Black Hole Trail – podziemna trasa enduro

“Jedyna na świecie podziemna trasa enduro” – taki właśnie slogan reklamuje Black Hole Trail. Już sama taka informacja sugeruje, że będzie ciekawie. Natomiast po pokonaniu tej trasy mogę stwierdzić, że nie jest to tylko tani chwyt marketingowy. Dawna kopalnia Pece, dzięki zaangażowaniu budowniczych, zyskała naprawdę ciekawą atrakcję dla rowerzystów.

Zdjęcie: Tomo Jeseničnik

Black Hole Trail znajduje się w Słoweńskiej miejscowości Mezica, w regionie Koroska, w nieczynnej już kopalni Pece (Petzen). Do wczesnych lat 90-tych XX wieku wydobywano tu ołów oraz cynk, natomiast w roku 1997 otwarto tu pierwszą trasę turystyczną. Na przestrzeni lat wyznaczona została pierwsza turystyczna łatwa trasa rowerowa, natomiast w 2018 roku oficjalnie otwarta została trasa o charakterystyce enduro przeznaczona dla zaawansowanych rowerzystów. Black Hole Trail to ok. 10 km jazdy podziemnymi tunelami, podczas której pokonamy 5 poziomów dawnej kopalni, co daje ponad 140 metrów przewyższenia.

Zdjęcie: Tomo Jeseničnik

Moja wizyta w kopalni

Przygotowania

Aby móc przejechać Black Hole Trail, musimy najpierw skontaktować się z ekipą “Bike Nomad”, ponieważ z uwagi na nasze bezpieczeństwo jazda tą trasą jest dostępna tylko i wyłącznie z przewodnikiem. Umówieni byliśmy na godzinę 10 przed infocentrum kopalni, gdzie rozpoczynają się również inne trasy turystyczne. Krótka odprawa z moim przewodnikiem Anejem i moje pierwsze zdziwienie, gdy przy pytaniu “Ile czasu nam to zajmie?” odparł, że ok. 3 godziny. Od samego początku zostałem również uświadomiony, że jest to trasa tylko i wyłącznie dla zaawansowanych rowerzystów i nawet z tych najbardziej doświadczonych bardzo niewielu jest w stanie przejechać wszystkie przygotowane odcinki zjazdowe. Oczywiście każdy z nas podchodzi do tego na luzie i wierzy w swoje umiejętności, W wycieczce towarzyszy mi jeszcze m.in. Nina Hoffman, która dzień wcześniej wywalczyła 6-te miejsce wśród kobiet na Pucharze Świata DH w Mariborze (a ostatnio w Fort William 3-cie miejsce!). Trasa nie posiada żadnego oświetlenia, więc każdy musi mieć swoją czołówkę (ewentualnie może pożyczyć ją na miejscu). Zalecana jest jedna mocna lampa przyczepiana do kasku. Wymagany jest dopasowany kask oraz ochraniacze na łokcie i kolana. Dobrze jest też wziąć ze sobą coś do picia.

Jedziemy do (środka) góry

Oficjalnie jest to trasa enduro, ale podjazd pokonujemy shuttle busem z przyczepą na rowery. Wywozi nas on do odpowiedniego wejścia do kopalni położonego zdecydowanie wyżej niż główna część muzeum i trasy rekreacyjne. Gdy już jesteśmy na miejscu wypakowujemy rowery i kierujemy się wewnątrz góry. Jednak pierwsze metry pod ziemią pokonujemy na piechotę prowadząc rowery. Wszystko po to, aby nasz wzrok i inne zmysły przestawiły się na brak naturalnego światła i aby bezpiecznie poruszać się wąskimi tunelami kopalni. Po krótkim spacerze i wprowadzeniu nas w klimat kopalni zaczynamy jazdę.

Jazda!

