Zwiedzamy szwajcarską Gryzonię: z wizytą w Bike Kingdom cz.1

Graubünden, czyli po naszemu Gryzonia, to szwajcarski kanton w Alpach znajdujący się na pograniczu Włoch, Austrii i Lichtensteinu. Jego stolicą jest najstarsze szwajcarskie miasto Chur, ale nas przyciągnęło inne miasteczko. Lenzerheide leży zaledwie 18km na południe od Chur, a w świecie kolarstwa górskiego znane jest m.in. z organizacji Mistrzostw Świata DH w 2018 roku czy prawie corocznie rozgrywanych rund Pucharu Świata DH.

Redakcja 43RIDE gdzieś na szlakach szwajcarskiej Gryzonii.

Bike Kingdom

W sezonie 2020 zadebiutowało Bike Kingdom, czyli najważniejszy ośrodek rowerowy w Gryzonii. Czym jest szwajcarskie Rowerowe Królestwo? W wielkim skrócie jest to rowerowy raj z ponad 900 kilometrami tras rowerowych w aż sześciu regionach. Taka ilość kilometrów uzyskana została poprzez wpuszczenie rowerzystów na górskie trasy dla pieszych, ale esencją jazdy po regionie są single zbudowane tylko dla fanów dwóch kółek.

Redaktor Tomasz w okolicach szczytu Parpaner Rothorn.

Część pierwsza, czyli enduro

Na miejscu spędziliśmy pięć dni i uwierzcie mi, że to zdecydowanie za mało by odwiedzić każde miejsce wchodzące w skład królestwa choć raz.

Mapa Bike Kingdom
(kliknij w obrazek by otworzyć w pełnym rozmiarze)

Jako punkt startowy przyjęliśmy nasz hotel, który zlokalizowany jest tuż obok Bike Parku Lenzerheide. Sąsiedztwo dolnej stacji wyciągu Rothorn 1 (Valbella, 1500m n.p.m.) idealnie nadaje się do eksploracji regionu, ponieważ leży w samym jego środku. Na tej stronie można znaleźć sugerowane wycieczki po trasach, ale jak tylko zrobicie rozpoznanie co gdzie jest, to można zacząć samemu kombinować i łączyć poszczególne trasy.

Trasy enduro w Gryzonii oferują przepiękne widoki.

Dzień pierwszy – rozpoznanie terenu

Na miejsce dotarliśmy późno w nocy z poniedziałku na wtorek (niestety dopadła nas poważna awaria samochodu), co sprawiło, że ogólne zmęczenie nie pozwoliło nam na szaleństwa pierwszego dnia. Tym samym postanowiliśmy zrobić zapoznawczą rundę po najbliższych trasach. Nasz wybór padł na wycieczkę 602 Runda Lai.

Gdzieś tam na zboczu jest trasa, po której będziemy jechać kilka dni później do Arosy.

Tym samym do przejechania mieliśmy prawie 28.5km, a start zlokalizowany był na szczycie Parpaner Rothorn na wysokości 2865m n.p.m. Żeby tam się dostać należy wjechać wyciągiem Rothorn 1 obsługującym Bike Park, a następnie na środkowej stacji na Alp Scharmoin (1922m n.p.m.) przesiąść się do wagonika Rothorn 2. Wycieczka rozpoczyna się trasą “Dark side of the moon”, której nazwa idealnie oddaje panujące tam warunki oraz rozpościerające się widoki.

Trasa “Dark side of the moon” oferuje niezapomniane widoki oraz specyficzny księżycowy klimat.

Generalnie cała runda to spokojny singielek z mnóstwem kamieni w wyższych partiach oraz naturalnych przeszkód czy zakrętów. Zwłaszcza druga część zjazdu jest bardziej płynna i w bardziej przystosowanym stylu, ale mimo wszystko napotkanie typowej bandy jest tu zbędnym luksusem. To co jednak najważniejsze, to wspaniałe widoki, które dosłownie zapierają dech w piersiach.

Te widoki!

Po przejechaniu z “ciemniejszej strony księżyca” zaliczamy nową trasę “Urdenfürggli Twister”, a całość kończy się ścieżką “The Pipe” prowadzącą do środkowej stacji wyciągu. W tym miejscu należy podjąć decyzję czy chcecie wyskoczyć na kolejną rundkę czy zjechać na sam dół wykorzystując bike parkowe trasy.

Fragment trasy “Dark side of the moon”.

Drugi dzień – wycieczka z przewodnikiem

Drugiego dnia umówieni byliśmy z lokalnym przewodnikiem, który miał nam pokazać to i owo. Niestety Dimitri dzień wcześniej zaliczył paskudną kontuzję, ale Benny stanął na wysokości zadania i zabrał nas w zupełnie inną stronę. Wybraliśmy się przez miasto na drugą stronę jeziora, gdzie wyciągi Tgantieni oraz Scalottas zabrały nas na szczyt Piz Scalottas (2323m n.p.m.).

Widok ze szczytu Piz Scalottas w stronę Chur.

