Wakacje z Turbo Levo SL

Osobiście nie jestem właścicielem E-bike’a, ale miałem już okazję jeździć na kilku rowerach tego typu i docenić wsparcie silnika na podjazdach. W mojej jeździe głównie skupiam się na ścieżkach prowadzących w dół. Siłą rzeczy najczęściej wybieram się do bike parków lub miejsc, które posiadają jakąś formę transportu do góry. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, aby zrobić jakąś fajną weekendową, górską, enduro trasę z wykorzystaniem elektryka. Mieszkając na Mazowszu nie mam bowiem okazji do budowania kondycji do długich podjazdów, a każdą chwilę w górach chcę spożytkować najlepiej, jak się da. Pomysł weekendowego wypadu przekształcił się jednak w 9-ciodniowy wyjazd do Słowenii, na który zabraliśmy dwie sztuki Specialized Turbo Levo SL Comp. Jak rowery się sprawdziły i czy warto zabrać ze sobą elektryki na wakacje? Zapraszam na test.

Specialized Turbo Levo SL Comp – Specyfikacja

Zacznijmy od charakterystyki roweru. Ta na pierwszy rzut oka wydaje się dość dziwaczna. Jest to bowiem rower z serii SL, czyli Super Light. Jej główną cechą jest mniejszy i lżejszy, silnik oraz bateria. Z drugiej strony rower w wersji Comp posiada aluminiową ramę, która sama w sobie do super lekkich nie należy. Tak czy inaczej, nawet ta podstawowa wersja w całej gamie, mieści się z wagą poniżej 20 kg, co jest wynikiem imponującym. Względem roweru niewspomaganego, jeśli chodzi o prowadzenie i wrażenia z jazdy, różnica robi się już na prawdę niewielka. Zwłaszcza, że mój osobisty sprzęt enduro o podobnym skoku, ale bez silnika, nie jest wybitnie lekki. To co dla mnie najważniejsze. to odczucia z jazdy w dół oraz fakt, że rower nie może mnie ograniczać w tej kwestii. Oczywiście główną zaletą Levo SL jest oferowany dodatkowy zastrzyk mocy. Dzięki niemu jest się w stanie, w tym samym czasie pojeździć więcej. Choć znów jest kwestia pewnego kompromisu…

Napęd w wersji SL

Napęd zastosowany w Turbo Levo SL wykorzystuje lżejszy i mniejszy silnik, ale jest to okupione zdecydowanie niższą mocą. Konkretnie jest to 240-watowy silnik Specialized 1.1, o momencie obrotowym 35 Nm. Porównywalny model Levo bez dopisku SL, oraz większość standardowych e-bików, posiada moc 2 razy większą. Dalej zapewnia nam to jednak dwukrotność naszej mocy w nogach i zdecydowanie wspomaga. Uzupełnieniem napędu jest bateria, która również jest mniejsza i lżejsza. Niższa moc silnika skutkuje mniejszym poborem prądu. Producent deklaruje, że w pełni naładowana wystarczy nam na 5 godzin jazdy, ale oczywiście zależy to od trybu wspomagania, terenu, przewyższeń i wielu innych czynników. W dużym skrócie, cały napęd jest słabszy i wymaga od nas więcej siły. Jednocześnie jednak nadal nas wspomaga i waży aż o ok. 5 kg mniej niż standardowe E-bike’i. Jest to ta sama filozofia, która towarzyszy nowemu Kenevo SL, którego miałem okazję testować wcześniej. Ale o ile tamten był lekko wspomaganą wersją Speca Enduro, to Levo SL jest doładowaną wersją popularnego Stumpjumpera.