Aby dojechać do głównych odcinków zjazdowych, mamy do pokonania ponad 2 km po płaskim terenie, z czego na początku jedziemy pomiędzy torami dawnej kolejki kopalnianej. Przemieszczamy się cały czas zwartą grupą i nie możemy samowolnie się od niej odłączać. Mijając całą masę rozgałęzień oczywiste jest, że bardzo łatwo byłoby się tu zgubić, bo wszystkie tunele są do siebie bardzo podobne.

Klimat, który dodaje tylko rozproszone światło czołówek jest wyjątkowy, a za chwile czeka nas główna atrakcja czyli zjazdy. Już po pierwszym z nich wszyscy jesteśmy zaskoczeni poziomem trudności. Są to dość krótkie ale bardzo techniczne odcinki, a większość z nich jest bardzo stroma i wymaga sporych umiejętności. Przed niektórymi z nich zatrzymujemy się i Anej opowiada nam, czego możemy się spodziewać i na co mamy uważać. Pomimo dużego nachylenia trzeba zaznaczyć, że przyczepność na skałach dawnej kopalni jest bardzo dobra, co daje nam dobrą kontrolę nad rowerem i po chwili czujemy się pewniej. Czasem musimy lawirować pomiędzy niskim sufitem, a czasem mamy do pokonania ciasne “agrafki”. Zwolennicy technicznej jazdy po typowych wysokogórskich ścieżkach będą mieli tu mnóstwo zabawy.

Większość zjazdów została wykuta na nowo w skale, ale nie mamy co liczyć tu na gładką nawierzchnię. W tej części kopalni, górnicy przede wszystkim używali materiałów wybuchowych i ściany z każdej strony podziurawione są jak ser szwajcarski. Przebieg trasy jest dobrze wyznaczony, a większe przepaści zabezpieczone są siatkami. Podczas krótkich przerw Anej opowiada nam o terenie, w którym się znajdujemy, a także o tym jak ciężko było przygotować tą trasę aby była przejezdna. Naprawdę widać ogrom pracy włożonej w ten projekt, a w planach oczywiście jest dalsza rozbudowa.

Zdjęcie: Tomo Jeseničnik

Na ten moment jest jeden odcinek, na którym bezwzględnie musimy zejść z roweru i zejść po drabinie na dół. Muszę się przyznać, że przy jednym krótkim odcinku osobiście zrezygnowałem z jazdy i sprowadziłem rower, ale jako na pocieszenie dodam, że do tej pory pokonało go 15 osób na około 800, które odwiedziło tą trasę. Najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo no i dobra zabawa, a tej zdecydowanie nie brakowało!

Powrót

Po pełnych adrenaliny oraz klimatu zjazdach, czas na powrót. Aby dostać się na powierzchnię mamy do pokonania jeszcze prawie 5 km podziemnych tuneli po płaskim terenie. Trasa wyjazdowa pokrywa się z poprowadzoną tu łatwą rekreacyjną trasą rowerową i jadąc nią mijamy różne pozostałości z czasów świetności kopalni. Anej pokazuje nam też szyb starej windy, którą jeśli udało by się zrekonstruować (a są takie plany!), to wywiezie nas ona z powrotem do miejsca, w którym zaczynają się odcinki zjazdowe.

Pierwszy na świecie podziemny bike park z gwarantowanymi niezmiennymi warunkami atmosferycznymi? To by było coś :) My jednak na rowerach docieramy do wyjścia, ale nie bezpośrednio przy infocentrum tylko nieco wyżej. Stamtąd możemy zjechać asfaltową drogą, albo wspiąć się trochę i zakończyć całą wycieczkę ciekawym naturalnym singletrackiem. Oczywiście wybieramy tą drugą opcję i po chwili jesteśmy z powrotem w miejscu startu.

