PROMOCJA BLACK FRIDAY: JERSEY RUNO.DESIGN x 43RIDE

Gdy zaczynaliśmy pracę nad przygotowaniami do tegorocznego festiwalu wiedzieliśmy, że dojdzie do przełomu. W sezonie 2021 zrozumieliśmy, że znaleźliśmy się w miejscu, w którym nasza impreza mogła albo mocno się rozwinąć, albo obniżać swój poziom i powoli znikać z polskiej sceny MTB. Dla nas wybór był prosty, ale po drodze napotkaliśmy sporo nieplanowanych przeciwności losu, z którymi musieliśmy sobie poradzić. Na całe szczęście wspólnymi siłami rozwiązaliśmy wszystkie problemy, a nasza ekipa po raz kolejny udowodniła, że jest mocniejsza niż niejedna rodzina…

Zdjęcie: Ewa Kania

W końcu, po kilkunastu latach walki o budowę tras, wsparcie sponsorów, realizację nowych pomysłów udało nam się zorganizować imprezę, o której od tak dawna marzyliśmy. To był pierwszy festiwal w historii, na którym razem z wami, wspólnie bawiliśmy się na rowerach. Dziękujemy każdej osobie, która przyjechała do Kluszkowiec, zbiła z nami piątkę, podziękowała, uśmiechnęła się do nas, doradziła nam co poprawić w kolejnym sezonie. Dziękujemy za wspólne przejazdy, za wspólne imprezki – za to, że najzwyczajniej w świecie, po raz kolejny wzięliście udział w Małopolska Joy Ride Festiwalu! 

Rekord goni rekord

YouTube player

Po zakończeniu imprezy w niedzielę szybko siedliśmy z ekipą i przegadaliśmy pierwsze wnioski. Zaczęliśmy liczyć ile osób pojawiło się w Kluszkowcach w ubiegły weekend i od razu złapaliśmy się za głowy. Przez 3 dni na naszym Festiwalu bawiło się około 1500 rowerzystów i rowerzystek, którzy razem bawili się na trasach, korzystali z atrakcji dostępnych w alejce targowej, spotykali się na imprezach i wspólnymi siłami tworzyli niesamowitą atmosferę na najpiękniejszym festiwalu rowerowym w Polsce. Ilu było kibiców i „nierowerowych” uczestników? Ciągle czekamy na oficjalnie statystyki, ale jeśli tendencja wzrostowa utrzyma się w kolejnych latach, to niedługo, miesiąc przed imprezą trzeba będzie szukać noclegów w okolicy Nowego Targu.

Zdjęcie: Ewa Kania

Wracając na moment do statystyk – w jednej z relacji napisanych przez zaprzyjaźniony portal rowerowy wyczytaliśmy, że cyferki nie są w stanie oddać tego co wydarzyło się w Kluszkowcach. Niektórzy mówią, że trzeba to zobaczyć to wszystko na zdjęciach lub filmach, ale naszym zdaniem, to co wydarzyło się na tegorocznej imprezie, jest po prostu nie do opisania. Na festiwalu pojawili się wszyscy: najlepsi zawodnicy, którzy bardzo profesjonalnie podchodzą do ścigania, setki amatorów, którzy chillowali na trasach, kibice, filmowcy, fotografowie, starzy znajomi i młodzi amatorzy dwóch kółek, którzy pierwszy raz w życiu brali udział w takiej imprezie. Przez cały weekend w Kluszkowcach oddychało się inaczej. Inaczej niż przez cały rok i inaczej niż na poprzednich festiwalach. W tym roku nikt nie myślał o problemach, awariach czy niedociągnięciach. Wszyscy skupili się na celebrowaniu wspólnych chwil spędzonych na rowerze i po prostu od rana do nocy cieszyli się z tego, że mogą być razem. Nie było hejtu, narzekania i marudzenia. Była jazda na rowerach i czysta zajawa!

Zdjęcie: Ewa Kania

Poza rekordem frekwencji, w miasteczku festiwalowym stanęła też rekordowa liczba namiotów z rowerami i sprzętem. 55 firm zaprezentowało najciekawsze nowinki technologiczne i udostępniło do testów kilkadziesiąt dwukołowców z najwyższej półki. W miasteczku festiwalowym odbyło się też kilkanaście konkursów, w których do wygrania były bardzo atrakcyjne nagrody. Dodatkowe szkolenia, atrakcje i wycieczki cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem, a dzięki promocjom oferowanym w namiotach, wystawcy wyprzedali większość produktów, które przywieźli ze sobą na festiwal. Takiego ruchu na targach jeszcze nie było, a jeśli wierzyć pierwszym zapowiedzią, to w sezonie 2023, pobijemy ustanowione w tym roku rekordy i znów zrobimy progres o jakim do tej pory ciężko było nam myśleć!

