TEST: Marin Alpine Trail 7 2021

Marin w zeszłym roku dość często przewijał się na łamach 43RIDE. Model Wolf Ridge, pieszczotliwie nazywany przez redaktorkę Justynę “Marianem Szkaradkiem”, w terenie spisywał się znakomicie, choć jego oryginalny wygląd nie każdemu przypadł do gustu. Tym razem w moje ręce wpadł model Alpine Trail, który od 2021 roku przejął rolę flagowego roweru enduro firmy Marin.

Marin Alpine Trail

Seria Alpine Trail pozwala nam wybrać spośród 4 różnych modeli, w zależności od potrzeb czy zasobności portfela. Dwa z nich oparte są o ramę aluminiową, a kolejne dwa o karbonową. Co ciekawe, w podobnej cenie możemy wybrać model XR zbudowany na aluminiowej ramie, ale z damperem sprężynowym i wyższym ogólnym poziomem wyposażenia, lub model Carbon 1, z ramą z kompozytu, ale na nieco słabszym osprzęcie. Wszystkie Alpine Traile jeżdżą na kołach 29″ i w odróżnieniu od skomplikowanego systemu zawieszenia z modelu Wolf Ridge, tutaj konstrukcja jest zdecydowanie bardziej klasyczna. Największym wyróżnikiem jest geometria, która odzwierciedlać ma sztandarowe hasło Marina czyli: MADE FOR FUN. Do testu otrzymaliśmy podstawową wersję roweru, a więc model Alpine Trail 7.

Specyfikacja – Marin Alpine Trail 7

Oczywiście, jak na budżetową konstrukcję przystało, nie znajdziemy tu żadnych wypasionych komponentów. Jednak osprzęt wydaje się być dobrany rozsądnie. Zawieszenie pochodzi od Rock Shoxa, który jeśli się o niego zadba, to potrafi bardzo sprawnie sobie radzić z terenem pod kołami. Skok 160mm przód i 150mm tył, jest opcją bardzo uniwersalną. Zarówno amortyzator jak i damper wyposażony jest w najnowsze wersje komór powietrznych Debon Air, które zdecydowanie poprawiają czułość w pierwszej fazie skoku. Za napęd odpowiada 12-to rzędowe Shimano Deore. Moje największe obawy budziły hamulce, które niby mają 4 tłoczki, ale zastosowane długie klamki bardziej kojarzą się z rekreacyjnymi rowerami trekkingowymi niż górskimi… Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby coś takiego zamontować w rowerze przeznaczonym w ciężki teren.

Koła zbudowane są na piastach Shimano, szerokich obręczach Marina i ubrane w opony Vee Tire, które łatwo można “zamleczyć”. Jest też sztyca regulowana o rozsądnym skoku. Wiele komponentów sygnowanych jest logiem Marina. Pozostałe części z pewnością nie będą najlżejsze, ale z drugiej strony powinny nam zapewnić bezproblemową jazdę. Cała konstrukcja roweru oparta jest na najnowszych i ogólnie stosowanych standardach, co pozwoli na łatwą przyszłą rozbudowę lub modyfikację. Bardzo miłym dodatkiem jest dedykowana osłona dolnej rury. W testówce zabrakło konkretnej osłony na tylne widełki, ale w ostatecznej wersji rynkowej roweru, każdy znajdzie ją tam gdzie powinna być.

Pełna specyfikacja, oraz geometria roweru dostępna na stronie producenta:
marinbikes.com/pl/bikes/2021-alpine-trail-7

Geometria – Marin Alpine Trail 7

Nigdy nie byłem fanem wczytywania się w tabelki geometrii, ale z czystego obowiązku wspomnę o długościach i kątach. Testowy egzemplarz to rama o rozmiarze L. Parametr Reach wynosi dla niego 480mm, natomiast Stack 632mm. Kąt główki ramy to 63,5°, a rury podsiodłowej 78°. Alpine Trail posiada bardzo krótkie tylne widełki, które mają 430mm. Całkowity rozstaw kół w tym rozmiarze wynosi 1256mm. Mówiąc krótko geometria wpisuje się w najnowsze trendy, czyli płaski kąt główki, plus stromy kąt podsiodłówki. Krótki tył zdradza zapędy do zwinności i zwrotności. Od razu rzuca się w oczy też niski przekrok, dzięki czemu mamy dużo miejsca na manewry ciałem. Nisko położony jest również suport – 342mm nad ziemią. Nowoczesną geometrię ramy uzupełnia kokpit zbudowany z krótkiego 35mm mostka oraz szerokiej kierownicy z dość dużym wzniosem. Tyle w cyferkach, natomiast jak sprawdza się to w terenie?

Marin Alpine Trail 7 – Made For Fun?