Moje wrażenia

Osobiście nie nastawiałem się wcześniej na jakąś super jazdę po podziemiach, raczej wierzyłem w klimat, który może stworzyć takie miejsce pokonywane na rowerze. Po doświadczeniach z tej jazdy mogę jednak stwierdzić, że się myliłem. Black Hole Trail to naprawdę ciekawa i wymagająca trasa, która byłaby dobra nawet jeśli znajdowałaby się na powierzchni. Klimat dawnej kopalni rozświetlonej tylko błyskiem czołówek to tylko jej kolejny atut. Za jej odpowiednie poprowadzenie i przygotowanie odpowiada w końcu ekipa, która na co dzień tworzy trasy w Jamnicy, czyli najlepsze naturalne singletraile w Słowenii, na których w roku 2018 odbyła się edycja Enduro World Series. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie skala projektu, gdy Anej opowiadał nam o początkach, kiedy nikt nie wierzył, że w ogóle uda się zjechać tamtędy rowerem. Ponad 3 miesiące ciągłej pracy w kopalni pozwoliły jednak na wytyczenie wstępnej linii, która cały czas ewoluuje i jest ulepszana. Wersja, którą jechałem pod koniec kwietnia 2019 roku ponoć i tak jest już łatwiejsza niż pierwowzór, ale dalej zdecydowanie jest to trasa trudna i przeznaczona tylko dla osób, które dobrze panują nad rowerem. Oczywiście trochę żałuje tego jednego krótkiego odcinka, który pokonał mnie i moją psychikę, ale jeszcze chętniej w przyszłości tam wrócę, aby przeżyć to jeszcze raz!

Informacje praktyczne:

  • Wstęp oraz jazda tylko i wyłącznie z przewodnikiem, grupy 3-7 osobowe.
  • Jazda jest płatna 50 EUR/osobę, cena zawiera shuttle bus oraz opiekę przewodnika. Zapisy poprzez stronę bikenomad.com.
  • Black Hole Trail – przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla zaawansowanych rowerzystów i nie chodzi tu o kondycję, ale o umiejętności techniczne, a zwłaszcza pokonywanie stromych zjazdów.
  • Według zaleceń najlepiej sprawdzą się tu rowery w pełni zawieszone typu enduro. Jest możliwość wypożyczenia takiego roweru na miejscu.
  • Każdy uczestnik musi posiadać kask oraz komplet ochraniaczy na łokcie i kolana.
  • Podstawowa zasada jazdy na odcinkach zjazdowych to: zaufaj swoim oponom, ponieważ pomimo stromizn przyczepność jest tutaj bardzo dobra,
  • Jeśli któryś z odcinków zjazdowych wydaje Ci się zbyt trudny, lepiej nie kuś losu. W każdym miejscu można spokojnie sprowadzić rower.
  • Jeśli nie jesteś pewien swojego oświetlenia, lepiej od razu wypożycz lampkę na miejscu. Ja zostałem przy swojej czołówce, która w praktyce okazała się trochę za słaba.
  • Cała wycieczka trwa ok 2,5 – 3 godziny.
  • Pod ziemią przez cały rok temperatura wynosi 10 stopni, a także niezmienna jest wilgotność powietrza.
  • Idealna opcja na deszczowy dzień.
  • W okolicy znajduje się również wiele innych tras rowerowych takich jak singletraile w Jamnicy, oraz Petzen Flow Trail.
  • Kopalnie można również zwiedzić dzięki łatwej rekreacyjnej trasie rowerowej, standardowej trasie pieszej, lub pływając kajakami po niższych poziomach, które zostały zalane.

Więcej informacji na temat samej kopalni oraz dostępnych atrakcji znajdziecie we wpisie na naszym blogu – balkanyrudej.pl/kopalnia-pece-czyli-na-rowerach-pod-ziemia. Więcej informacji na temat tras enduro/fr/dh w okolicy znajdziecie na bikenomad.com.

Wpis powstał we współpracy i przy wsparciu Bike Nomad oraz Słoweńskiej Organizacji Turystycznej. Dziękujemy!

Tekst: Marek Chabros
Zdjęcia: Marek Chabros, Tomo Jeseničnik