Zima w roku 2026 nie odpuszcza i daje wyjątkowo dużo czasu, żeby pomyśleć nad modyfikacjami sprzętu zanim zacznie się typowa jazda bikeparkowo-górska. Dzięki uprzejmości Polskiego importera, czyli firmy Gregorio F.H. update mojego „speceła” szaczynam od jednego z ważnych punktów styku roweru ze mną, a mianowicie peda… platform. Co w temacie przyczepności oferuje Kanadyjskie złoto od Race Face, czyli model Turbine? Co pokrywa dożywotnia gwarancja: Lifetime warranty – crashes included? Zapraszam do lektury.

Race Face Turbine

Race Face to absolutnie klasyczny Kanadyjski producent części i akcesoriów. Ich siedziba znajduje się w Vancouver nieopodal słynnego regionu „North Shore”. Ich części od zawsze były dedykowane głównie fanom jazdy grawitacyjnej. Sami twórcy twierdzą, że przede wszystkim zaczęli robić komponenty, bo w tamtych czasach nie można było tak łatwo dostać czegoś co wytrzyma ekstremalna jazdę. Lata lecą, a Race Face nadal pozostaje ważnym graczem na rynku, pomimo tego, że konkurencyjnych marek w podobnym klimacie jest obecnie na prawdę dużo. Seria komponentów Turbine to jeden z nowych projektów Race Face. Skierowana jest ona do wymagających użytkowników, którzy chcą poszaleć w terenie, nie zawracając sobie głowy pytaniem: czy sprzęt to wytrzyma? Nie będą to najlżejsze komponenty, które pozwolą Ci urwać setne sekundy podczas wyścigów, ale zapewnią Ci komfort, jakość i przede wszystkim wytrzymałość. Aby podkreślić niezawodność sprzętu, cała seria Turbine czyli: kierownice, mostki, korby, platformy i koła, objęte są dożywotnią gwarancją producenta, która pokrywa również defekty związane z wypadkami!

Platformy Race Face Turbine

Na pierwszy rzut oka platformy Race Face Turbine nie różnią się zbytnio od innych konstrukcji dostępnych na rynku. Szeroka platforma z aluminium oparta jest na klasycznej osi ze stali Cr-Mo. Platformę wypełnia po 11 pinów na stronę. Jeśli ktoś liczy na super niską wagę, to raczej musi szukać gdzie indziej. Waga pary to 419 g, czyli wynik, który nie wybija się ponad konkurencyjne konstrukcje. Jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na kształt platformy. Nie jest ona zupełnie płaska, ale delikatnie wklęsła. Przednia część platformy jest mocniej podniesiona niż tylna. Wszystko zostało tak policzone i wykończone, żeby nacisk stopy był naturalny, ale też żeby maksymalnie zwiększyć przyczepność buta. W mocnym trzymaniu pomagają też wysokie piny. Są one wkręcane od spodu, natomiast od góry mają kształt 6-cio kąta.

Naturalne odczucia i maksymalny grip, zapewnia też fakt zastosowania absolutnie klasycznej i sprawdzonej konstrukcji łożyskowania. Mamy tu dobrze uszczelnione niewielkie łożysko oraz ślizg. Dzięki temu nie występuje tu żadne powiększenie kształtu w okolicy głównego łożyska (jak np w modelu Atlas) i możemy dowolnie korzystać z całej powierzchni platformy. Platformy Race Face Turbine głównie nastawione są na jak najlepsze trzymanie buta i świadczyć może też o tym fakt, że prosto z pudełka wyjmujemy je z pinami wystającymi na 6 mm. Jeśli dla kogoś to zbyt dużo, to w komplecie otrzymujemy zestaw podkładek, którymi możemy je obniżyć. Mamy też zapasowe 4 piny. Jeśli ktoś dba o detale kolorystyczne swojego sprzętu to większość komponentów Turbine dostępna jest w kilku kolorach. Platformy można nabyć w klasycznej wersji czarnej, widocznej tu złotej (oficjalna nazwa koloru „Kashmoney”), srebrnej, pomarańczowej, niebieskiej, czerwonej lub fioletowej.