Ergonomia

Cały dodatkowy napęd i większość rzeczy z nim związanych zostało sprawnie wbudowane w ramę roweru. Niewielkiemu silnikowi i wmontowanej na stałe baterii, towarzyszy główny kontroler i wyświetlacz. Został on wkomponowany w górną rurę, co moim zdaniem jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Nadal jest czytelnie i wygodnie, ale mamy nieco mniejszą plątaninę przewodów. Jest to też rozwiązanie zdecydowanie bardziej odporne na różne przygody, niż dodatkowy wyświetlacz na kierownicy. Tam mamy tylko niewielką, ale intuicyjną i wygodną manetkę do sterowania trybami wspomagania. Funkcjonalności dopełnia aplikacja Mission Control, dzięki której łączymy rower ze smartfonem. Tam dostępne jest więcej informacji na temat stanu baterii czy silnika, a także możliwość dokładnego dopasowania mocy do własnych upodobań. Niestety zabrakło tu miejsca na tak bardzo lubiany schowek SWAT w dolnej rurze ramy. Ale bardzo miłym akcentem jest zestaw kluczy, który chowany jest w rurze sterowej widelca. Sprzęt jako całość wydaje się wykonany porządnie i solidnie. Nie jest to zwykły rower, do którego doczepiono ileś dodatkowych elementów, tylko spójna przemyślana konstrukcja, która powinna spokojnie przetrwać nawet ostrą jazdę w cięższym terenie.

Stumpjumper na sterydach

Pozostałe komponenty nie związane z dodatkową elektryką, to dobrej jakości części od Foxa i koncernu Sram. Jest to podstawowy wariant Levo SL, więc nie znajdziemy tu najbardziej wypasionych rzeczy. Za amortyzacje odpowiadają dwa Foxy, które oferują płynne działające 150 mm skoku z przodu i z tyłu. Wyposażone są w podstawowe regulacje, oraz możliwość blokady. Hamulce Sram Guide RE na dużych tarczach, pozwalają się sprawnie zatrzymać. Rower wyposażony jest w pełny 12-to rzędowy napęd obsługiwany przez Srama NX. Levo SL toczy się na 29″ kołach. Ważnym aspektem jest to, że jeśli nawet zupełnie wyczerpiemy baterię, to wyłączony silnik nie stawia żadnych dodatkowych oporów. Rower bez prądu dalej służy nam jako w pełni funkcjonalny sprzęt, tylko nieco cięższy od zwykłego Stumpjumpera.

Levo SL Comp – No to jazda!

Rowery, które otrzymaliśmy na wyjazd były dopiero co wyjęte z kartonu i zmontowane. Już na miejscu w Słowenii potrzebna była chwila, aby wszystko sprawdzić i ustawić pod siebie. Mój sprzęt w rozmiarze L nie miał lekkiego zadania, ponieważ od razu zabrałem go na trasy Singletrail park Jamnica. Jest to kompleks naturalnych tras Enduro. Nie znajdziecie tu łatwych, wygładzonych flow traili, tylko kręte ścieżki poprowadzone po korzeniach i kamieniach. Miejsce szczyci się przede wszystkim organizacją głównego cyklu Enduro World Series w 2019 roku, który prawdopodobnie znów zawita tu w 2022. Do dyspozycji ponad 20 km tras, rozrzuconych na dużym terenie, bez wyciągu i shuttli. Niestety plan wyjazdu był na tyle napięty, że do dyspozycji miałem tylko 1 niecały dzień. Właśnie z myślą o takich dniach i miejscach zależało mi na wspomaganiu.

