Dzień sądu… – Starigrad Paklenica / Przełęcz Buljma / Vagański Vrh / Wschodni Welebit / Chorwacja

Rezerwacja urlopu kilkanaście lub nawet kilka tygodni przed jego rozpoczęciem to jednak trochę rosyjska ruletka- za cholerę nie przewidzisz czy trafisz w dobrą pogodę czy wręcz przeciwnie. Co prawda, chorwackie wybrzeże statystycznie daje spore szanse na “dużo słońca”, nawet w trakcie kończącego się lata, ale w życiu bywa różnie. Zwłaszcza z pogodą, wszak pogoda to kobieta a kobieta zmienną jest ;) Nie pamiętam już głównej motywacji co do tego, by tym razem jechać tam na dwa tygodnie, acz zakładam, że pogoda była jedną z nich. Przyznać trzeba że trafiliśmy z tym w “dziesiątkę” , bo blisko połowa czasu spędzonego w Starymgradzie została utopiona w deszczu. Urlop w naszym wydaniu nie oznacza typowego siedzenia na dupie na plaży… Nooo dobra, tylko poniekąd bo dupa też człowiek i trzeba ją trochę opalić. Jednak generalnie plany związane z miejscem pobytu były całkiem ambitne bowiem zakładały zdobycie najwyższego szczytu całego Welebitu czyli 1757m Vagańskiego vrh’u.

Takie widoki na dzień dobry.
3km podjazdu czyli sam jego początek.

W związku z sytuacją pogodową czekałem z tym planem na najlepszy możliwy dzień, czyli dzień bez burz prognozowanych (każdego dnia) przez każdy możliwy serwis pogodowy. Wypadło na przedostatni dzień dwutygodniowego wyjazdu. Wcześniej ani później nie dało się już tego zrobić, dlatego motywacja była ogromna ale i lekki cykor bo A. Przelotne burze i B. Cóż… Teren, po którym mieliśmy się poruszać, na Chorwackich mapach oznaczony był jako przestrzeń, na której wciąż występują miny. Główna grań Welebitu we wschodniej jego części nadal nie została w pełni rozminowana. O ile miejscowi twierdzili, że same szlaki są już bezpieczne to zejście ze szlaku na odległość większą niż 5 metrów groziło wdepnięciem na minę i nie mam tu na myśli guNwa :|

Widok na zachód i 150km pasmo chorwackiego Velebitu.

Po 15km nieustannego podjazdu, wjeżdżamy w końcu na leżące na 900m, rozległe plateau Veliko Rujno. Widoki jak w Colorado (w którym nigdy nie byłem), tam też skończył się szuter, a zaczynał teren i prawdziwe górski szlak. Singiel ukryty w sosnowym lesie dość szybko zaczął nabierać charakteru i wysokości. W zasadzie od 1180-1200m już tylko szliśmy próbując zapamiętać ścieżkę, którą będziemy wracać.

Kolejną atrakcją było przejście 2km aż do podejścia na przełęcz Buljima, oraz samo podejście na przełęcz leżącą na 1380m. To skalne wrota prowadzące w głąb Welebitu, to tutaj zaczynają się największe atrakcje z polami minowymi. Uświadamia nam to wyposażenie schroniska “Skolniste Struge” – skrzynie po pociskach granatnika m80 i takie tam podobne atrakcje :)

M80 :)
Odwrót i genialny choć mocno techniczny odcinek, którego na zdjęciu niestety nie widać.

Niestety od tego miejsca pogoda nad szczytem Vagańskiego vrh’u zaczynała się mocno kisić. Prognozy, które dobę wcześniej (rano również) nie wskazywały burzy zaczęły takową wskazywać już wszystkie. Nosz ku^#@ serio!?? Wiedziałem… Czemu mnie to nie dziwił? Nie wiedziałem jednak co z tym zrobić, tym bardziej że na zachodzie niebo nadal kusiło swoim błękitem. Pokonanie 1km grani wraz z rowerem zajęło nam 45minut, a pokonaliśmy jej ok 2,5km. W przypadku burzy, której komórka kumulowała się dokładnie nad szczytem Vagańskiego moglibyśmy jedynie zawrócić, nawet jadąc w dół (a nie idąc) spędzilibyśmy co najmniej godzinę w najbardziej przypałowym miejscu, z burzą nad głową i polem minowym wokół – cudo. Prawie dokładnie 1km przed szczytem Vagańskiego, mając go w zasadzie w wyciągnięcie ręki decyduję się zawrócić. Do tej pory żałuję, że nie dotarliśmy do szczytu, ale nie żałuję podjętej decyzji, co innego mieć pokera w rękach a co innego grać va banque – własnym i cudzym życiem.

Wracamy dokładnie tą samą trasą którą wspinaliśmy się w górę, odwrót z 1650m a tym samym zjazd (miejscami przeplatany spacerem +/- 5% trasy) okazał się najbardziej intensywnym, najbardziej wymagającym i najciekawszym górskim doświadczeniem jakie przeżyliśmy w 2017 roku. Do plateau Veliko Rujno a tym samym do szutru docieramy chwilę przed zachodem słońca, asfaltu dotykamy kołami już po nim a w bazie logujemy się po zapadnięciu ciemności. Zdecydowanie atak na Vagański Vrh choć nieudany, zaoferował nam najwspanialsze górskie widoki, najpiękniejsze ścieżki i najlepszy zjazd EVER. Nie jestem wstanie porównać do tej trasy żadnej innej, choć być może do zjazdu ze szczytu Sv.Ilija na półwyspie Pljesać – EPIC shit!

…najpiękniejsze ścieżki i najlepszy zjazd EVER…

PS. Burzy oczywiście nie było :) ryjące beret chmury rozproszyły się 1,5h po naszym odwrocie w takiej sytuacji pozostaje napisać – nu pagadi zajec!

Starigrad nocą czyli koniec zdobywania i koniec wyjazdu.

Więcej relacji ze wschodniego Velebitu na enduroride.pl:

Dobre jutro rekonesans – Starigrad / Kanion Wielka Paklenica / Velebit / Chorwacja
W oczekiwaniu na oczekiwane – Starigrad / Libinjska Kosa / Wschodni Velebit / Chorwacja
Dzień sądu… – Starigrad Paklenica / Przełęcz Buljma / Vagański Vrh / Wschodni Velebit / Chorwacj