Magazyn 43RIDE to nie jedna osoba, a kilku ludzi, którzy od lat uprawiają kolarstwo górskie. Choć łączy nas pasja do MTB, nie jeździmy tak samo, nie wybieramy tych samych miejsc i nie zawsze w identyczny sposób postrzegamy rower górski. Różnimy się stylem jazdy, podejściem do sprzętu i oczekiwaniami wobec niego — i właśnie w tym tkwi siła naszej redakcji.
Jednym z najbardziej indywidualnych wyborów, jakich dokonujemy, są pedały. Na jakich jeździmy? Na co zwracamy uwagę? Co cenimy najbardziej i dlaczego?
„Nikt nie pytał, wszyscy czekali” — to właśnie ten moment, w którym możecie zobaczyć, jakiego typu pedały wybiera każdy z nas. Być może znajdziecie tu inspirację… a może sami używacie dokładnie takich samych?
Zapraszamy do przeglądu pedałów!
Magped – pedały magnetyczne
Przez lata jeździłem w klasycznym systemie zatrzaskowym SPD, ale z czasem poczułem, że chcę prostszego i spokojniejszego rozwiązania — dlatego wybrałem pedały MAGPED, które dają swobodę platform i delikatne, magnetyczne wsparcie. Stabilność, łatwość wypięcia i brak stresu w trudniejszych momentach na trasie to wartości, które realnie zmieniły moją jazdę. Coraz częściej wybieram e-bike, a rzadziej klasyczny rower bez wspomagania — i właśnie tam sprawdzają mi się idealnie.
Zbigniew Nowicki, 43RIDE


Pedały platformowe
Jako, że zacząłem swoją przygodę z rowerem od dirt jumpingu, to od samego początku używam pedałów platformowych. Dodatkowy brak genu racingu i zmuszania się do podjazdów sprawia, że wcale nie mam ochoty sprawdzić wpinanych modeli, więc zostaję przy dobrze trzymających płaskich pedałach.
Tomasz Profic, 43RIDE
Podstawą jest dobra platforma i układ pinów, które trzymają but w każdych warunkach, a gdy sytuacja tego wymaga, bez problemu można szybko zdjąć nogę czy po prostu poprawić się przed zjazdem.
Osobiście od wielu lat używam pedałów platformowych marki Shimano. Nie są może najlżejsze, ale zapewniają odpowiednie trzymanie i mają dobry (dla mej stopy) rozmiar platformy. Wpierw był to model XT M8040, a obecnie Saint M828.


Pomimo, że w zamierzchłych czasach sporo ścigałem się w Downhillu, Puchary Polski itp. To absolutnie nigdy nie ciągnęło mnie do systemów wpinanych. I nic nie zapowiada żeby na starość coś się zmieniło. Moja dewiza to zawsze dobry rowerowy but (obecnie Endura MT500) w połączeniu z porządnymi platformami.
Marek Chabros, 43RIDE
W endurówce potrzebuję maksymalnej przyczepności, dlatego ostatnio mój speceł otrzymał platformy Race Face Turbine. Nie dość że posiadają wysokie 6-cio kątne piny to jeszcze specjalny wklęsły profil platformy.
W swojej stajni posiadam jeszcze trailówkę oraz dirtówkę. Tutaj nie mam aż takiego ciśnienia na maksymalną przyczepność i z kolei doceniam oryginalne oraz kręcące się bez żadnych oporów platformy firmy ZOSS bikes.




Pedały zatrzaskowe SPD
Każdy kolarz prędzej czy później staje przed fundamentalnym wyborem: pedały zatrzaskowe czy platformy? Ja swoją rowerową przygodę zaczynałem w latach 90-tych, od klasycznego XC. Mój pierwszy wybór był więc, jak wtedy wielu uważało – jedynie słuszny: noski :)
Wojtek Zdebski, 43RIDE
Około 1996 roku kupiłem reklamowany w kolorowych katalogach przez markę Shimano system SPD wraz z butami. To był prawdziwy przełom, choć w tamtych czasach było to rozwiązanie zawrotnie drogie. Zakochałem się w nim od pierwszych obrotów korbą. Gdzieś po drodze próbowałem przesiąść się na platformy. Chciałem nauczyć się poprawnej techniki jazdy, ale szybko się poddałem i wróciłem do „espedów”.
Od wielu lat używam modelu Shimano PD-M520. To klasyczne, dwustronne zatrzaski bez platformy. Dlaczego właśnie one? Przede wszystkim ze względu na niezawodność, bez problemu wytrzymują 5-6 sezonów intensywnej jazdy. Do tego dochodzi niewielka masa (ok. 380 g za parę) oraz rozsądna cena.
Jak sprawdzają się w enduro? Zaskakująco dobrze pod warunkiem, że używasz butów z odpowiednio sztywną podeszwą. W przeciwnym razie serdecznie nie polecam :) Na szczęście dziś bez problemu można kupić obuwie, które łączy wygodę chodzenia z gumową podeszwą i odpowiednią sztywność do jazdy.