Single Trail Park Jamnica

Rok wcześniej spędziłem w tym miejscu ponad miesiąc, pomagając utrzymywać trasy. Dobrze wiedziałem, że podjazd z samego dołu na początek trasy to ok. 40 min podjeżdżania. Tym razem było zdecydowanie szybciej i z mniejszą ilością odpoczynków po drodze. Dzięki temu odwiedziłem większość ciekawszych wariantów, włącznie z tymi najtrudniejszymi znanymi z cyklu EWS. Rower pomimo początkowych obaw, okazał się wystarczająco zwrotny i lekki w prowadzeniu. Spokojnie byłem w stanie pokonać wszystkie ciasne, techniczne fragmenty, oraz w kilku momentach oderwać się od ziemi. Zawieszenie po odpowiednim ustawieniu po prostu robiło swoje, a zdecydowanie miało z czym się tu zmierzyć. Tu wrócę do moich wcześniejszych założeń, że rower nawet w ciężkim terenie nie mógł mnie ograniczać. Z tego zadania wywiązał się bardzo dobrze i ani razu nie odczułem, że nie zjadę tędy, albo nie skoczę tego, bo mam pod sobą elektryka. Levo SL zrobił swoje, dał mi sporo radochy z jazdy. Oczywiście dzięki wspomaganiu na podjazdach udało mi się więcej pozjeżdżać.

Na koniec miłego dnia wybraliśmy się jeszcze razem z żoną na wycieczkę po okolicy. Trasa widokowa wiodła po okolicznych wzgórzach, które momentami oferowały dość konkretne podjazdy. Tu zaczęło wychodzić trochę moje zmęczenie, oraz pewien fakt dotyczący wspomagania w wersji SL. Otóż dużo lepiej radzi sobie ono z lekkimi osobami. Tak się składa, że moja żona jest prawie 2 razy lżejsza niż ja z plecakiem foto i osprzętem. Na bardziej płaskich odcinkach tej różnicy aż tak nie było widać, ale na bardziej stromych, ja nie wyłączałem trybu turbo i musiałem dość mocno zbijać biegi, żeby się wturlać. Ona natomiast śmigała sobie na spokojnie w trybie Trail. Ogólnie nie jest to nic bardzo odkrywczego, ponieważ rowery niezależnie od rozmiaru, oferują dokładnie tyle samo mocy. Natomiast nie rozmyślałem o tym wcześniej, ale wychodzi na to, że lekkim i drobnym osobom tym bardziej nie jest potrzebny mocniejszy ale dużo cięższy elektryk. Ci ciężsi natomiast mogą wybrać, czy chcą lżejszy rower kosztem większego zmęczenia, czy jednak cięższy, ale gwarantujący moc taką, która po prostu wciągnie do góry. Mi pomimo zmęczenia, wariant SL zdecydowanie przypadł do gustu.

W sumie tego dnia pokonałem prawie 45 km i to głównie w najmocniejszym trybie. Jak już wziąłem elektryka, to korzystałem z niego na podjazdach ile się da, by zaliczyć jak najwięcej zjazdów. Nie było zbyt wiele czasu na doładowanie go w ciągu dnia, ale z pomocą przyszedł świetny patent w postaci extenderów baterii. Są to po prostu dodatkowe baterie, które szybko i łatwo można zamontować w koszyku na bidon. Dodają one kolejne 50% mocy. Oczywiście dokłada to trochę dodatkowej wagi, ale w późniejszym trybie bardziej wycieczkowym, nie robiło mi to już żadnej różnicy. W sumie mieliśmy 2 sztuki takich extenderów, a z racji, że moja żona i tak zużywała dużo mniej prądu niż ja, to skończyło się na tym, że miałem dodatkową pełną baterię. Nie potrzebne były więc przestoje na doładowanie. Bardzo dobry patent, który pozwala utrzymać niską wagę roweru, bo przecież nie zawsze potrzebujemy wozić dodatkowy kilogram baterii.

O ile dopinany extender jest świetnym pomysłem, o tyle trochę dziwi mnie fakt, że nie da się łatwo wymontować głównej baterii z ramy. Żeby to zrobić trzeba wymontować silnik i ogólnie nie jest to zalecane. To powoduje, że np. na wyjeździe, trzeba podpinać do ładowania cały rower. My w sumie nie mieliśmy z tym dużych problemów. Jednak czasem zdecydowanie łatwiej by było po prostu wyjąć baterię i tylko ją podłączyć, niż ciągnąć cały rower w okolicę gniazdka z prądem. Pewnym ratunkiem mogą być wspomniane wcześniej extendery, które ładuje się oddzielnie. Ważnym aspektem jest też to, że nawet jeśli główna bateria roweru jest kompletnie rozładowana, albo nawet nie podłączona, to rower może działać na samym extenderze.