Dożywotnia gwarancja Race Face uwzględniająca wypadki na trasie

Poszczególne komponenty Race Face, włączając w to platformy Turbine, objęte są dodatkową dożywotnią gwarancją producenta. Ważny jest fakt, że Race Face uwzględnia również wszystkie te defekty, które powstały podczas wypadków na trasach. Coś nie poszło w bike parku, albo nagle na trasę wyskoczyło Ci drzewo? Zdarza się. Nie musisz wymyślać wymówek, że to była tylko jazda po bułki do sklepu. Napisz wprost co się stało i nie powinno być problemu z wymianą części na nową. Jednak zanim zaczniesz kalkulować, że będziesz sobie zmieniać kolory części co roku na nowe, sprawdź ograniczenia tego systemu. Gwarancja nie obejmuje uszkodzeń podczas transportu roweru np. gdy przewożąc go na dachu samochodu, nie dojrzysz niskiego przejazdu. Dożywotnia gwarancja nie dotyczy też łożysk i części, które podlegają naturalnemu zużyciu podczas użytkowania. Po dokładne informacje o wyłączeniach najlepiej udać się na dedykowaną stronę Race Face, gdzie jest to dokładnie rozpisane. Nie wszystkie produkty Race Face pokryte są tą dodatkową dożywotnią gwarancją, potwierdzeniem jest odpowiedni dopisek przy ofercie sprzedaży konkretnego komponentu. Pozostałe produkty Race Face pokryte są oczywiście standardową gwarancją producenta. Zgłoszenia można dokonać bezpośrednio u sprzedawcy, albo u Polskiego importera czyli firmy Gregorio F.H.

Platformy Race Face Turbine – Pierwsze wrażenia

Platformy Race Face Turbine od razu trafiły do mojego roweru służącego głównie do upalania w górach. Zarówno w bike parkach jak i na enduro, przez ostatnie 2 sezony głównie towarzyszyły mi platformy Specialized Boomslang. Bardzo cienkie, z mocno wystającymi pinami, sprawowały się dobrze, chociaż częstotliwość serwisowania łożysk była wyjątkowo duża. Bardzo cienka platforma odznaczała się też dużym zgrubieniem w okolicy głównego łożyska i trochę ograniczała swobodę korzystania z platformy. Race Face Turbine, ma najbardziej klasyczną konstrukcję osi i łożysk z możliwych. Przez to sama platforma jest grubsza, ale za to nie ma żadnych dodatkowych zgrubień. Osobiście jestem fanem tych bardziej wklęsłych kształtów platform. Uważam, że w terenie podnosi to współpracę z podeszwą buta i jest to ważniejsze niż zastosowanie większej ilości, lub po prostu dłuższych pinów.

Do tej pory nie miałem zbyt dużo okazji aby przetestować platformy Race Face Turbine w typowo górskim terenie, ale już na luźnej zimowej sesji w zimowych warunkach, czuć było bardzo dobry grip. Sześciokątne piny bardzo mocno wgryzają się w podeszwę butów Endura MT500. Już w poprzednich Boomslangach nie narzekałem na brak przyczepności, ale tutaj odczuwalnie jest jeszcze lepiej. Wydaje mi się że to może być kwestia nieco większej średnicy pinów, które dodatkowo mają kształt 6-cio kąta. Test długodystansowy jeszcze przed nimi, ale zdecydowanie nie obawiam się ruszyć z nimi na podbój bike parków i górskich tras. Komfortu zdecydowanie dodaje też fakt, że platformy Race Face Turbine pokryte są dodatkową dożywotnią gwarancją producenta, która uwzględnia efekty wypadków na trasie. Polski dystrybutor Gregorio F.H. zapewnia też dostępność zestawów naprawczych jeśli chodzi o łożyska.

Platformy Race Face Turbine – Podsumowanie

Platformy Race Face Turbine zdecydowanie zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Od razu widać, że jest to produkt wysokiej jakości. Bardzo cenię również podejście firmy Race Face, która podkreśla swoją wiarę w produkty serii Turbine dając dożywotnią gwarancję, która pokrywa też uszkodzenia w wyniku gleb i wypadków. Takie podejście do klienta niestety niesie też za sobą sporą cenę. Kwota prawie 900 zł w żadnym wypadku nie jest niska. Pozostaje mieć nadzieje, że zgodnie z warunkami gwarancji jest to bardzo długoterminowa inwestycja w niezawodny sprzęt.

O marce Race Face

Race Face to kultowa kanadyjska marka, która od lat produkuje części i akcesoria przeznaczone przede wszystkim do rowerowej grawitacji. Jej twórcy rozpoczęli przygodę z tworzeniem nowych komponentów w czasach kiedy „normalne” części nie wytrzymywały ich jazdy po trasach słynnego kanadyjskiego regionu „North Shore”. Race Face niezmiennie produkuje najwyższej klasy komponenty, używane przez topowych freeriderów na świecie.

Oficjalna strona: raceface.com
Dystrybucja: gregorio.pl
Media: facebook, instagram, youtube