Na testowego Marina wsiadam wprost z mojego Speca Enduro (rocznik 2018). Podstawowe różnice to koła 29″ zamiast 27,5″ oraz nieco mniejszy skok. Pierwszym zaskoczeniem była długość ramy Alpine Traila. Zawsze lubiłem krótkie i zwinne rowery, dlatego też pomimo wzrostu ok. 185cm, mój Spec ma ramę w rozmiarze M. Tutaj, wsiadając na Marina w rozmiarze L i dodatkowo na większych kołach, obawiałem się zupełnie innej charakterystyki roweru. Tymczasem już po paru przejechanych metrach stwierdzam, że pozycja i odczucia są bardzo podobne jak na moim specu. Rower w rzeczywistości jest zadziwiająco krótki, zwinny i zwrotny, jak na przedstawione powyżej cyferki długości i kątów. Aby to dokładniej sprawdzić wybieram się na moje przydomowe trasy lotne. Z racji nizinnego terenu są one krótkie, ale za to napakowane przeszkodami. Wszystkie linie lecę za pierwszym razem, bez żadnych problemów mieszczę się w ciasne bandy czy transfery. Bardzo podbudował mnie ten fakt ponieważ moje wcześniejsze doświadczenia z 29’erami pokazywały, że w terenie owszem większe koło jest szybsze i pewniejsze, ale zabawa na hopach i ciasnych trasach na tym jednak trochę cierpi. Tym razem jednak było naprawdę dobrze i swobodnie.

Większe koło nie przeszkadza w sprawnym lataniu. Owszem, wyciągnięcie do manuala wymaga większej energii, ale z drugiej strony rower łatwiej odkleić od ziemi i wyciągnąć do wybicia czy nawet bunny hopa. Ważnym punktem dla mnie zawsze jest sztywność boczna, której brak dość mocno zepsuł mi wizję 29’ra, trzy lata temu. Tu muszę przyznać, że pomimo mocno budżetowych kół, rower bardzo ładnie trzyma linię. Nie czuć przesadnego gięcia na boki. Komponenty roweru takie jak korby czy kokpit, również wydają się być godne zaufania i bez strachu można zabrać taki rower na bardziej konkretne trasy.

Czas na góry… Świętokrzyskie

Oczywiście rower nie został stworzony tylko na hopy, ale przede wszystkim w teren. Z racji wczesnej pory roku, nie było opcji testu w bike parku. Z pomocą przyszły jednak Góry Świętokrzyskie oraz niezawodny Telegraf. Na jego zboczach kryją się nie jakieś bardzo długie, ale ciekawe i miejscami wymagające trasy. Znajdzie się tu sporo kamieni i korzeni, trawersów i uskoków, które dobrze nadają się na test roweru enduro. Sprzętowo, to czego najbardziej nie byłem pewien to seryjne opony Vee Tire, a konkretnie ich ścianki boczne i wrażliwość na rozcięcia. Z racji tego wbiłem w opony prawie po 3 bary ciśnienia. Zawieszenie musiało się jeszcze trochę bardziej napracować, ale ze spokojem mogłem lądować uskoki nawet prosto na kamienie.

Podjazdy = Rozgrzewka

W sprzęcie enduro ważnym elementem są oczywiście podjazdy. W tym temacie Alpine Trail radzi sobie bardzo dobrze. Zawieszenie stosunkowo mało buja. W terenie nie kombinowałem w ogóle z jego blokowaniem. Geometria ustawia rowerzystę w pozycję, w której można pokonać nawet strome podjazdy. Mówiąc szczerze to największą różnicę pomiędzy kołami 29″, a 27,5″ poczułem właśnie na podjazdach. Wspinaczka Marinem była zdecydowanie przyjemniejsza i łatwiejsza. Rozpiętość przełożeń pozwala na pokonywanie stromizn i zróżnicowanego terenu. Osobiście uważam, że sztyca regulowana mogła by mieć większy skok, ale seryjne 150 mm też pozwala znaleźć odpowiednią pozycję. Rower dobrze sprawdził się również na dłuższej (ok 40 km) wycieczce rekreacyjnej, gdzie nie było czuć przesadnie, że jadę maszyną stworzoną do raczej do cięższych zadań. Chyba największym mankamentem przy dłuższej wycieczce było siodełko. Twarde i bardzo płasko wyprofilowane.

Zjazdy = Zabawa

Po dwóch różnych sesjach spędzonych na rowerze w około kieleckich lasach muszę przyznać, że Alpine Trail rzeczywiście stworzony jest do zabawy. Ciasne zakręty i nagłe zwroty kierunku, pomimo dużych kół, nie stanowią problemu. Bardzo łatwo było wczuć się w teren i różnego typu trasy. Przy większych prędkościach jest stabilnie. Nisko położony suport, oraz środek ciężkości roweru, ewidentnie pomaga w pewnym prowadzeniu. Zawieszenie, pomimo bardzo wysokiego ciśnienia w oponach, radziło sobie bardzo dobrze. Szybka reakcja na małe nierówności, nie odczuwając zbytnio efektu zapadania się zawieszenia. Pojedynczych większych strzałów nie “połyka” aż tak dobrze jak mój spec. Jednak odczucie mniejszej ilości skoku i mniejszy stopień “przyklejenia” roweru do trasy zachęca do kombinowania typu: z czego można by tu się jeszcze wybić, albo gdzie go wcisnąć. Alpine Trail to zdecydowanie nie będzie najbardziej stabilna a’la zjazdówka, która wygładzi całą trasę pod Tobą. Natomiast świadomym rowerzystom może dać mnóstwo frajdy, również z jazdy po ciężkim terenie. Ilość skoku 160/150 mm oznacza kompromis, pomiędzy swobodnymi podjazdami i wygodnymi dojazdówkami, a właściwościami typowo zjazdowymi.

