Marcin Matuszny: chcę robić to, co sprawia mi przyjemność

Marcin „banan” Matuszny to prawdziwy człowiek orkiestra. Główny organizator takich serii jak Local Series of Downhill czy Hard Downhill League, prezes fundacji For Event oraz aktywny zawodnik zespołu High Five Crew. Udało mi się dorwać Marcina w przerwie między zakończonym właśnie sezonem, a planowaniem kolejnego. Zapraszam na rozmowę!

Zdjęcie: Daniel Franek

Tomasz Profic, 43RIDE: Cześć, rozmawiamy w okresie planowania sezonu 2022. Czy jako organizator byłeś zadowolony z minionego sezonu, emocje już opadły?

Marcin Matuszny: Hej! Zdecydowanie to był jeden z lepszych sezonów! Po raz pierwszy w historii umożliwiliśmy zawodnikom ściganie się w formie Air DH, znanej dotychczas tylko z zagranicy, do tego dołożyliśmy zawody chainless i kilka innych eventów w klasycznej formie, co zostało dobrze przyjęte, a zbite piątki i dobre słowo tuż po wydarzeniach to potwierdza, a ponadto zawsze działa motywująco na przyszłość. Emocje opadły tuż po skończeniu po-eventowej, papierkowej roboty, zdążyliśmy także podsumować plusy i minusy ubiegłego sezonu, wyciągnąć wnioski i ruszyć z przygotowaniami na 2022, który zapowiada się jeszcze lepiej. Oby zima szybko minęła!

Zdjęcie: Dominik Baran

Oprócz faktu bycia organizatorem, jesteś również zawodnikiem, który brał czynny udział w zawodach. Czy udaje Ci się oddzielić te dwie sfery?

Zgadza się, takie podejście pozwala mi spojrzeć na event z kilku perspektyw i zwrócić uwagę na aspekty, które często bywają pomijane, wszak co jest ważniejsze dla rowerzysty – dodatkowy baner przy trasie czy zalegające, luźne kamienie w zakręcie? Podejście do startów w luźniej formie i postawienie w 100% na jazdę z kolegami pozwala mi skutecznie oddzielić te dwie sfery. Ponadto, warto wspomnieć, że event w namacalnej formie to efekt wielomiesięcznych prac koncepcyjnych, formalnych i innych działań poprzedzających, kilkudniowego montażu z ekipą, więc te dwa dni, na które zjeżdżają się zawodnicy, kibice i obserwatorzy to już tak naprawdę zwieńczenie całego procesu, gdzie na bieżąco w gotowości czuwamy i koordynujemy, żeby wszystko ze sobą współgrało – a instrumentów w tej orkiestrze jest całkiem sporo.

Kompletną nowością było zorganizowanie wspólnej generalki dla 3 serii. Skąd pomysł na National Downhill League?

Z potrzeby – jak to w przyrodzie najczęściej bywa. Jednym z naszych najważniejszych celów jest popularyzacja i rozwój kolarstwa zjazdowego, aby była możliwość jego realizacji postanowiliśmy wyjść naprzeciw i stworzyć, swego rodzaju „substytut” dla Pucharu Polski, lecz bez PZKol. Tym samym, połączyliśmy siły z innymi organizatorami i w efekcie zorganizowaliśmy cykl National Downhill League, na który w sezonie 2021 złożyły się imprezy DOKA Downhill City Tour, Local Series of Downhill oraz Hard Downhill League. Łącznie 6 startów, bardzo zróżnicowane trasy, więc każdy z zawodników mógł znaleźć coś dla siebie, bądź powalczyć ze swoimi słabszymi stronami. Bardzo cieszę się z tej współpracy. Zbyt dużo już wszędzie podziałów – wspólnymi siłami można więcej, lepiej i raźniej! 😊

Czy National Downhill League będzie kontynuowane w przyszłym sezonie?

Oczywiście. Dołożymy wszelkich starań by było jeszcze lepiej!

Jak z perspektywy zawodnika widzisz pomysł National Downhill League?