Levo SL – e-Bike & Hike

Gdy już obydwoje oswoiliśmy się z tym systemem wspomagania, to wykorzystaliśmy go na wyjeździe jeszcze kilka razy. W malowniczym Jezersku Levo SL pozwoliły nam na szybką wycieczkę Bike & Hike. Mówiąc krótko, wykorzystaliśmy je żeby szybko zdobyć wysokość i wyjechać praktycznie ponad linię lasu, aby dalej zrobić wycieczkę pieszą. Dzięki temu szybko i sprawnie dostaliśmy się do ciekawego szlaku pieszego. Ten zaprowadził nas do wysoko położonego schroniska z pięknymi widokami na Alpy Kamnicko-Sawińskie. Potem powrót do rowerów i szybki zjazd do doliny, gdzie czekał na nas pyszny obiad. Więcej o tej wycieczce możecie przeczytać na naszym podróżniczym blogu Bałkany według rudej.

Levo SL – e-bike & Shuttle?

Kolejnym przystankiem była malownicza Dolina Soczy, gdzie mogłem dołączyć do całodniowej wyprawy enduro organizowanej przez Soca Valley Freeride z wykorzystaniem Shuttle busa. Tutaj dodatkowy napęd zdecydowanie nie był konieczny, choć w kilku momentach też się przydał. Natomiast rower tak czy inaczej sprawował się bardzo dobrze, nie ograniczając możliwości zabawy na zjazdach. 7 różnych tras, pokonywanych za przewodnikiem dało ponad 30 km dobrej jazdy w dół. Po drodze napotkaliśmy prawie wszystko – od łagodnych, widokowych singli, przez kamieniste strome zjazdy, aż po przyjemne hopy. Choć na początku przewodnik nieco kręcił nosem, że będę „telepał się” na elektryku, to potem okazało się, że nie był w stanie „zgubić mnie” na zjazdach. Pakowanie Levo SL na dach busa też nie było jakieś dużo bardziej uciążliwe. Poniżej przykład jednej z tras, które czekały na nas tego dnia. O całej wycieczce niedługo powstanie oddzielny artykuł, bo działo się tam bardzo dużo, a trasy zasługują na swój materiał.

Levo SL – e-bike & wine

Następny punkt wycieczki po Słowenii to winiarski region Brda. Wylądowaliśmy w jego samym centrum, gdzie otaczały nas niesamowicie widokowe pagórki pokryte winnicami. Teren jest idealny do zwiedzania na e-bikach i jest to właśnie najbardziej popularny środek transportu wśród turystów. Hotel, w którym nocowaliśmy, dysponował flotą 30 rowerów ze wspomaganiem i wszystkie były zajęte. Nie musieliśmy zbytnio kombinować i pojechaliśmy za lokalną przewodniczką na Specach. Były widoki, była winiarnia, było też wino. Powrót do hotelu był dość mocno pod górkę, więc musiałem się trochę napocić, żeby dogonić dziewczyny, ale spokojnie dałem radę. Kolejnego dnia wybraliśmy się jeszcze na szybką wycieczkę po dolinie Vipavy.