Wady?

Tak jak wspominałem wcześniej jedną z większych obaw były hamulce. Ostatecznie okazało się jednak, że wcale nie było z nimi tak źle. Na szczęście na szerokiej kierownicy można odsunąć klamki na tyle, żeby obsługiwać je jednym palcem. Ich siła nie jest może jakaś wybitna, ale pozwala kontrolować to, co się dzieje, nawet na większych stromiznach. Przy sporej ilości błota albo dłuższych zjazdach i mocniejszym rozgrzaniu hamulców, może jednak nie być już tak kolorowo. Kolejny temat, którego się obawiałem to opony. Ostatecznie jednak przeżyły jazdę bez większych uszczerbków, a trakcję zapewniały również całkiem słuszną. Osoby planujące jazdę w cięższym terenie powinny, moim zdaniem, pomyśleć nad osłoną zębatki, której nie ma tu wcale. Na szczęście rama posiada standardowe mocowanie ISCG, więc nie jest to duża filozofia ani koszt, aby rower doposażyć. Jak wspominałem wcześniej, nie byłem pierwszym chętnym do testów tego egzemplarza. W cięższym terenie rower zdecydowanie nie był tym najbardziej cichym. Duży wpływ na to z pewnością miał brak grubej osłonki na tylnych widełkach, która w seryjnych rowerach powinna się tam znaleźć. Ogólnie jednak nie było czuć żadnych większych oznak “zmęczenia” roweru. Nie czułem też, żeby nawet ta podstawowa specyfikacja, ograniczała funkcjonalność roweru.

Marin Alpine Trail 7 – Made For Fun!

Podsumowując, rower zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Dość mocno obawiałem się przesiadki na większe koła. Jednak ten ponad 2-tygodniowy test na różnych miejscówkach i w różnych warunkach pokazał mi, że niepotrzebnie. Rower wpisał się bardzo fajnie w moje założenia jazdy, które pokrywają się z głównym mottem Marina “Made for Fun”. Rower swoją geometrią i zawieszeniem raczej zachęca do aktywnej postawy za kierownicą, niż wyrównuje za Ciebie wszystkie nierówności pod kołami. Z drugiej strony, w praktycznie każdej sytuacji, bardzo łatwo było go wyczuć. Pomimo sporych różnic w katalogowych tabelkach z moim prywatnym specem, ani razu nie wypadłem poza zakręt, a wszystkie wybicia zakończyły się poprawnym lądowaniem. Dlatego uważam, że może to być też idealna maszyna dla początkujących. Testowana wersja kosztuje obecnie 10999zł. W dzisiejszych czasach zwariowanych cen, wydaje się to być opcja całkiem rozsądna. Ważne że rower nawet w podstawowej konfiguracji, można od razu śmiało zabrać w teren. Wiadomo, że na dłuższą metę dobrze było by wymienić hamulce (albo chociaż same klamki) i dołożyć osłonę zębatki. Jednak nawet ta podstawowa testówka, która miała już wcześniej paru chętnych do jazdy i nosiła kilka śladów użytkowania, nie zawiodła ani razu i pozwoliła na naprawdę dobrą jazdę, bez ograniczeń.

Podsumowując, jeśli potrzebujesz uniwersalnej maszyny, z którą będzie Ci dobrze i na lokalnych hopkach, i na dzikich ścieżkach w lesie, to Marin Alpine Trail wydaje się być dobrym wyborem. Już niedługo będę mógł się z Wami podzielić kolejnym testem tej konstrukcji, ale w bardziej wymagających i typowo górskich warunkach ;)

Rowery Marin Bikes można kupić w naszym sklepie shop.43ride.com.
Marin Alpine Trail 7 – 10999zł

O marce Marin

W Marin, wierzymy, że życie jest lepsze z rowerem. Nasza marka narodziła się w kolarskiej mekce, jeździmy po tych samych ścieżkach i szlakach co rowery innych najlepszych na świecie marek. Po ponad 30 latach kontynuujemy z tą samą dziecięcą fantazją i fascynacją, która pchnęła nas kiedyś w świat rowerów. Naszą misją jest to abyś wsiadł na rower i chcemy mieć pewność, że będziesz się dobrze bawić. Dlatego dajemy ci duży wybór rowerów – od egzotycznych w pełni zawieszonych maszyn aż do miejskich połykaczy kilometrów. Nieważne czy jesteś hardkorowym zjazdowcem czy po prostu dojeżdżasz do pracy, jesteś taki jak my, więc chcemy się z Tobą przejechać.

Oficjalna strona: marinbikes.com
Media: facebookinstagramyoutubevimeo