Nowe i klasyczne miejscówki do ścigania, większa liczba rywalizujących zawodników, większa liczba zawodów składających się w jeden cykl, różnorodność tras i form ścigania, niezliczone lapsy z ziomkami, dodatkowa ilość rowerogodzin w sezonie i przede wszystkim niezależność od PZKol, czyli proste i zrozumiałe dla każdego zasady – zajawa! Mam nadzieję i głęboko wierzę w to, że pójdzie to nadal w tym kierunku.

Zdjęcie: Mateusz Skrzek

Organizator, zawodnik, budowniczy tras, normalnie człowiek orkiestra. Kim w ogóle jest Marcin „Banan” Matuszny?

Dobre pytanie, wszak najciężej mówić o sobie. Wszystkie rzeczy, które wymieniłeś są wynikową idei, którą od zawsze się kierowałem. Po prostu chcę robić to co sprawia mi przyjemność – jeździć na rowerze, uczyć się, kopać nowe linie, organizować eventy i po prostu robić rzeczy, w których widzę sens. Dotychczas udaje mi się to wszystko połączyć i mam nadzieję, że z biegiem lat się to nie zmieni (poza procentowym rozkładem pochłanianego czasu przez powyższe oczywiście). Zmierzając do sedna pytania – jestem człowiekiem zafascynowanym kolarstwem górskim, nauką i z dużymi pokładami chęci do kreowania nowych rzeczy, nie lubię nudy.

Od jak dawna jeździsz na rowerze, jak w ogóle znalazłeś się w tym sporcie?

To już będzie kilkanaście lat – nawet nie wiem kiedy to zleciało. Zajawka zaczęła się bardzo normalnie – od dziecka mieszkam w górach, sporty zimowe i sama zima nie jest moją ulubioną porą roku, więc padło na rower i tak już zostało. Początkowo były to tylko wycieczki górskimi szlakami, potem nieco bardziej ekstremalnie. Kolarstwo górskie jest super, a do tego jest tak bardzo różnorodne, że nie może się znudzić!

Zdjęcie: Mateusz Skrzek

Kiedy i dlaczego zacząłeś organizowanie imprez rowerowych?

Pierwszą imprezę spod szyldu Local Series of Downhill zorganizowaliśmy z Jakubem Pyszem w 2014 roku na jednej z moich przydomowych linii, nie było wyciągu, nie było nagród, czas mierzony był stoperem, ale atmosferę pamiętam do dziś i to właśnie zdecydowało, że chcę to robić dalej. Kilka osób z tej pierwszej edycji nadal czynnie pojawia się na bramce startowej, a tym, którym zajawka na ściganie przeminęła, często wpadają na LSD pokibicować, przybić piątkę, zamienić słowo czy powspominać – to też jest super!

Podstawowa seria to Local Series of Downhill. Jakie było główne założenie zorganizowania takiej serii?

Głównym założeniem serii Local Series of Downhill było i jest organizowanie zawodów na wysokim poziomie z maksymalnie luźna atmosferą, dostępnych dla każdego – bardziej i mniej zaawansowanego rowerzysty. Zawsze dokładamy wszelkich starań by trasa była dobrze zabezpieczona, w 100% otaśmowana, nie zalegały na niej luźne kamienie oraz by wszystko szło zgodnie z harmonogramem imprezy. Prócz aspektów sportowych staramy się integrować środowisko rowerowe przez wspólne chillowanie po sobotnich treningach, czy offseasonowe pokazy filmów na dużym ekranie – 2B Wheel’d, które kilkukrotnie miały miejsce w Bielsku-Białej i Wrocławiu.

Hard Downhill League to już było trochę bardziej poważne ściganie, a nawet wchodziło w skład Pucharu Polski DH...

Zgadza się. Z założenia Hard Downhill League jest skierowany do średniozaawansowanych i zaawansowanych zawodników. Wielokrotnie były to zawody rangi Pucharu Polski, Mistrzostw Polski, a nawet rangi Pucharu Europy – UCI Class 2 na jednej z najdłuższych tras zjazdowych dopuszczonych regulaminem UCI. Trasy nie należą do najprostszych, a ponadto od samego początku zasady rozgrywania są zgodne z regulaminem UCI – każdy zawodnik może wykonać dwa przejazdy, z których pierwszy to eliminacyjny, natomiast drugi to finałowy (odmiennie od LSD), który wlicza się do klasyfikacji końcowej i wyłania zwycięzcę. Racing w najczystszej postaci!