Levo SL – Trail Center Kocevje

To było kolejne miejsce do bardziej ambitnej jazdy enduro, które często określane jest mianem najlepszych tras w Słowenii. Była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, więc przez cały dzień wycisnąłem z siebie i z Levo SL ile się dało, zużywając główną baterię i dwa extendery. Udało mi się zjechać prawie wszystkie warianty tras i muszę przyznać, że miejsce jest świetne. Strome techniczne zjazdy po skałach, uzupełnione o drewniane kładki i dropy. Poza tym szybka i niesamowicie płynna trasa flow, a na deser warianty lotne. Jest tu absolutnie wszystko. Od niewielkich hop i dropów do nauki, przez konkretną linię PRO, aż do największych hop w Słowenii otwieranych tylko dla profesjonalnych zawodników. Było gdzie sprawdzić czy e-bike też dobrze lata. Dirtowo-trialsowa linia potwierdziła, że na elektryku można też dobrze bawić się w powietrzu. Więcej o Trail Center Kocevje przeczytacie niedługo w oddzielnym artykule.

Podsumowanie

Ja w sumie na wyjeździe przejechałem na Levo SL nieco ponad 200 km. Nie jest to jakiś bardzo duży dystans, ale cała wycieczka nie skupiała się tylko i wyłącznie na jeździe na rowerach. Nie mniej jednak, w te dni kiedy było jeżdżone, to wykorzystywaliśmy ich dodatkową moc na maxa. Przez cały czas rowery sprawowały się bardzo dobrze. Poza faktem, że trzeba je było podłączyć na noc do ładowania, nie ograniczały nas one w żaden sposób. W zamian pozwoliły zobaczyć i przejechać po prostu trochę więcej. Wyjazd na pewno wyglądał by nieco inaczej gdybyśmy mieli swoje rowery, nie oferujące wspomagania. Sprzęt bez żadnego uszczerbku przetrwał na tych bardziej wymagających trasach, oraz udowodnił swoją dużą uniwersalność.

Levo SL Comp – wrażenia z jazdy

Levo SL Comp okazał się bardzo wszechstronną maszyną. Rower ma dość „konserwatywną” geometrię, która mi osobiście bardzo odpowiada. Mój egzemplarz miał rozmiar L i odpowiednie jego wyczucie zajęło mi dosłownie pół krótkiego zjazdu. Pomimo dodatkowej masy silnika i baterii, rower prowadzi się stosunkowo lekko. Szybkie zmiany kierunku, czy ciasne zakręty nie były dużym problemem. Sztywność boczna całej konstrukcji jest bardzo dobra i na trawersach rower prowadzi się pewnie i trzyma zamierzoną linię toru jazdy. Zawieszenie to sprawdzony system FSR, z którym wcześniej miałem dużo do czynienia przy moim Specu Enduro poprzedniej generacji. Porównując Levo SL do nowego modelu Enduro czy Kenevo SL, trzeba liczyć się z tym że tu początek skoku nie jest tak czuły, oraz zawieszenie dość mocno buja przy pedałowaniu. Z tą drugą bolączką łatwo sobie poradzić dzięki 3 pozycyjnej regulacji kompresji dampera, do której jest łatwy dostęp. Natomiast ze średnimi i dużymi przeszkodami zawieszenie Levo SL radzi sobie znakomicie i połyka je w całości dając odczucie jak by skoku było więcej niż 150 mm. Jeżdżąc głównie po nieznanych mi trasach w trybie „On Sight”, zdarzyło mi się parę lekkich niedolotów, ale rower wybierał twarde lądowania bardzo sprawnie. Mocniejsze wybicie i wyciągnięcie go do góry też było spokojnie do opanowania. Podsumowując zabawa była przednia i bardzo chętnie bym ją powtórzył nie upierając się na rower bez wspomagania.

Levo SL Comp – wady?