“Top Fops” to nowa trasa prowadząca ze szczytu do środkowej stacji. To właśnie tutaj Danny MacAskill i Claudio Caluori kręcili część ujęć do filmu “Home of Trails” promującego region. Jest to ścieżka bardziej w stylu flow traila, ale z zachowaniem odpowiednich proporcji pomiędzy typową bike parkową trasą, a naturalnym singlem. Tak czy siak, mnóstwo zabawy i dobrych widoków gwarantowane!

Zjazd kończymy przy środkowej stacji i wjeżdżamy ponownie na górę by zaliczyć przejazd w stronę szczytu Heidbüel (1928m n.p.m.). Początek zjazdu to fragment “Top Fops”, ale po kilkuset metrach odbijamy na rozwidleniu w drugą stronę na niebieskie ścieżki “Scalottas”.

Drugi dzień to druga strona Lenzerheide i m.in. trasa “Top Fops”.

Mniej więcej w połowie wycieczki czeka nas podjazd, który w końcowej części jest dość stromy, ale dla prawdziwych wyjadaczy enduro nie powinien on być większym wyzwaniem niż na 15-20 minut. W tym miejscu znajduje się start kolejnej niebieskiej ścieżki “Höhenweg Alp Stätz”, która również jest bardzo przyjemnym flow trailem.

W lewo czy w prawo?

Na końcu ścieżki postanowiliśmy nieco skrócić i zmodyfikować dalszy przejazd, ponieważ czas z Bennym nieubłaganie się kończył, a do bazy było całkiem daleko. Chwila na podziwianie widoków i ruszyliśmy szutrem oraz krótkimi leśnymi odcinkami w stronę Lenzerheide. Kolejny udany dzień za nami!

W przerwach od jazdy warto usiąść na chwilę i podziwiać widoki :)

Dzień trzeci – wycieczka do Arosy

Z samego rana musieliśmy odbębnić redaktorskie obowiązki w postaci zdjęć i filmów, więc na trasy enduro ruszyliśmy dość późno. Dodatkowo trzeci dzień endurowania przypadł na sobotę, a to oznaczało ogromne kolejki przy wyciągach. Na obydwu stacjach musieliśmy odstać około 30 minut, a i tak wszystko działało bardzo sprawnie.

Trzeciego dnia w planach mieliśmy takie widoki.

Tym samym na szczyt Parpaner Rothorn wjechaliśmy dopiero koło 12, a naszym głównym planem było robienie następnych zdjęć. Wszystko poszło jednak tak dobrze, że po przejechaniu trasy “Dark side of the moon” podjęliśmy ryzyko i wybraliśmy się na wycieczkę do położonej niedaleko Arosy.

Początek Älplisee Trailna wiedzie po wąskim trawersie.

Jedyny typowo rowerowy singiel prowadził po dość wąskim trawersie na ostrym zboczu, co nie zapowiadało wiele przyjemności, ale pełne skupienie i obawy przed runięciem w dół. Nic jednak bardziej mylnego, może nie był to najluźniejszy przejazd, ale w każdym momencie czuliśmy się bezpiecznie, choć trasa “Älplisee Trail” jest oznaczona jako czarna.

Dalsza część trasy to już przejazd doliną, ale i tu trzeba się mieć na baczności.

Zwłaszcza, że odległość do pokonania była dość duża. Ścieżka jest bardzo malownicza i tak naprawdę jedyną trudnością przez większość drogi jest utrzymanie się na trawersie. Pod koniec trasy dopiero zaczynają się schody, gdy ścieżka łączy się ze szlakiem pieszym i miejscami czekać nas będzie kilkaset metrów sprowadzania lub mocno szarpanego zjazdu. Tym samym dotarliśmy do Arosy.

Po trudnym trawersie można odpocząć dłuższą chwilę przy jeziorku.

Dzień trzeci – Arosa

Gdy dotarliśmy na miejsce, to dochodziła 15, a ostatni wyciąg w stronę powrotną zamykany był po 16. Szybka decyzja o braku zwiedzania i ruszamy wyciągiem Hörnli Express na szczyt Hörnli. Wjazd jest naprawdę długi, a w drodze na górę przed naszymi oczami co chwilę wił się jeszcze dłuższy flow trail “Hörnli Trail”. Czy taką okazję można było przepuścić? 7 kilometrów flow traila, który można przyrównać w zasadzie do słynnej trasy Flow Country Trail w Petzen.

Część trasy Arosa Flow Trail widziany z gondoli Hörnli Express.

Niestety w tym momencie GoPro postanowiło zrobić nam psikusa i zamiast trybu wideo włączyło time lapse (dobrze, że nie pojedyncze foto) – dlatego niestety nie pokażemy Wam nagrania ze zjazdu.

Tym samym wróciliśmy na dół i rozpoczęliśmy walkę z czasem by załapać się na transfer wagonikiem Urdenbahn ze szczytu Hörnli (2511m n.p.m.) w okolice szczytu Urdenfürggli (2546m n.p.m.). Jeżeli jednak nie zdążycie, to zawsze można pojechać singlem pieszo-rowerowym, ale haczyk tkwi w tym, że w połowie drogi opada on na wysokość ~2249m. Jak tylko dotrzecie na miejsce, to zjazd z powrotem do Lenzerheide prowadzi znanym nam z pierwszego dnia szlakiem “Urdenfürggli Twister” do “The Pipe” i przez Bike Park na sam dół.

Zdecydowanie warto wybrać się z Lenzerheide do Arosy.

Co nam się nie udało?

Trzy z pięciu dni pobytu poświęciliśmy na eksplorację regionu na rowerach enduro, a to oznaczało, że pozostałe dwa dni spędziliśmy w Bike Parku (o tym przeczytacie w drugiej części za kilka dni). Tym samym oznaczało to, że musieliśmy zrezygnować z części wycieczek do takich miejsc jak Churwalden, Lantsch/Lenz czy Bike Parku w Chur. Z braku czasu odpuściliśmy również większą eksplorację rejonu wokół miasta Arosa.

Redaktorka Justyna z całą pewnością chce wrócić do Gryzonii!

Nie oznacza to jednak, że nie warto się tam wybierać. Z całą pewnością warto! Tutejsze trasy utwierdziły nas tylko w przekonaniu, że wszystko wykonane jest z głową i dla rowerzystów, którzy dobrze będą się tu bawić. Każdy z pewnością znajdzie tu coś dla siebie, niezależnie od stopnia zaawansowania, a możliwość poruszania się rowerem również po szlakach pieszych, tylko zwiększają ilość dostępnych ścieżek i pomysłów na wycieczki czy zjazdy.

Aplikacja Bike Kingdom

Dla ułatwienia poruszania się po całym regionie powstała specjalna aplikacja na telefony – Bike Kingdom App. Jest to bardzo ciekawa aplikacja, która ma w sobie wszystkie najważniejsze informacje z regionu. Oprócz newsów czy mapy tras znajdziemy tu również nutkę rywalizacji.

Twórcy aplikacji stworzyli coś na kształt rywalizacji klanów. Cały region został podzielony na obszary, a do wyboru mamy przyłączenie się do jednej z trzech grup (flow, drop, shred). Znajdziemy tu mnóstwo wyzwań do zrealizowania, za które zdobywamy punkty doświadczenia, a czasem można wygrać prawdziwe nagrody. Rejestrowanie przejechanych tras odbywa się z kolei z wykorzystaniem Stravy.

Więcej informacji o aplikacji Bike Kingdom znajdziecie na tej stronie.

Redaktor Tomasz na enduro to mimo wszystko rzadki widok ;)

Przydatne informacje

  • Trasa z Warszawy do Lenzerheide to niewiele ponad 1300 kilometrów, czyli jakieś 13-15h jazdy.
  • Na szwajcarskie autostrady obowiązuje winieta. Jest tylko jedna, roczna za 40CHF (~160PLN). Ważna informacja: w nocy czy po 18.00 zapomnijcie o kupieniu jej na stacji w Szwajcarii, bo wszystko jest wtedy pozamykane.
  • Przygotujcie się również na płacenie wszędzie za parking, darmowych miejsc nie ma nawet pod hotelem.
  • W kwestii noclegu warto wybrać Revier Mountain Lodge, który nie tylko znajduje się tuż przy Bike Parku Lenzerheide, ale również w ofercie jest limitowana ilość dziennych karnetów w dużo lepszej cenie. 12CHF w tygodniu lub 24CHF w weekend zamiast 48CHF bezpośrednio w bike parku. No i ten widok z okna apartamentu na jezioro!
  • Szwajcaria generalnie nie należy do tanich krajów, zwłaszcza dla Polaków, ale ceny nie odbiegają znacząco od europejskich, tyle że płacimy we frankach. Dla prostych szacunków, za śniadanie w Revier Mountain Lodge życzą sobie 18CHF (~75PLN), a obiad na mieście to koszt średnio 25CHF (~100PLN).
  • Poruszając się rowerem po regionie koniecznie sprawdźcie godziny działania wyciągów. Może się okazać, że 15 minut spóźnienia będzie kosztować Was przymusową wycieczkę po górach. W najgorszym wypadku można skorzystać z autobusów, które regularnie kursują pomiędzy miasteczkami i posiadają bagażniki rowerowe.
  • Pełny cennik biletów znajdziecie w tym miejscu. Karnety ważne są na wszystkich wyciągach wchodzących w skład Bike Kingdom (Arosa, Lenzerheide, Chur), honorowana jest również karta GraVity Card.

O Bike Kingdom Lenzerheide

Witajcie w Bike Kingdom, miejscu nieskończonych tras oraz odważnych i nieustraszonych rowerzystów, którzy walczą o dominację w dolinach ze swoimi karbonowymi i aluminiowymi rumakami. My, którzy cicho unosimy się nad korzeniami, szutrem i hopami. Płynnymi ruchami w pocie czoła walczymy o to, w co wierzymy. Że rowerowe niebo jest na ziemi i istnieje naprawdę! Dlatego stworzyliśmy prawdziwy rowerowy raj: Bike Kingdom Lenzerheide. Dołącz do nas i zostań naszym rycerzem!

Officjalna strona: bikekingdom.ch
Media: facebook, instagram, youtube