Puchar Polski DH… Czy z Twojej perspektywy warto w to wchodzić czy raczej wolisz trzymać się swojej serii bez współpracy z PZKolem?

Puchar Polski DH kurczy się z roku na rok w swojej objętości, w sezonie 2021 były to tylko 3 edycje, z czego jedna była równocześnie mistrzostwami, a jedna rozgrywana po zmroku w ramach zakończenia sezonu. Jeśli nie zmieni się podejście osób z PZKol to zupełnie nie widzę sensu kooperacji polegającej na jednostronnej korzyści, bez wsparcia, generującej niemałe koszty (wszak każdy z 5 sędziów musi otrzymać swoją delegację i wynagrodzenie, za którą PZKol nawet nie jest skłonny wystawić faktury).

Uważam, że przewodnią misją każdego organizatora powinien być rozwój oraz popularyzacja danej dyscypliny, w naszym wypadku jest to kolarstwo zjazdowe. W moim odczuciu, od dobrych kilku lat, cykl Pucharu Polski w zjeździe MTB, namaszczony krajowym związkiem sportowym jak i jego wszelkimi niedoskonałościami, stracił z oczu główny cel i idee, które powinien mu przyświecać, wprowadzając swoją obecnością więcej dezorganizacji, zbędnych kosztów, zamieszania oraz przysłowiowego „betonu”, z którego zdecydowana większość zawodników nie ma żadnych mierzalnych korzyści.

Warto sobie zadać pytanie ile warci są zawodnicy dla związku sportowego, który nawet nie raczy zafundować koszulek ani medali dla Mistrzów Polski? Przez kilka lat współpracy nie otrzymaliśmy od związku żadnej pomocy, czy to finansowej, czy fizycznej, czy merytorycznej, za to ufundowaliśmy wiele nagród finansowych, medali, pucharów i koszulek mistrzowskich w ich imieniu. Bardzo cieszę się, że zakończyliśmy tę toksyczną współpracę. Może kiedyś coś pęknie i coś się zmieni w podejściu – za co mocno trzymam kciuki.

Zdjęcie: Mateusz Skrzek

W ostatnim czasie mówi się dużo o nierównościach w nagrodach, głównie pieniężnych, dla pań i panów. A jak to wygląda na waszych zawodach?

To jest, wbrew pozorom bardzo prosty temat – nagrody zawsze mają być takie same, niezależnie od kategorii. Tak od zawsze robiliśmy i będziemy robić. Przy wypłatach nagród finansowych zawsze utrzymujemy ich taką samą wysokość bez względu na płeć.

Znamy już terminy imprez LSD i HDL na sezon 2022. Przybliżysz nam trochę miejsca i konkretne edycje?

Jasne! Local Series of Downhill oraz Hard Downhill League zawita na początek i na zakończenie sezonu do ośrodka PKL w Szczawnicy, gdzie na nowo powstałych trasach odbędą się zawody po raz pierwszy! Prócz tego odwiedzimy górę Żar, na której po raz drugi zorganizujemy ściganki w formie Air DH, a także zawitamy do Zawoi na Mosorny Groń by pościgać się bez łańcucha. Prócz tego odpalimy klasyczne eventy na trasach w Koninkach i na Stożku – by nie było za łatwo.

Zdjęcie: Marcin Skorupski

Czy jest szansa, że zorganizujesz zawody… enduro?

Kilkukrotnie otrzymywaliśmy takie oferty, lecz na chwilę obecną nie czuję takiej zajawki. Natomiast serdecznie zapraszam zawodników enduro do udziału w zawodach downhillowych przez nas organizowanych, gdzie niejednokrotnie udowodnili, że mogą ścigać się z najlepszymi.

Na koniec, jakie masz osobiste i zawodowe plany na nadchodzący sezon?

Mam głowę pełną pomysłów – kilka planów, jak m. in. organizacja eventów jest już skonkretyzowanych, ale wiele z nich jest jeszcze w trakcie dopinania szczegółów. Na pewno szykuje się kilka wyjazdów w nowe miejsca, kilka nowych projektów i dużo jazdy na rowerze. Mam nadzieję, że zdrowie dopisze i uda się większość z tych planów zrealizować.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcie: behere.photo

Poczynania Marcina możecie śledzić na: