O minionym sezonie słów kilka – Patrycja Przybysławska

Rozpoczynamy cykl wywiadów z triumfatorami klasyfikacji generalnej Pucharu Polski 2020.

Przypomnijmy, że pierwotnie sezon składał się jedynie z dwóch edycji rozgrywanych w Czarnej Górze, z czego druga odbywała się w randze Mistrzostw Polski. Tuż po zakończeniu Mistrzostw Polski DH, Polski Związek Kolarski sprawił nam niespodziankę i poinformował zawodników o organizacji kolejnej rundy w Kluszkowcach. Ostatecznie doszła jeszcze edycja w Zakopanem, rozgrywana po zmroku.

Wszystkim zawodnikom, którzy uzyskali najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej tegorocznego, nietypowego, sezonu zjazdowego zadaliśmy te same pytania.

Zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

Justyna John, 43RIDE: Tegoroczny sezon jest chyba najdziwniejszy w całej historii polskiego zjazdu. Bywały lata, w których odbywały się po 2-3 edycje, jednak w tym roku do samego końca nie byliśmy pewni, czy zawody się odbędą. Jakie są Twoje odczucia dotyczące minionego sezonu?

Patrycja Przybysławska, zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Pucharu Polski DH w kat. Kobiety: Miniony sezon początkowo zapowiadał się fatalnie, te zawody przesunięte, tu zawody odwołane. Nawet po podaniu nowych terminów towarzyszył mi strach, że jednak zawody się nie odbędą ze względu na panującą pandemię. Jednak wraz z pierwszym startem wszystko się ułożyło, a także dowiedzieliśmy się o dwóch dodatkowych edycjach Pucharu Polski w Kluszkowcach i na Harendzie, których początkowo nie przewidywano. Niestety dużym minusem tego roku jest to, że wszystko zostało ściśnięte w bardzo krótkim czasie, zwłaszcza we wrześniu, kiedy co tydzień odbywały się zawody.

Która z tegorocznych edycji najbardziej przypadła Ci do gustu i dlaczego?

Najbardziej do gustu przypadły mi Mistrzostwa Polski w Czarnej Górze. Trasa była bardzo techniczna i świetnie przygotowana. Długie sekcje z korzeniami były naprawdę wymagające. Z powodu piątkowych deszczów na treningach trasa była wilgotna, a korzenie śliskie co skutkowało wieloma komicznymi glebami w moim wykonaniu. Na tej edycji pojawiło się wiele kobiet, a więc było się z kim ścigać. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie na zawodach i trasach pojawi się nas więcej. Dodatkowo w Czarnej Górze panowała świetna atmosfera i zapewniono zwycięzcą moją ulubioną atrakcje, czyli lanie szampanem.

Zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

Czego brakowało Ci podczas minionego sezonu?

Najbardziej w tym roku brakowało mi co rocznego udziału w Glemmride Festival w austriackich Alpach, na którym od dwóch lat już świętowałam rozpoczęcie wakacji. Niestety przez trwającą pandemie zawody zostały przesunięte na lipiec przyszłego roku. Dla mnie osobiście był to must have by dobrze zacząć wakacje, dlatego ubolewam nad tym, że się w tym roku nie odbył. Oprócz tego brakowało mi regularnego majowego Joya z tłumami kibiców, wystawców i testami rowerów, bo jednak sierpniowa edycja już nie miała takiego klimatu dodatkowo odbywała się bez publiczności, odwołano także wystawców i testy rowerów.

Zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

A jakieś pozytywy?

Dużym plusem jest to, że pomimo wielu przeciwności udało się zorganizować sezon i trochę się wspólnie pościgać. Zwłaszcza jestem podekscytowana ilością kobiet, które w tym roku poznałam i z którymi miałam przyjemność pojeździć. Także bardzo zadowolona jestem z moich tegorocznych wyników i czasów jakie uzyskałam na poszczególnych zawodach. Pomimo, że sezon był dosyć nietypowy nie spisuje go na straty. Dzięki różnorodności tras i warunków wiem nad czym muszę popracować w trakcie zimy, by w przyszłym roku wrócić jeszcze szybsza!

Ostatnia edycja Pucharu Polski odbyła się nietypowo, bo finały, tradycyjnie już dla zakończenia sezonu na Harendzie, rozegrano po zmroku. Czy taka formuła dla zawodów rangi Pucharu Polski to w Twojej opinii dobry pomysł?

Zjazd po zmroku to bardzo ciekawe i dość nietypowe doświadczenie. Mi osobiście niestety niekoniecznie przypadło do gustu. Może to wynikać ze zbyt słabego przygotowania, gdyż zjeżdżałam z tylko jedną lampką, dodatkowo zamontowaną na kierownicy co miejscami utrudniało widzenie trasy. Myślę, że zjazd w ciemności mógłby być idealną dyscypliną, by uatrakcyjnić zawody, jednak niekoniecznie nadaje się na finałową edycję Pucharu Polski.

Zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

Przed nami jesień, a więc czas roztrenowania, ale i myślenia o kolejnym sezonie. Masz już pomysły na rok 2021?

Jesień to czas roztrenowania jednak ja nie planuję zwalniać tempa. Dopóki pogoda pozwoli będę trenować w górach, ale także w domu, by jak najlepiej przygotować się do przyszłego sezonu. Na razie na rok 2021 zapatruję się jak na daleką niepewną przyszłość, gdyż nikt tak naprawdę nie wie czy w przyszłym sezonie wrócimy do zawodów w formie jaką dotąd znaliśmy. Jednak staram się być pozytywnej myśli i trzymam kciuki, że wszystko będzie dobrze. Jeżeli sytuacja pandemiczna pozwoli planuję stawić się na IXS European Downhill Cup oraz obowiązkowo pojawić się na Mistrzostwach Polski.

Jeszcze raz gratulujemy tegorocznych sukcesów!

Zdjęcie: Jacek Kaczmarczyk

Śledźcie Patrycję na: