mało jedzenia, zbyt rzadkie nawadnianie. W takich momentach zjazd przestaje być „nagrodą”, a zaczyna być kolejnym zadaniem do wykonania.

Co ciekawe, na grani przez większą część dnia było zaskakująco ciepło bo około 21*C. Jak na wysokości około 2500 m n.p.m. było wręcz letnio. Mimo to mieliśmy ze sobą dodatkowe warstwy w plecakach, które po zmroku okazały się absolutnie kluczowe. Temperatura po zmroku w dolinach spadła do około 13*C. To jedna z tych alpejskich lekcji, o których warto pamiętać: ciepłe ubrania, zapas wody i lekki prowiant to nie opcja, tylko obowiązek. Owszem, są schroniska i miasteczka w dolinach, ale realnie coś zjesz czy kupisz dopiero po zakończeniu długiego zjazdu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zjeżdżał z pętli tylko po to, żeby kupić batonika i wracać na szlak. A nawet gdyby próbował, taka akcja zajmie mu na analogu pewnie pół dnia ;)

Między innymi właśnie za to lubimy takie trasy. Za wymagania, które zmuszają do myślenia, za przestrzeń, która nie wybacza bylejakości i za to uczucie na końcu dnia, kiedy wiesz, że wszystko zagrało – głowa, nogi, pogoda i decyzje podjęte po drodze. Stoneman Dolomiti nie jest trasą „na raz”. To historia, do której się wraca. My na pewno wrócimy ale najpierw musimy ją ukończyć ;)

Trawers Col Quaternà

Kontynuujemy naszą podróż aż do drogowskazu Sentiero della Pace. Z tego miejsca praktycznie już tylko lecimy w dół. Choć kolejne kilometry pasma Costa della Spina pokonujemy szybko (z przerwami na zdjęcia – dużo zdjęć), ten zjazd przeciąga się w nieskończoność . Chwilo trwaj! Chciało by się krzyknąć ale trochę szkoda na to energii ;) Kiedy w końcu logujemy się na pierwszym asfalcie w miasteczku Casmazzango, czujemy zmęczenie wyraźniej niż po pierwszym podjeździe. Było fenomenalnie jednak dopiero teraz osiągnęliśmy półmetek trasy. Przed nami kolejnych 38km na których dołożymy jeszcze +/- 500m w górę. Wracamy do Austrii, na metę w miejscowości Sillian czyli do miejsca, z którego wystartowaliśmy.

Costa della Spina to jeden z tych fragmentów trasy, które zostają w głowie długo po powrocie do domu. Długi, rytmiczny, miejscami hipnotyzujący zjazd z niesamowitymi ilościami tego co nazywam FLOW. Kiedy w końcu pojawia się asfalt, czujesz ulgę… ale też lekki żal, że to już.

Wojtek

Właśnie wtedy dociera do mnie myśl, że STONEMAN nie kończy się na jednym zjeździe, on kończy się dopiero wtedy, gdy zamykasz pętlę i możesz w końcu usiąść, zdjąć kask, przestać liczyć metry w pionie i pomyśleć o tym co się właśnie wydarzyło. Ale to piękne uczucie jeszcze przed nami…


Powrót

Końcówka pętli i sam powrót, chociaż bardzo długi (38km) okazała się dla nas cichym sprzymierzeńcem. Na odcinku Comelico Superiore -Sexten / Sesto – Innichen / San Candido – Sillian wracamy dwiema różnymi dolinami. Najpierw Sextental (Valle di Sesto) we Włoszech, a później Hochpustertal / Alta Pusteria w Austrii. W głowach mamy już tylko „jak najszybciej do domu”, teren robi nam ogromną przysługę, praktycznie przez cały ten fragment trasy jest lekko z górki. Niby detal, ale przy narastającym zmęczeniu, po wielu godzinach wysiłku robi to kolosalną różnicę. Do apartamentu w Sillian logujemy się po zachodzie słońca, dokładnie o 21:50, blisko 14h godzin od startu. Jednak nie zdążyliśmy za dnia ;) ale na tym etapie trasy nie miało to już żadnego znaczenia.

Wróciliśmy zmęczeni, brudni, z głowami pełnymi alpejskich widoków, ale autentycznie szczęśliwi, że całą trasę zrealizowaliśmy bez żadnych problemów. Pogoda była idealna, przygotowanie fizyczne i sprzętowe zagrało tak, jak powinno, a wszystko złożyło się w jeden z tych dni, które długo zostają w pamięci. Ba! Ten wyjazd w naszych głowach zostanie już na zawsze :) Tak, wiem że co roku pisze to samo o innym miejscu i o innej górze (rok temu pisałem to o wyjeździe na Matajur) ale serio, STONEMAN to jest absolutny SZTOS i trasa z serii EPIC sh…t :D Takich tras się po prostu nie zapomina.


Mapa i statsy

74km / 2437m / 7h55min (w ruchu) / 12h całość / 4500kcal / Ślad trasy do pobrania w pliku .GPX

Ślad trasy wygenerowany w aplikacji: mapy.com


Tips & Tricks dla STONEMAN Dolomiti

PRZED WYPRAWĄ

  • Planuj z wyprzedzeniem i sprawdzaj prognozy pogody: w Alpach pogoda zmienia się dynamiczniej niż w niższych górach; nawet w ciągu jednej godziny piękna słoneczna pogoda może zmienić się w burzowe, elektryczne szaleństwo.
  • Spakuj się z głową, zabierz dodatkową warstwę: na grani może być ciepło w ciągu dnia, ale wieczorem i po zmroku temperatura w dolinach potrafi spaść o kilkanaście stopni.

SPRZĘT I EKWIPUNEK

  • Zadbaj o odpowiedni rower MTB z dobrymi oponami i hamulcami: grip i pewność prowadzenia to Twoi najlepsi kumple na trasie. Noo moim była Ania to wiadomix ale i tak bardzo lubię się z moimi hamplami ;)
  • Pojemne bidony / camelbak + przekąski są koniecznością: schroniska i sklepy są poniżej linii zjazdów, więc nie licz, że „po drodze” szybko coś kupisz.
  • Zabierz gotówkę: chociaż w górskich schroniskach zapłacisz kartą to (o ironio) w małych sklepikach w miasteczkach położonych w dolinie, może być z tym problem.
  • Powinienem wspominać o podstawowych narzędziach – pompce/multitoolu/dętce? To nie wspominam bo przecież to wszystko już wiesz :)

NA SZLAKU

  • Rozplanuj tempo i regenerację: to nie sprint, na podjazdach nogi i tętno szybko się weryfikują moc i możliwości, równomierne tempo procentuje.
  • Potraktuj każdy zjazd jak kontynuację wysiłku: intensywność zjazdu nie zawsze oznacza przyjemność, przy zmęczeniu praca rąk, nóg i ciała, ocena linii i koncentracja kosztują dużo więcej.
  • Weź pod uwagę, że wysokość ma znaczenie: spadek mocy i wytrzymałości w okolicach 2000–2500 m jest realny nawet u dobrze przygotowanych poławiaczy wrażeń.

Tyle porad i opisów, baw się dobrze na trasie i ciesz się życiem :)