Więcej niż ściganie

YouTube player

Ponieważ w tym roku udało nam się bardzo wcześnie rozplanować całą imprezę i z dużym wyprzedzeniem, od samego początku impreza toczyła się zgodnie z planem. Wiatr pokrzyżował naszą wizję nowej wersji Best Tricka, ale ostatecznie i dla tej konkurencji znaleźliśmy zastępstwo. W ramach tegorocznego festiwalu mogliście wziąć udział w 10 oficjalnych dyscyplinach i jak się w międzyczasie okazało, kilku mniej oficjalnych, które mimo bardzo spontanicznego charakteru, cieszyły się jednak bardzo dużym zainteresowaniem. Longest Jump zorganizowany przez braci Godziek, rowerowy zbijak Tripuli, Best Trick na Whipowej Hopie, konkurs na najdłuższą stójkę w alejce targowej – to tylko kilka przykładów, które w tym roku wypaliły na pełnym spontanie, a w kolejnych latach, zostaną prawdopodobnie wpisane do oficjalnego, festiwalowego harmonogramu.

Zdjęcie: Ewa Kania

Nasz festiwal od samego początku był przygotowywany z myślą o Was – rowerzystach, naszych znajomych, kumplach, przyjaciołach. Właśnie dlatego po każdej imprezie staraliśmy się wyciągać wnioski i przygotowywać atrakcje, w których chcielibyście wziąć udział. To normalne, że nie każdy chce się ścigać ze Sławkiem Łukasikiem w zawodach zjazdowych, ale na przykład będzie miał zajawę na spotkanie braci Godziek i poskakanie na hopce rozłożonej gdzieś na trawie. Możemy was zapewnić, że w kolejnych sezonach zorganizujemy dla was jeszcze więcej „side-eventów”, które będą bardziej przystępne dla amatorów, ale sprawią wam tyle frajdy, co starty w profesjonalnych zawodach!

Zdjęcie: Ewa Kania

Joy Ride Crew

Cześć, teraz przemawiamy już do Was wszystkich jako Joy Ride Crew. Na ostatnich filmach na naszym kanale na Youtube mogliście nas poznać i dowiedzieć się kim jesteśmy. Przestaliśmy być anonimowi, bo chcieliśmy Wam pokazać, że jesteśmy ludźmi i riderami, dokładnie tak, jak Wy. Tegoroczna impreza była dla nas prawdziwym przełomem. Pracowaliśmy nad nią przez ostatnie 12 miesięcy, wysyłając setki (tysiące maili), odbywając dziesiątki spotkań, spędzając długie dni z łopatami w rękach – po prostu, przygotowując się na przyjęcie Was wszystkich w Kluszkowcach. Jak wielokrotnie podkreślaliśmy, imprezę robimy dla Was i z myślą o Was. Od kilkunastu lat marzyliśmy o festiwalu, na którym my, członkowie Joy Ride Crew, wskoczymy na rower i wspólnie z wami ruszymy na trasy, by wspólnie z wami  nacieszyć się naszą imprezą. I wiecie co? W tym roku się udało.

Zdjęcie: Ewa Kania

Dzięki wam wszystkim, waszym pozytywnym komentarzom, zbitym piątkom, mieliśmy dość siły, by po kilku nieprzespanych nocach, oderwać się od obowiązków na kilka minut, złapać za rower, i zaliczyć przysłowiowego „partylapsa”. Spotkaliśmy się też ze znajomymi, których nie widzieliśmy przez długie lata, na imprezę wpadli rowerzyści, którzy „przez ostatnie lata nie byli dla nas zbyt przychylni”, ale w tym roku postanowili zmienić swoje podejście i wspólnie z nami cieszyli się atmosferą panującą na festiwalu. To wszystko znaczy dla nas dużo więcej niż się Wam wydaje. Daliście nam mega kopa do dalszego działania i zastrzyk motywacji na kolejne 12 miesięcy. Już teraz obiecujemy wam, że kolejny Małopolska Joy Ride Festiwal będzie jeszcze grubszy niż ten, który właśnie zakończyliśmy.

Zdjęcie: Ewa Kania

Jeszcze raz, dziękujemy Wam za wszystko!

Podpisano Joy Ride Crew!