Największą wadą jest wspomniany wcześniej, brak możliwości łatwego wyjęcia głównej baterii i konieczność podpinania do prądu całego roweru. Sytuację poprawia nieco fakt możliwości zastosowania extenderów, ładowanych oddzielnie. Dodatkowa bateria, która waży ok. 1 kg, z początku wydawała się mocno kiwać na boki w plastikowym mocowaniu bidonu. Jednak nawet podczas jazdy w ciężkim terenie i latania hop czy dropów, nie było z nią żadnych problemów. Zdecydowanie najgłośniejszym elementem całego roweru jest tylna przerzutka. Niestety sprzęgło, nawet w nowej przerzutce Sram NX, nie daje rady i na większych wybojach łańcuch potrafi dzwonić o szprychy koła. Trzeba też przyzwyczaić się do wyświetlacza stanu baterii, który ma 10 kresek i na logikę powinien pokazywać mniej więcej procentowo ile mamy baterii. W rzeczywistości jednak dość długi czas utrzymuje, że bateria jest pełna, a potem bardzo szybko znikają kolejne kreski. Dokładny stan naładowania baterii można jednak zawsze sprawdzić na smartfonie, po sparowaniu roweru z aplikacją Mision Control. Inną przypadłością jest fakt, że gdy energia baterii lub extendera kończy się to rower zaczyna oszczędzać prąd i oferuje mniejszą moc. Jest to zrozumiałe gdy baterie w ogóle się kończą, natomiast dzieje się tak również kiedy kończy się moc samego extendera, a bateria w rowerze jest pełna. Bywa to nieco irytujące bo trochę mu zajmuje, zanim się całkiem rozładuje, przełączy i ruszy znów z pełną mocą. Tak naprawdę jednak moje zastrzeżenia to nic wielkiego. Turbo Levo SL Comp, jako całość, jest dobrze przemyślany i pomimo, że mamy do czynienia z najbardziej podstawową wersją to wydaje się być godnym zaufania kompanem w podróży.

Wakacje z e-bikiem – dobry pomysł?

W dużym skrócie – nam się bardzo podobało. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi tak napakowany aktywnościami wyjazd, jak nasza wycieczka do Słowenii. Zazwyczaj planując wyjazdy z rowerem szukam fajnych opcji do zjeżdżania, co często zawęża mi listę miejsc do tych obsługiwanych wyciągiem lub busami. Z elektrykiem można sobie pozwolić na zupełnie inne tereny i trasy. Dlaczego więc, skoro twierdzę, że to takie fajne, dalej nie kupiliśmy swoich e-bików? Otóż, po pierwsze na co dzień mieszkamy na płaskim Mazowszu, gdzie wspomaganie nie jest potrzebne. Zbyt mało mamy okazji aby w pełni wykorzystać potencjał takiego sprzętu. Kolejny powód jest dla większości z Was dobrze znany. Chodzi oczywiście o cenę takiego sprzętu. Testowany rower Specialized Turbo Levo SL Comp to koszt 28 tyś. złotych i dalej jest to podstawowa wersja. Najwyższy i najlżejszy model S-Works Turbo Levo SL kosztuje aż 67 tyś. złotych. Jednak po ilości spotykanych elektryków na trasach widać, że chętnych na taki sprzęt nie brakuje i wcale mnie to nie dziwi. Tym, którzy chcieliby spróbować samemu, jak to jest, polecam chociażby wypożyczyć taki rower na dzień czy weekend. Obecnie praktycznie wszędzie można spotkać wypożyczalnie z e-bikami. Polecam też śledzić markę Specialized, która organizuje eventy testowe, na których można za darmo wypróbować różne modele rowerów ze wspomaganiem. Na koniec polecę jeszcze przyjrzeć się właśnie rowerom w wersji SL, które oferują mniejsze wspomaganie, ale za to bardzo pozytywnie zaskakują wagą i właściwościami jezdnymi. Osobiście bardzo chętnie porwę jeszcze kiedyś w góry taki rower.

O marce Specialized

Specialized to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek rowerowych na świecie, która została założona w USA, już w 1974 roku. Znana jest z produkcji wysokiej jakości rowerów, komponentów, oraz odzieży rowerowej. Firma, od zawsze, bardzo mocno stawia na rozwój nowych technologii, często wyznaczając nowe standardy w branży rowerowej.

Oficjalna strona: specialized.com
Media: facebook, instagram, twitter, youtube