W POSZUKIWANIU DROGI …..

,,Wielkie osiągnięcia mają swój początek w głowie.”

Dlaczego Stefan jeździ pięć lat, ale nie przeskoczył jeszcze żadnej hopki, a Józek wręcz przeciwnie, po 3 miesiącach nie jeździ, a wręcz lata na rowerze?!

W 43RIDE znaleźć można już niemal wszystko, ALE… to czego nam jeszcze brakuje, to psychologicznych aspektów sportu, czyli wszystkiego, co wiąże się z tym dlaczego zawodnik wybiera rower, a nie gimnastykę akrobacyjną, po co to robi, czyli jaka kieruje nim motywacja, jak radzi sobie ze stresem podczas zawodów oraz wiele innych aspektów, o których warto wiedzieć. Stąd pomysł, by zapoczątkować cykl artykułów na temat tego bardziej psychologicznego, duchowego aspektu sportu.

Z dokonań psychologów sportu nie czerpią tylko i wyłącznie profesjonalni zawodnicy sportowi, ale także coraz większa liczba amatorów. Zaczynając interesować się danym sportem ludzie często myślą, że wystarczy kupić sobie dobry sprzęt, deskę, rakietę tenisową czy rower plus całe oprzyrządowanie do danej dziedziny sportu, części ochronne – kaski, rękawiczki, narty, obuwie i po prostu sukces gotowy. No tak wiadomo, że nic z powietrza się nie bierze i tak idąc z myślą, iż „trening czyni mistrza” idziemy na kort czy stok i trenujemy. Poprawiamy nasze umiejętności techniczne oraz możliwości ruchowe. A gdy jeden element nie wychodzi za pierwszym razem to za dwudziestym wyjdzie, bo go wyćwiczymy. Ale sam trening fizyczny to nie wszystko, zdarza się tak, że osiągając pewien poziom nie pójdziemy już do przodu, staniemy w miejscu lub ciągle coś nam będzie stało na przeszkodzie, żeby np. czysto wykonać serwis. Dlaczego?

 

       Aby osiągnąć dobry wynik sportowy i tym samym odnieść sukces, zawodnik nie może być przygotowany jedynie pod względem sprawnościowym – fizycznym. Człowiek jest integralną częścią i żeby mógł w pełni funkcjonować, także w sporcie, musi rozwijać równolegle trzy sfery: fizyczną, umysłową i psychiczną. Nasza psychika, jak się okazuje, ma bardzo duży wpływ na osiągi, stąd też ważne są takie procesy jak motywacja, zaangażowanie, opanowywanie lęku przed zawodami. Z drugiej strony sama psychika również nie wystarczy, bo tylko psychiką nie skoczymy daleko.

Znany psycholog sportu Jan Blecharz, trener w kadrze Adama Małysza, mówił: “trzeba trenować umysł jak ciało”, taką właśnie ścieżką musi podążać każdy, kto chce coraz lepiej jeździć, poprzez opanowywanie własnych emocji oraz kontrolę nad nimi, koncentrację przed startem, pracą nad pewnością siebie. Czasami do zawodów przygotowujemy się bardziej lub mniej, dłużej lub krócej, ale w oczekiwany dzień zawodów o danej godzinie musimy być w jak najlepszej kondycji, a takich, którzy uważają, że powinni wygrać punkty, czy nagrodę główną i stanąć na podium jest więcej niż tylko Ty. W takich sytuacjach szczególnego znaczenia nabiera stan psychiczny danego zawodnika, wygra ten, który nie da się zdominować stresowi.

Rozmawiałam niedawno z zawodnikiem startującym w zawodach downhillowych na Wyspach Brytyjskich, który opowiadał, jak to po raz pierwszy zdarzyło mu się, że przez cała trasę zjazdu nie mógł się skoncentrować, ciągle się rozpraszał, a przez to popełnił sporo błędów i w rezultacie stracił sporo czasu i zajął gorsze miejsce. Później analizując całą sytuację nie potrafił odpowiedzieć sobie dlaczego – tłumacząc, iż ,,tak się jakoś stało po prostu”. No właśnie, po prostu. Generalnie sport jest działalnością człowieka w warunkach ekstremalnych, trzeba przekraczać różne bariery, związane ze swoim ciałem, ze zmęczeniem, ze swoimi słabościami, a sam downhill chociażby jest tutaj podwójną ekstremą, bo jest SPORTEM i SPORTEM EKSTREMALNYM. To takie reklamowe 2 w 1. Chyba nie ma ridera, który stojąc u szczytu by się nie bał, zawsze czuje się lęk, bądź chociażby ten dreszczyk ekscytacji, jest to całkowicie normalne, a lęk który wtedy towarzyszy to lęk biologiczny – lęk o własne zdrowie i życie.  Zawodnicy, którzy uprawiają sport o wysokim stopniu ryzyka, jak kolarstwo zjazdowe czy skoki narciarskie muszą nauczyć się blokować ten naturalny mechanizm lęku, którego skutki są odroczone w czasie, bo często zdarza się tak, iż symptomy tego lęku odczuwa się po skoku/zjeździe w postaci np. drżenia nóg.

 

Na różnych warsztatach i konferencjach poświęconych psychologii sportu, trenerzy różnych dyscyplin potwierdzają, że kluczem do sukcesu i ciągłego polepszania poziomu (nie ważne czy trenujemy dla siebie, dla zabawy czy bardziej profesjonalnie)  w sportach obarczonych wyższym stopniem ryzyka i stresu jest, obok własnych zdolności (nie każdy może zostać baletnicą :) ) przemyślany, konsekwentny trening – dzisiaj zrobię to i to, będę ćwiczyć wchodzenie w zakręt itd., a także możliwość sprawdzania siebie, a co za tym idzie przekonywania się o własnych możliwościach,  które podwyższają nasze pozytywne doświadczenia tak, że aż chce się jeździć i skakać! Zdaję sobie sprawę, że ogromna część riderów jeździ jak mówi dla ,,siebie”, dla fun’u, dla adrenaliny i to ich satysfakcjonuje. Nie wszyscy będą mieli chęci lub też aspiracje do startu w zawodach, bez względu jednak dla jakiej idei się jeździ, warto szlifować nie tylko swoje umiejętności rowerowe, ale także te charakterologiczne, które pozwalają rozwijać samego siebie i jeździć coraz lepiej.

Życzę tego wszystkim riderom, by szukając przygody, znaleźli coś więcej.

 

Kinga Kęska